Podoba Ci się ten blog? Chcesz być na bieżąco z nowościami - subskrybuj kanał RSS... Co to jest RSS?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wartość netto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wartość netto. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 września 2012

Blogowy update: zmiany i brzydkie słowo na „K”...

Tabula rasa... (stockvault.net)

Na początek wypada przeprosić za blogową nieobecność przez niemal pół roku – Przepraszam! Później trochę napisać co u mnie – zmiany. A co przede mną? Też zmiany. Zapraszam starych znajomych, jak i tych, co zakręcili się tutaj przypadkiem, na krótką opowieść syna marnotrawnego ;)...

Czego już nie ma
Przede wszystkim od czasu ostatniego wpisu przestałem być studentem. Nie, nie napisałem i nie obroniłem pracy, jeden nic nie znaczący tytuł naukowy mi już wystarczy. Razem z zainteresowaniem studiami straciłem też +/- 25 kilogramów jestestwa, najwięcej w okolicach brzucha i ud.

Ale zmiany to nie tylko straty. W pół roku udało mi się wrócić do codziennej nauki języków, codziennego czytania książek i kultywowania dawno zapomnianych już hobby ;).

Co już jest
Tak, jestem z siebie zadowolony. W ciągu miesiąca 'bezrobocia' dostałem zaproszenie na dwie rozmowy ('Assessment Center') – na pierwszej oglądałem małpy w klatce, na drugiej zostałem najlepszą (jak się potem okazało - zatrudnioną) małpą.

To brzydkie słowo, ale zostałem korpo-szczurem, wyglancowanym chłoptasiem w garniturze, który „żyje dla fabryki” i „umiera dla fabryki” (żeby tak klasycznie powrócić do Staszewskiego). Znienawidzonym przez przeciętnego klienta MPK powodem jego życiowych niepowodzeń...

Wielu znajomych uznało to za rejteradę, poddanie się, czy też zdradę ideałów. Cóż – swoich poglądów na kwestie zatrudnienia etatowego nie zmieniłem (ba, mam teraz na pęczki namacalnych dowodów ich słuszności), ale nie czuję też potrzeby się przed nikim z moich wyborów tłumaczyć (jak będziecie nalegać to się wytłumaczę :P ).

Korporacyjną karierę czas zacząć! ;)  (sxc.hu)
Co będzie
W kwestiach prywatno-finansowych przymierzam się do kupna mieszkania, ale to sprawa dalece zależna od mojej drugiej połówki i jej wyborów. W kwestiach zawodowych wszystko zostaje sprawą otwartą, w końcu moi serdeczni przyjaciele w garniturkach mogą się mnie pozbyć z zachowaniem 2-tygodniowego okresu wypowiedzenia.

Ale nadszedł teraz czas na zmiany w tematach, które w moim excelowym pliku znajdują się na karcie 'drobne'. A tam, gdzieś na 3 miejscu, znajdują się blogi.

Podchodząc zdroworozsądkowo mój portfel nie jest już w ogóle 'studencki', a jako korpo-człowieczek tracę jakąkolwiek legitymację do wypowiadania się w sprawach przedsiębiorczości. Powstała też konkurencja stosująca 'brand hijack' ;) (Tomka pozdrawiam i życzę powodzenia!).

Decyzja
Na dzień dzisiejszy czeka mnie więc zmiana nazwy bloga i ewentualne 'projektowanie' jego nowej formy. Przygotowuję sobie już kilka wpisów, które (mam nadzieję) będą pomocne przedsiębiorcom chcącym nawiązać współpracę z dojną krową, jaką jest korporacja...

Pozdrawiam, do zobaczenia!

P.S. Wszelkie pytania i pomysły mile widziane, byle były podane w kulturalnym sosie ;).

środa, 28 marca 2012

MAB: Success story, czyli zamieniłem złotówkę na stówkę, a teraz mam problem...


Pierwszy sukces projektu MAB stał się faktem. Tydzień temu zamknąłem inwestycję, która zarobiła nie tylko na siebie, ale przykryła też wcześniejszą wpadkę. No dobra, na waciki też zostało. Jako, że ostatnio na blogu wiało nudą i brakowało nowych postów – dzisiaj opiszę krok po kroku, co i jak robiłem, i jaką naukę z tego wyciągnąłem na przyszłość.

Krok I: networking
Szukanie okazji do inwestycji pozagiełdowych nie jest łatwe. Można oczywiście wykupić w sieci albo w gazecie ogłoszenie typu '100.000 pilnie oddam!', ale chyba łatwo się domyślić jaki będzie skutek takiego działania.

Moja inwestycja zaczęła się niewinnie, od projektu, na który dostałem zaproszenie od dyrektora lubelskiego AIP. Zabawa, choć miała w nazwie coś z 'innowacją', kręciła się wokół ludzi z biznesplanami na firmy produkujące zaproszenia ślubne albo piszące projekty unijne (sic!). No dobrze, może jeden gość miał 'innowacyjny' pomysł – jednak nikt tego się nie dowie, bo chłopak nie potrafił w żaden sposób nam wytłumaczyć, co jego firma będzie robiła.

Jednak moją uwagę przykuł uczestnik, który swoim zachowaniem przeczył ogólnie przyjętej zasadzie 'zarabiaj na swoim hobby'. Marek nie ma kota ani psa, a zarabia produkując 'akcesoria' dla tych zwierzaków. Szperając na Allegro znalazł sobie łatwy do wykonania wysokoobrotowy produkt z przyzwoitą marżą. Pomimo wzniośle magistersko-ekonomicznego wykształcenia wziął młotek do ręki – i zabrał się do roboty!

Krok II: zaufanie
Tak to już jest, że biznes lepiej robić z ludźmi, którzy chcązarabiać, niż z tymi, którzy się chcą we własnej firmie'realizować'. Wspólne cele inwestora i przedsiębiorcy są podstawą udanej współpracy. Teraz czas na pracę nad zaufaniem.

Świetnym testem zaufania zawsze są drobne pożyczki – najczęściej jest to kwota równa 10% tego, co moim zdaniem będzie firmie potrzebne. W ten sposób przede wszystkim nie ujawniam potencjału inwestycyjnego: nie dostanę biznes-planu z góry obliczonego na 100% mojego portfela.

Inne plusy takiej pożyczki to ograniczenie ryzyka, bo w razie inwestycji w nieodpowiedniego człowieka tracę raptem 1/10 kapitału (parę takich wpadek mam już za sobą). Po drugie zyskuję możliwość obserwowania potencjalnej inwestycji w akcji: dynamiki działań, jej stosunku do moich sugestii, czy po prostu uzyskanej z tych kilku groszy stopy zwrotu.

Oczywiście liczę się z tym, że ktoś natychmiast pobiegnie i wydrukuje sobie za 'moje' pieniądze wizytówki albo kupi bilet na Bahamy – no pain, no gain!

Krok III: due dilligence
Samo w sobie wyrażenie due dilligence oznacza należytą staranność – jest to proces 'sprawdzania' i analizowania przedsiębiorstwa i osób je prowadzących przez inwestora, zanim ten wejdzie ze swoim kapitałem do firmy. Od sprawdzania KRSu i rozliczeń finansowych, po rozmowy z pracownikami i kontrahentami. Rentgen.

Tutaj z pomocą, poza umiejętnością rozmawiania z ludźmi, przychodzi tzw. wywiadownia gospodarcza...

Później nadchodzi czas na analizę biznes-planu. Część technik już na blogu opisałem, inne pojawią się niedługo :). BP trzeba umieć czytać ze zrozumieniem, i odnaleźć w nim potencjalne problemy, miejsce dla siebie, i miejsce dla kolejnego inwestora – czyli przygotować strategię wyjścia.

Po analizie 'due dilligence' zazwyczaj zostaje niesmak. Początkujący przedsiębiorcy chcieliby umieć oszukiwać tak skutecznie, jak stare wygi... Nie wychodzi im. Najczęstszy problem: produkt skierowany 'do wszystkich', czyli całkowity brak badań rynku.

Krok IV: magiczna trójca
Czyli 'negocjacje' z księgową, prawnikiem, i przyszłą inwestycją obejmującą przede wszystkim wysokość wkładu i formę prawną zaangażowania. Jedni wybierają spółkę cichą, inni komandyt. Przestraszeni wolą płacić ZUS w spółce z o.o., głupi oddają pieniądze bez 'papierka'...

Jest jeszcze wiele rozwiązań pośrednich, np. inwestycje tzw. półpiętra (mezzanine) czy Asset Purchase, jednak umówmy się – kiedy w grę wchodzą kwoty mniejsze niż 50 000 złotych nie ma powodu, żeby sprawy przesadnie komplikować. I ewentualnie straszyć księgową ;).

Break: jak to było naprawdę...
Kiedy skończyły się już podchody i umizgi związane z 'zapoznawaniem' się i porównywaniem doświadczeń, planów, etc. - można było przejść do sedna. Jako, że firma działała w inkubatorze z dostępem do danych nie było problemów. Szybko zbadałem branżę i okazało się, że... należy się natychmiast wycofać z aktualnego profilu produkcji i modelu biznesowego.

Marek, jak każdy początkujący przedsiębiorca, chciał wprowadzać na rynek towar wysokiej jakości. Jakość = koszty → wyższa cena. Taka logika sprawdza się, kiedy sprzedajemy produkty, które mogą służyć podkreśleniu statusu: płaszczyki, które mają wyglądać jak drogie płaszczyki, czy okulary, na których chińskie dziecko wymalowało napis 'ARMANI'. Jednak w przypadku przedmiotów, które produkował Marek, ich jakość nie miała dla klienta żadnego znaczenia.

Rozpoczął się więc żmudny proces 'podsuwania' mojej inwestycji myśli o zmianie profilu produkcji. Kto dużo przebywał z przedsiębiorcami ten wie, że posiadają oni wszelkie możliwe patenty na prawdę i 'wszystkowiedzenie', dlatego też nie można mówić im wprost o potrzebie zmian :).

'Test pożyczki' wypadł znakomicie. Umówiliśmy się, że kupię bardzo potrzebną Markowi maszynę i wypożyczę mu 'własny' sprzęt. W ten sposób zyskałem materialne zabezpieczenie operacji. Jednocześnie firma, w którą miałem zamiar zainwestować natychmiast zwiększyła zatrudnienie i możliwości produkcyjne.

A ja przekonałem się, że mam do czynienia z poważnym facetem. Teraz nie zostało nam już nic innego niż wyrejestrować firmę z AIP i podpisać trochę papierków...

Krok V: biznes-planowanie
Człowiek, w którego zainwestowałem, miał wiele chorób polskiego przedsiębiorcy, ale tą, która mnie najbardziej wkurza jest choroba 'biznesplan mam w głowie'. Czyli biznes-planu brak.

Zaczęły się więc wycieczki na imprezy targowe, spotkania, analiza konkurencji i godziny telefonicznych rozmów z hurtownikami. Tydzień wytężonego główkowania, liczenia – i kłótnia z moją dziewczyną: mam głupi zwyczaj zapisywania wszystkiego co ważne na drzwiach. Czasami bez kartki pod spodem ;).

Nie jest ważne z punktu inwestora, żeby postawić na swoim – ważne jest, żeby firma się rozwijała prawidłowo. Wyliczenia wyliczeniami, ale Marek 'wiedział lepiej'. Zaproponowałem więc rozwiązanie eksperymentalne: wprowadzimy 3 linie jakościowe produktów 'i zobaczymy'...

Po miesiącu jasne było, że jeśli sezonowość jest mniejsza niż 50%, to jedynym, co się opłaca produkować, jest bezjakościowa tanizna.

Łącznie półtorej miesiąca po rozpoczęciu inwestycji biznes-plan został napisany niemal w całości od nowa.

Krok VI: wdrożenie
Kiedy inwestujesz, punktem skupienia Twojej uwagi powinna stać się tzw. ekonomia skali i jej wykorzystanie. Po to w końcu przedsiębiorca zabiegał o Twoją uwagę, po to oddajesz swoje pieniądze – aby firma rosłą w siłę.

Kiedy poznałem Marka był garażowym producentem 'czegośtam' sprzedającym wyłącznie przez Allegro. Nie miał nawet logo, choć działał już od 12 miesięcy. Dla ekonomii skali ważne było wszystko: zbudować markę, rozpocząć bezpośredni import półproduktów, zwiększyć możliwości produkcyjne i zatrudnienie, zbudować nowe kanały sprzedaży.

Tak, wróciłem do pracy nad grafiką :). Katalogi, strona, listy sprzedażowe i ofertowe, próbki. Kolejny tydzień i byliśmy gotowi. Jak wiadomo sprzedaż jest matką biznesu, więc musiałem też dołożyć swoje '3 grosze' do akcji akwizycyjnej.

Break: rzecz o relacjach...
Na początku przyjemnie łechtało moją próżność, kiedy Marek uważał mnie za obowiązkowy mebel w każdych negocjacjach. Musisz sobie jednak zdać sprawę, że poważna akcja akwizycyjna B2B to kilka tygodni siedzenia w samochodzie, jedzenia w samochodzie, przebierania się w samochodzie, i spania w byle wsiowych motelikach. Odechciewa się.

W inwestowaniu pre-IPO nie chodzi o to, żeby uczynić z kogoś swojego podwładnego, swoją kopię, bądź go po prostu od siebie uzależnić. Doradztwo, czy też coaching, jest ważnym elementem takiego działania, więc staraj się go wykorzystać właściwie.

W naszym wdrożeniu wszystko wyszło niemal idealnie, zgodnie z planem. Najdotkliwszym odstępstwem okazała się współpraca z największym polskim sprzedawcą detalicznym – nie udało się sprzedać im naszych produktów pod naszą marką... ale produkujemy ich markę własną. Zyskaliśmy w zamian ogromne wsparcie w postaci doświadczenia pracowników tej firmy, dzięki któremu udało się przeprojektować niektóre produkty i obniżyć ilość reklamacji do 0,4%.

Krok VII: strategia wyjścia
Nawiązując do pytania Tada Witkowicza: nie chcę mieć firmy, chcę mieć pieniądze. Dlatego też potrzebowałem sensownej strategii wyjścia.

Po pierwsze: strategia wyjścia musi definiować moment sprzedaży udziałów. Najlepiej – w początkowych momentach nowej, udanej akcji akwizycyjnej. Jeśli zechcesz sprzedać udziały zbyt późno, oferta nie będzie zbyt atrakcyjna, bo nie będzie oferowała oczywistych zysków. Jeśli zbyt wcześnie – będzie zbyt ryzykowna.

Po drugie: strategia wyjścia musi definiować typ inwestora, który odkupi Twoje udziały (target). Co innego oferuje się prywatnym inwestorom, co innego funduszom (najczęściej pre-giełdowego gotowca), a jeszcze co innego zagranicznej czy korporacyjnej konkurencji. Pod uwagę trzeba też brać oczywiście profil działalności inwestora i jego dostępność (czytaj: znajomości).

Moja strategia wyjścia musiała zrealizować się w tym miesiącu: firma rozszerza zakres działalności o nowe produkty, hurtownicy i detaliści reagują pozytywnie na ceny (niskie), konsumenci reagują pozytywnie na jakość (jeszcze niższą)... A kolejny ważny krok w biznes-planie to eksport do krajów niemieckojęzycznych – czyli coś, o czym nie mam zielonego pojęcia, i czego nie udźwignę.

Dlatego dobrze się stało, że udało się znaleźć kolejnego inwestora, który już dobrze wie jak wysłać i sprzedać towar za zachodnią granicą...

Break: coś, co trudno niektórym zrozumieć
Ostatnio często (szczególnie podczas zjazdów ASBIRO) ludzie zadają mi pytanie o sensowność sprzedawania 'kury, znoszącej złote jajka'. Irytujące.

Otóż: chcę zostać inwestorem po to, by lewarować kapitał, nie ludzi. Gdybym szukał idiotów, którzy będą na mnie harować całe życie, zostałbym MLM-owcem albo 'prywaciarzem'. Uważam, że postąpiłem słusznie i etycznie – podzieliłem się z przedsiębiorcą jego ryzykiem i obowiązkami, za co dostałem odpowiedni kawałek tortu.

---


Ojoj, chwila przerwy od pisania i znów mi się stutysięcznik sypie ;). W tym momencie przerwę wywód – a na dokończenie, czyli narzekanie na moje inwestycyjne problemy, zapraszam w najbliższy weekend.


* W tym wpisie, tak jak i w poprzednich, nie ma nazw ani danych, a Marek wcale nie ma na imię Marek - dbam o prywatność ludzi, z którymi pracuję.

---


Tak więc moja blogowa nieobecność związana była przede wszystkim z zamykaniem ostatniej inwestycji. Garstkę stałych czytelników przepraszam, ale poprawy nie będę obiecywał, nie wiedząc co mnie jeszcze czeka ;).

Będę wdzięczny za wszystkie pytania i komentarze, jak zawsze :).


piątek, 3 lutego 2012

Spóźnione podsumowania: 2011 i styczeń 2012



Po bardzo łaskawym dla mnie roku 2011 pierwszy miesiąc kolejnego... po prostu minął. Po 'sylwestrze' pod wieżą Eiffla jeszcze tydzień spędziłem z moją dziewczyną w Paryżu. Kolejny tydzień leczyłem się z depresji polskiego bagienka. A ledwo się wyleczyłem – dopadła mnie sesja ;). Na szczęście w portfelu nie było aż tak nudno.

2011 – rok tryumfu
Jak pisałem w poście na urodziny bloga – regularnie udawało mi się odłożyć połowę przychodów. To najlepsza wiadomość. Druga, całkiem dobra, to taka, że udało mi się dzięki wakacyjnym wojażom uniknąć konsekwencji giełdowych dołków. Trzecia już nie jest taka dobra: dzięki temu wszystkiemu nabyłem wszystkie cechy 'pasywnego' inwestora.

W zasadzie to słowo inwestora powinno być wzięte w cudzysłów. Poza jedną inwestycją MAB wszystkie moje pieniądze są teraz na lokatach. A okazje przechodzą koło nosa. Tak więc na luty mam już jedno 'noworoczne postanowienie' ;). Power Trader uruchomiony codziennie, nowe kreski, czekamy...

Paris, Paris
Sylwestra spędziłem z dziewczyną w Paryżu, i to jest powód pierwszej przerwy w blogowaniu. Wszystko tanie, piękne, uśmiechnięte, ciekawe. Ludzie, których pośpiech po prostu nie dotyczy. Mieliśmy na przykład takie wschody słońca:

Wieża Eiffla od strony placu Trocadero :)


Nic więc dziwnego, że do polandii wracać się nie chciało. Francja pożegnała nas pięknym, cieplutkim wschodem słońca nad chmurami, za to w Polsce trzej królowie: ciemno, smutno, pi*dzi! eh...

I pani konduktorka w autobusie PKP odpowiadająca na wszystkie pytania zadane w języku innym niż polski – 'wsiadać, nie gadać!'.

Styczniowe porządki
Początek miesiąca wykorzystałem na rewizję budżetu, re-optymalizację lokat (do końca marca trzeba trochę jeszcze 'wycisnąć') i przygotowania do poszukiwania pracy. W tym ostatnim 'przypadku' już jakieś telefony i spotkania się odbyły, ale jak na razie bezskuteczne :/.

Banki uznały, że obecna sytuacja jest dla nich zyskowna i nie chcę robić gwałtownych ruchów do końca marca. Trzeba więc zadbać o swoje. Wejście w życie nowej ordynacji podatkowej akurat zamyka raportowy kwartał, więc będą się ciekawe rzeczy działy na bankowych akcjach przed wakacjami :).

I nadszedł czas
na szukanie pracy....
Sesja a blogowy 'geld'
'System eliminacji studentów' to powód drugiej przerwy w blogowaniu. Wczoraj rozłożyłem ostatni egzamin, więc już nie mam dobrej wymówki ;).

W międzyczasie zacząłem drobnymi kroczkami sprawdzać opowieści internetowych guru o milionach zarobionych dzięki stronom www. Od połowy grudnia na stronie sprzedałem kilka linków, miesiąc później zamieściłem reklamy AdTaily i CPMprofit. Porównując te trzy formy 'zarabiania' – dwie ostatnie są dla leszczy-ciułaczy ;).

Utworzyłem też nowego bloga, ale to już raczej sprawa kolekcjonerskich ambicji niż pieniędzy. Jego największym plusem jest to, że łączy podążanie za rynkiem z łatwością tworzenia contentu – jest niemal wyłącznie 'obrazkowy'.

A na luty zapowiadamy...
Po pierwsze – jutro zaczyna się ostatni zjazd ASBIRO, będzie więc relacja i opinia o całości Kursu Podstawowego. Po drugie, wracam do ofensywy Allegrowej, którą przez ostatnie tygodnie zaniedbałem. A potem już tylko szukanie pracy blogowanie (jedno łatwiejsze od drugiego ;) ).

Czas wziąć się za siebie!
:)

Na koniec też spóźniony, ale wartościowy, prezencik od Tony'ego Robbinsa – z okazji nowego roku:



piątek, 20 stycznia 2012

Wpis o tym, jak przyjemnie dziadować.


(www.demotywatory.pl)
Wydaje się, że temat oszczędzania został już na blogach wyczerpany. Każdy powinien przelać 10% miesięcznych... Proste rozwiązanie okazuje się nie takie znów proste, i wielu ludziom (w tym niżej podpisanemu) najzwyczajniej w świecie nie udaje się tą metodą odłożyć ani złotówki. Dlaczego tak jest, i w jaki sposób 'niezauważenie' udało mi się oszczędzić w tym roku ponad 20 000 złotych?...

Robiąc małe podsumowanie poprzedniego roku zdałem sobie sprawę ze smutnego faktu: dupa ze mnie, nie inwestor. Jednocześnie zauważyłem, że bogacę się niemal w tempie 100% rocznie. Wszystko dzięki oszczędnościom.

Dlaczego oszczędzanie nam nie wychodzi?
Żyjemy w świecie premiującym natychmiastowe wyniki: w firmie, w szkole, w życiu prywatnym. Liczy się tylko to, co jest natychmiast. Chcemy tego czy nie: przesiąkamy tą filozofią krótkiego terminu.

Co otrzymujemy natychmiast, kiedy podejmiemy decyzję o oszczędzaniu? Najnieprzyjemniejsze uczucie na świecie, zwane frustracją. 'Stać mnie', ale 'nie mogę'. I to jeszcze ja jestem tym głupkiem, który mówi, że 'nie mogę'.

Zupełnie tak samo, jak palacza nie motywuje informacja o uniknięciu raka za 20 lat, tak i mnie nie motywuje potwierdzony tabelkami na setkach blogów fakt, że za 20 lat będę milionerem za owe 10% miesięcznie...

Obchodzi mnie dzisiaj, że choć mogę, to nie chcę.

Jak więc uczynić oszczędzanie łatwiejszym?
Odpowiedź jest prosta: uczyń wzrost swojego bogactwa codzienną przyjemnością! Jak?

U mnie zaczęło się od najgłupszej, inflacjo-stratnej metody słoikowej. Postaw przed sobą słoik, szklankę, cokolwiek. Wrzuć do środka złotówkę, dwie, pięć... Taki właśnie dźwięk wydaje bogactwo. Pierwszego dnia moja przyszłość brzmiała właśnie jak pięć złotych. Drugiego już jak 60, bo 'natychmiastowe efekty' były słabe.

Zaimponował mi wtedy Marcin, który napisał na swoim blogu, że zaczyna kolekcjonować pieniądze. Po cichu do swoich kolekcji dodałem podobną. Przyjemność z natychmiastowego 'bogactwa' okazała się większa niż ta, którą dawały słodycze, piwo i inne pierdoły.

(www.demotywatory.pl)
No dobra, 5 złotych...
Po jakimś czasie okazuje się, że przyjemniejsza storna medalu już nie jest taka przyjemna: odporność na bodźce wzrasta im jest ich więcej i im są częstsze. Kiedy masz już 5 000 w skarbonce dołożenie kolejnej pięciozłotówki nie jest już taką wielką frajdą.

Jeśli nie działa stary bodziec – zastąp go innym. U mnie były to jednodniowe lokaty. Natychmiastowy (codzienny) i widoczny zaraz po zalogowaniu się na konto wynik znów zadziałał. Grosiki zbierały się w złotówki, złotówki w stówki...

Później przyszedł już czas na inwestycje. Inwestycje niosą ze sobą ryzyko, więc wracamy do pytania o natychmiastowy efekt. Znów niepewność, czasem nawet poczucie zagrożenia. Ja z nich akurat nie zrezygnowałem, ale wielu znajomych po pierwszej potyczce z giełdowym czy forexowym potworem dało sobie spokój.

Oszczędzanie czy dziadowanie
Aż chciało by się napisać: wybór należy do Ciebie. Prawda jest jednak odwrotna: to ludzie, którzy 'recenzują' Cię za plecami decydują, czy 'dziadujesz', czy jesteś po prostu oszczędny. Najczęściej są to ludzie, którzy z bogactwem mieli styczność co najwyżej oglądając 'Modę na sukces'.

Żyjemy w kraju, w którym nie wypada być bogatym i dążyć do bogactwa. Z drugiej strony: 'zastaw się, a postaw się' mówi mądrość ludowa. Ciężko w tym doszukać się logiki poza oczywistym wnioskiem – lubimy pozory.

Dlatego też uważam, że nie ma czegoś takiego jak skąpstwo. Swoje miejsce w świecie wyznaczamy porównując się z innymi. Więc jeśli już musisz się porównywać, porównuj stan skarbonki...

Jeszcze tekstu nie skończyłem, a już się ze  mną kłócą... ;)


(www.demotywatory.pl)







środa, 30 listopada 2011

Hip hip – hurraa! Pierwsze urodziny bloga :) + podsumowanie listopada


(www.cakes-you-can-bake.com)
Rok temu, kiedy zaczynałem pisać tego bloga, nawet nie myślałem o pierwszych urodzinach. Miał być rodzajem dziennika postępów terapii mojego portfela ;). Terapia się udała, i – co w sprawie finansów nie zawsze oczywiste – pacjent żyje i ma się dobrze! Zapraszam na moje pierwsze roczne podsumowanie...


Studencki portfel w liczbach...
96 postów, 190 komentarzy i ponad 24 000 wyświetleń – tyle udało się wypracować przez ostatnie 12 (a tak naprawdę 10) miesięcy. Biorąc pod uwagę fakt, że piszę nieregularnie, katuję narodowi przyzwyczajonemu do obrazków banię tysiącami literek i staram się nie obiecywać miliona w tydzień bez ruszania palcem – chyba dobrze ;).

Najwięcej wejść zawdzięczam google, na drugiej pozycji (niemal ex-aequo) są oba agregatory. Indywidualny blog, który bardzo mi pomógł to 'moje inwestycje' Pana Michała :) (dziękuję!). Jeśli chodzi o popularność postów, to na podium wybraliście:


W międzyczasie trafiały się okresowe najazdy na niektóre wpisy związane z linkowaniem ich na facebooku czy wykopie. Albo były tak głupie, albo tak przydatne – że aż warte pokazania znajomym. Dziękuję, miło poczuć się jakkolwiek docenionym.

Kryzysowy budżet
Czytając różne blogi nie mogę się oprzeć przekonaniu, że ostatni rok to pasmo klęsk. A nadchodzący będzie jeszcze gorszy. Dla mojego portfela ten rok był wyśmienity. Zaczynając od samego faktu 'ogarnięcia się' i rozpoczęcia mojej drogi do marzeń o wolności finansowej, na Francuskich 'saksach' kończąc.

Przez całe 12 miesięcy wskaźnik zarobione/wydane utrzymywał się w okolicy 2, (średnio 1,985). To raczej dobry wynik: zarabiać 2x więcej niż się wydaje. Jedynym miesiącem, w którym wydałem więcej niż zarobiłem był maj, a to ze względu na zakup binokli. Natomiast nominalnie największe zakupy zrobiłem w poprzednim miesiącu: prawie 4,3 k...

Wygląda to jak jakaś psychologiczna potrzeba odreagowania oszczędnej codzienności – trzeba będzie pomyśleć trochę nad regulacją tej prawidłowości (szał zakupowy raz na rok wystarczy ;) ).

Największa wpadka finansowa w tym roku to oczywiście strata czasu i 90$ na zabawę w buxy - aż wstyd wspominać...

Osobiście
jest dobrze :). Oczywiście cieszyłbym się, gdybym już był czyimś pracownikiem ;), ale też nie podjąłem jeszcze nawet jakiejś konkretnej akcji w tym celu – podpytuję znajomych, rozsyłam CV... Nie chcę iść pracować dla kolegów (wolę w nich mieć kolegów, bardziej niż szefów) ani do firm, dla których kiedyś pracowały moje firmy. Oczywiście ze względów ambicjonalnych.

Z drugiej strony oczekując na sylwestrowy 'wyjazd we dwoje' do Paryża też nie przykładam się do poszukiwania pracy jakoś szczególnie. Trochę lipnie byłoby rozpocząć współpracę od słów 'dobra, ale w pierwszy tydzień stycznia mnie nie ma, jestem w Paryżu.'.

Z doktoratu zrezygnowałem definitywnie: weekendy poświęcam dziewczynie i rozwojowi alternatywnych źródeł dochodu. Z tego względu (i po ostatnim marnym zjeździe) pod znakiem zapytania stanął kurs MBA ASBIRO. Jako absolwent KP dostanę stałą zniżkę na poszczególne wykłady i rozsądniejsze będzie wybieranie tylko tych prelegentów, którzy mogą mi skutecznie pomóc.

Ale wracając do podsumowań: przez ten rok udało mi się przeczytać i odsłuchać około 60 książek o biznesie i inwestycjach, czyli nieco więcej niż jedną tygodniowo. Cudów nie ma, ale chyba średnią ogólnopolską przebiłem ;). Z mojego udziału w szkole Kamila Cybulskiego jestem zadowolony, choć jak już wspomniałem – pewne zastrzeżenia zgłaszam. Podobnie z innymi szkoleniami, w jakich uczestniczyłem (jakieś 10 jednodniówek studenckich)

Listopad: miesiąc zamieszania.
Miesiąc zaczął się od biegania po urzędach i konsultacji z różnymi specjalistami. Na szczęście udało się znaleźć jakieś rozsądne wyjście co do mieszania moich inwestycji i przyszłej pracy.

Później zaczęło się Allegrowe bieganie na pocztę. Wszystkie moje aukcje kończą się w niedzielny wieczór, ale ludziska wpłacają pieniądze kiedy im się przypomni. Dlatego też codziennie nadaję po kilka przesyłek.

BTW: wczoraj spotkałem na poczcie mężczyznę (teraz to już kolegę), który handluje ciuchami: nadawał 84 przesyłki. Gadka-szmatka skończyła się konstatacją, że warto poszukać dobrej niszy. Na razie nie będę podnosił tego tematu, dopóki nie sprzedam tego, co mam do sprzedania. Ale na przyszłość pozostaje do uruchomienia kolejny strumień dochodu...

Projekty w realizacji
Tak więc szukam pracy tak, jak bym nie szukał – i tak będzie jeszcze do stycznia. Do czerwca dowiem się, czy ktoś chce, żebym został w Lublinie.

Akcja pod kryptonimem 'Allegro' ma się nieźle, ciągle idzie zgodnie z założeniami. W ciągu miesiąca sprzedałem połowę przeznaczonych do tego celu przedmiotów.

W sprawie projektu internetowego dałem ciała, i to solidnie. Miało powstać 20 stron bez zaplecza, powstały 2 z zapleczem. Grosiki spływają, ale trzeba będzie do końca grudnia sprawę 'ustawić'. Później już niemal wyłącznie podejmę starania, aby mój przyszły pracodawca mnie zauważył ;).

Moja jedyna inwestycja MAB ma się za to świetnie. Musiałem jej poświęcić nieco więcej czasu niż planowałem, ale pomysł z wdrożeniem drugiej 'linii' produktów okazał się strzałem w dziesiątkę. Zatrudnienie wzrosło, obroty wzrosły, a firma w zasadzie nie potrzebuje już pierwszej 'linii'... Im więcej czasu mija od wycofania się z pozostałych inwestycji, tym skuteczniej przekonuję się, że była to dobra decyzja.

Plany na przyszłość
Brak danych. Tak na serio – w szczegółach są sprecyzowane i (jak widać) powoli wdrażane, ale nie wiedząc jeszcze gdzie będę mieszkał po wakacjach nie mogę jeszcze zdecydować nic w kwestii inwestycji w nieruchomości.

Jeśli chodzi o tego bloga, to przygotowałem już sobie na niego nową skórkę, prawdopodobnie wrzucę tu taj też jakieś reklamy – będzie trochę testowania przy okazji uruchamiania kolejnych stronek z projektu internetowego. Nie oznacza to, że będą cycki w każdym artykule, a tematyką nie będzie codzienna 600-znakowa podnieta na temat przesunięcia przecinków w regulaminie jakiegoś banku...

Poza tym pozostało tylko czekać na czasy, kiedy politycy skompromitują się doszczętnie ;).

Podziękował

Na koniec (last, but not least) muszę Wam drodzy czytelnicy podziękować. Kiedy wyjechałem do Francji i przez kilka tygodni nic nie pisałem, myślałem, że blog umrze śmiercią naturalną. Okazało się jednak, że ciągle tu zaglądacie, komentujecie, piszecie maile z pytaniami i swoimi pomysłami na biznes – okazało się po prostu, że nie warto rezygnować z tej przyjemności przebywania z Wami :). Dziękuję.


A jak ostatnie 12 miesięcy przyczyniło się do powodzenia Twoich finansów?

wtorek, 1 listopada 2011

Podsumowanie paryskich wakacji + październikowy bonus



Ostatnie cztery miesiące były dla mnie bardzo udane. W czerwcu prewencyjnie wycofałem swoje zasoby z GPW, dzięki czemu uniknąłem ostatnich spadających noży. Z drugiej strony skorzystałem dodatkowo na Donkowej zdolności zaciągania długów i niespotykanym o tej porze roku osłabieniu złotego... Zoptymalizowałem moje pozostałe inwestycje, zaprojektowałem nowe. A do tego zyskałem nowy zawód: glazurnik ;). To były cztery wyjątkowo ciekawe miesiące...

Im więcej pracujesz...
tym więcej masz czasu dla siebie. To dziwne, ale tak właśnie się czujesz wstając o 5.00 i biegnąc do najbliższej stacji metra rozklejać reklamy. Później szybciutko zbierasz się na budowę, gdzie odpoczywasz przed zasuwą na zmywaku w Irańskiej knajpie. W sumie jakieś 10 godzin audiobooków :) - kiedy ostatnio udało Ci się tyle czasu dziennie poświęcać na swój rozwój?

W międzyczasie tylko rzut oka na tv i net, kilka minut na rozmowę z dziewczyną na FB i godziny na zastanawianie się nad sobą. 26 urodziny obalone, czas na zmiany :). Ale rewolucji (jak mi się zdaje) nie będzie...

Zmiany w portfelu – czystka pomaga zwiększyć płynność
Wyjeżdżając wiedziałem, że nie mogę liczyć na dostęp do internetu będąc w pracy. Aby uniknąć ścinania stopów w jakimś zamieszaniu pozamykałem wszystkie pozycje (z zyskiem) i założyłem kilkanaście lokat. Zebrałem sprawozdania finansowe od moich inwestycji, ustaliłem zasady komunikacji na czas wyjazdu, i wybrałem się na lotnisko :).

Po zastanowieniu się i analizie sytuacji w moich pozostałych inwestycjach zdecydowałem, że z 2 się wycofuję, a ostatnia (najnowsza) dostaje na razie duży znak zapytania. Jak statystycznie to wygląda?

Na firmie budowlanej jestem 50% zainwestowanych pieniędzy w plecy. A i tego nie jestem pewien, mam wrażenie, że jestem okłamywany... Na innej działalności handlowej – 12% w skali roku do przodu, czyli jest dobrze, ale nie ma już siły, która nadałaby temu rozpęd...

Najmłodsza firma (produkcyjna) pada natomiast ofiarą własnego sukcesu. W czerwcu udało nam się podpisać kontrakt z dużym resellerem – który oczywiście nie tylko nie płaci na czas, ale i stosuje różne sztuczki aby nam namieszać w księgowości. W międzyczasie zdecydowaliśmy się na zmianę profilu produkcji - i ta zmiana okazała się strzałem w dziesiątkę. Tylko teraz trzeba 'na gwałt' szukać pracowników...
http://www.tour-eiffel.fr/
(Hasta la vista, baby!)

Zmiany w planach na przyszłość
Przebywając w Paryżu zdałem sobie sprawę jak dalece nie pasuje mi 'klimat' Lublina. Nie pasuję do tutejszej mentalności, w której niepowodzenia zawsze są winą 'onych', a 'my', żeby z 'onymi' konkurować musimy kłamać i oszukiwać. Wolę poszukać czegoś innego, weselszego.

Poważna rozmowa z dziewczyną i kilkoma osobami, których opinia się dla mnie liczy i decyzja została podjęta. Cele rozważane to Rzeszów i Łódź (dzięki mojemu pierwszemu wspólnikowi, dzisiaj Łodzianinowi pełną gębą ;) ), mniej atrakcyjny cel trzeciego rzędu to stolica (totalnie bez entuzjazmu).

Oczywiście wiąże się to z zaczynaniem 'wszystkiego' od nowa, ale akurat mnie to nie przeraża. Jedyna w tym momencie inwestycja i tak działa 200 km od mojego miejsca zamieszkania, a gotówka zostanie podzielona na fundusz na zakup mieszkania i fundusz na kolejną inwestycję.

Co za miesiąc?
Ale do przeprowadzki jeszcze około 7-8 miesięcy, więc czas zająć się bardziej 'przyziemnymi' sprawami. Przygotowania do opuszczenia Lublina zaczynam od akcji pod kryptonimem „allegro” - przygotowałem sobie już szablony i zaczynam wyprzedaż. W całości spieniężę te kolekcje które słabo zyskują na cenie, będą trudne do zamknięcia bądź po prostu nie są mi bliskie. Z pozostałych kolekcji sprzedam tylko duble. Jeśli z tej sprzedaży pokryję koszty przygotowania i samej emigracji to będę zadowolony.

Umówiłem się na spotkanie z księgową, żeby ustalić najrozsądniejszy podatkowo sposób regulacji mojego udziału w ostatniej inwestycji, który nie będzie mi przeszkadzał w podjęciu 'normalnej' pracy w nowym miejscu zamieszkania. Zbyt wiele poważnych osób nakłania mnie do podjęcia pracy na etat po relokacji, żebym puścił to mimo uszu.

Ale z własnej 'działalności' też wcale nie zrezygnowałem, ale zmieniam jej charakter, czyli tutaj też szykuję przeprowadzkę – do internetu. Ostatnią poważną stronę www zrobiłem ponad dwa lata temu, więc jestem na etapie chłonięcia nowej technologii. Pracy zamierzam wykonać sporo, ale bez pracy kołacze są tylko w parlamencie...

Ambicje w kąt
W związku z ogłoszeniem wielkich planów przeprowadzkowych bajki takie jak doktorat muszą odejść w zapomnienie. Kiedyś i tak sobie ten tytuł kupię, ale do niczego bardziej sensownego niż łechtanie własnego ego mi on nie posłuży... Szkoda czasu i pieniędzy :).

Swoją chęć do prowadzenia własnej działalności też w kąt odkładam na jakiś czas przenosząc się w mniejszej skali do netu. Etat najbardziej będzie mi potrzebny do ustabilizowania się w nowym miejscu i do... optymalizacji portfela. Kwotę odłożoną na zakup mieszkania podzielę na 2 i postaram się kupić dodatkową kawalerkę pod wynajem. Skoro mam zamiar pomagać innym – muszę mieć z czego ;).

W ten sposób zbuduję sobie kilka kolejnych strumieni przychodu, które zabezpieczą mnie na przyszłość

Więcej szczęścia niż rozumu
Kilka wpłat na konto po 12K i sprzedawcy z mBanku dostają spazmów. Żeby w takiej sytuacji proponować komuś kredyt – nie wiem, czy to jeszcze głupota, czy już bezczelność?

Faktem pozostaje, że moje powodzenie bardziej wynika z głupoty nami rządzących niż przymiotów własnego intelektu. Z moich wcześniejszych wyjazdów wynikało, że po wakacjach eur tanieje – liczyłem więc zarobki w eur/pln ~ 3.5, a wymieniłem je ostatecznie powyżej 4.2.

Teraz jeszcze zostało wykorzystać to szczęście w szukaniu pracy (dotychczas na 'etacie' przepracowałem raptem miesiąc i sam się zwolniłem), bo projekty internetowe i allegro na pewno pójdą jak po maśle ;). Udało mi się dostać Indywidualną Organizację Studiów, więc czasu na dopilnowanie wszystkiego będę miał sporo...

A jakie plany Ty opracowałeś na nadchodzącą zimę?



czwartek, 2 czerwca 2011

Majowy zawrót głowy: podsumowanie



W maju to dopiero było ciekawie... Poznałem nowe techniki wyciskania grosików na allegro, marne tropy w negocjacjach i zamieniłem 3 000 złotych na 40 kart do gry. Całkowite wydatki wyniosły ponad 12 000 złotych. Nic tylko skakać z radości ;). Ale przy stosunku zarobione/wydane = 80% nie jest źle. A maj i tak zapamiętam przede wszystkim pod znakiem networkingu.

Miniony miesiąc zamknął mój pierwszy rok odkąd się 'ogarnąłem'. Starzeję się w zastraszającym tempie – nie pamiętam nawet kiedy i jak się zaczęło, i gdyby nie najstarszy plik OOCalc nie wiedziałbym, że po roku 'ogarniania' w maju wydam dziesięć razy tyle.

komunie, wesela, znajomości
Z racji różnych zaproszeń moja kolekcja znajomości, a co za tym idzie i zakres wiedzy w pewnych sferach, uległy znacznemu rozrostowi. Lubię chodzić na imprezy, na których nikogo nie znam. Nie muszę słuchać setny raz tych samych pijackich bajań; spotykać osób, których nie trawię, etc. Wszystko nowe, świeże, wylewne...

Networkingowo miesiąc był naprawdę udany. Zaproszenie do wojewódzkiego sztabu wyborczego, kilka pozytywnych sygnałów z jedynej lubelskiej korporacji (Pi(E)mperia Holding), analityk ryzyka z BGŻ, kilku przedsiębiorców ze skutecznymi radami na obchodzenie prawa w swoich dziedzinach, inspektor Straży Pożarnej – masa wiedzy, dobrych kontaktów do podtrzymania, możliwości.

I jedna rada od osoby, którą bardzo szanuję. Rada, której się nie spodziewałem: spieprzaj z Polski, póki nie jest za późno.

Allegrowe cwaniactwo
Cwaniactwo, czy też spryt (jak kto woli) jest zawsze w cenie, jeśli chodzi o zarabianie pieniędzy. Firma, w którą zainwestowałem prowadziła dotychczas sprzedaż jedynie za pośrednictwem allegro. To zmusiło mnie do jeszcze bliższego przyjrzenia się stosowanym tam strategiom cenowym i marketingowym.

Najprostsza i najpowszechniejsza jest strategia marżowania 'pakowania i przesyłki'. Niektórzy mają takie koszty, jakby towar ubezpieczali na milion złotych i do jego nadawania używali wózków widłowych :). Taka strategia ma 2 plusy: klient nie widzi pełnej ceny, jaką zapłaci; a allegro nie może od kosztów pakowania naliczyć sobie prowizji. W ciągu roku kilkanaście tysięcy nieopodatkowanego zarobku przy uczciwym obrocie. Stałe umowy z kurierem pozwalają zarobić jeszcze więcej.

I allegrowa bezczelność
Kiedyś już pisałem, że kolekcjonerstwo nie ma nic wspólnego z inwestowaniem. Zbieractwo różnego badziewia mam we krwi, więc przy aktualnym poziomie przychodu uznałem, że raz na pół roku mogę sobie pozwolić na większe zakupy. Jednym z takich pasywów, jakie zbieram, są gry karciane. Niedawno pojawiła się okazja kupić w jednej paczce wszystkie brakujące karty do jednej z gier (akurat niezły lans: byłbym jedynym w Polsce i drugim w Europie kolekcjonerem z kompletem...).

Negocjacje poszły sprawnie, uzyskałem 25% rabatu za hurtowy zakup ziemniaka (pisałem o tej pokrętnej logice tutaj) i rozbicie spłaty na 4 równe nieoprocentowane raty. Przygotowania do wysyłki szły jak krew z nosa, ostatecznie dowiedziałem się, że jedna karta 'zaginęła' – dostanę gratis inne pierdoły. No dobra.

Po tygodniu od odebrania przesyłki dostaję maila: karta jest dostępna w cenie XXX zł + przesyłka. Jak miał mnie nie trafić …? Oczywiście grzecznie odpisałem, że oferta jest bezczelna i dla dobrych stosunków między nami uznam, że jej na oczy nie widziałem. Jeśli coś zbierasz wiesz jak frustrujące jest posiadanie 'kompletu bez jednej sztuki'. Mogę kogoś z pobłażaniem uznać za osobę niezorganizowaną, której towar ginie pod ręką, ale nie będę szanował kogoś, kto usiłuje zmienić brzmienie umowy już po jej 'przyklepaniu'.

Ot, jak stracić klienta.

Inwestycja miesiąca
Na początku mają ruszyły negocjacje, do których przygotowywałem się od jakiegoś czasu. Ostatecznie skończyłem z 1/4 udziałów, choć miałem okazję srogo zgolić swoją inwestycję. Ale jeśli mam z kimś współpracować, to nie wyobrażam sobie pracy z 'ogolonym' wspólnikiem.

A okazja była nie lada – osoba zabiegająca o moje pieniądze i mój czas nie wiedziała jak wycenić swoją firmę! Ba, pytanie o benchmark odnosiło się do... giełdy. W czasie, kiedy na PPS w miesięcznym interwale wchodziły 100% zyski. Do negocjacji podchodziłem z celem 33% udziałów, ale benchmark mnie zmiękczył :). Do tego Marcin, bo tak ma na imię inwestycja, rozpoczął negocjacje od najwyższego udziału na jaki chciał się zgodzić. Chciał sprzedać swoją firmę jak buty. To wszystko znaczy tylko, że człowieka będzie trzeba wiele jeszcze nauczyć...

Największym minusem tej firmy jest rodzina na liście płac. Tragedia. Ale cóż, będziemy rzeźbić. O negocjacjach i innych perypetiach będę pisał dalej w serii MAB. W środę w Stolycy podpisujemy kontrakt z największą polską siecią detaliczną, więc będzie pewnie o czym czytać :).

Co to znaczy przeinwestować
W połowie maja znalazłem się w sytuacji, w której musiałem pożyczać od współlokatorów ryż. Od zawsze miałem problemy z płynnością, zbyt wiele pieniędzy pchałem w okazje do inwestowania, co owocowało brakiem gotówki na bieżące operacje. Do tego mam jednak miękkie serce i pożyczam innym zbyt łatwo :(.

Pierwszej pożyczki udzieliłem na początku maja – 5% na dwa tygodnie. Dlaczego pożyczka? Bo przedsiębiorca nie umiał wycenić firmy (nie oferuje się inwestorowi udziałów po cenie, jaką mogą one mieć za rok – mogą, ale nie muszą). Dlaczego na 5% w dwa tygodnie? Po pierwsze moja potrzeba płynności, po drugie tak szybki miał być zwrot z inwestycji po stronie firmy.

Ja - chciwa świnia
Pożyczka jak na razie jest spłacona w 50% po małej dawce nacisków. Co mnie jednak wkurza nawet bardziej niż niespłacona część, to podejście pożyczkobiorcy. Za każdym razem, kiedy upominam się o należne, słyszę teksty, z których wynika, że firma z perspektywami zbankrutuje, kilkunastu ludzi straci pracę, maszyny pójdą na złom... bo ja tak bardzo chcę z powrotem te swoje marne kilka tysięcy.

Jest to oczywiście próba manipulacji moimi emocjami, osoba, która to robi wie, że pomagam, bo lubię i ostatnią moją myślą jest komuś szkodzić. Moim nałogiem jest 'kręcenie', lubię kiedy wszystko się kręci ;). So – chill out, teraz i tak nie rozważam windykatora. To właśnie z powodu tej 'inwestycji' straciłem płynność na kilka dni :(.

Do protokołu zapiszę też dwie szybkie nieoprocentowane pożyczki dla koleżanki z roku, która stadnie z rodzicami wykupiła miejsca pod garmażerkę na juwenaliach. Nieoprocentowane, bo po pierwsze kwoty marne (jakieś 2 k), po drugie należy je zapisać na konto budowania relacji. Kiedy już będzie prowadziła regularny 'własny' biznes może skusi się na współpracę?

Blogaskowe przeprosiny
Z racji pracy, jaką muszę włożyć w pilnowanie inwestycji ciężko mi wygospodarować czas i chęci do prowadzenia bloga. Kilka osób już mi o tym przypomniało na mailu. Nie, nie mam zamiaru przestać. Wpisy będą niestety nieregularne, i prawdopodobnie będą wyglądały tak, jak przez ostatnie dwa miesiące – raz, max dwa razy na tydzień. Mam nadzieję, że uda mi się trzymać tematyki i pisać rzeczy wartościowe.

Dlatego też liczących na regularne wpisy z góry przepraszam – na co dzień zajmuję się zarabianiem pieniędzy, blog powstaje tylko przy okazji, jako projekt... hm... dla spełnienia mojej 'misji' w życiu. Pisał będę już tylko w wolnym czasie.

W zamian
Zapraszam Cię na blogi moich znajomych. Pierwszy blog prowadzi Krzyś, jeden z moich kolegów z lutowej serii zapowiedzi weselnych. Pod adresem biednyojciec.blogspot.com znajdziesz jego przemyślenia. Mam nadzieję, że Krzyśkowi nie odechce się zbyt szybko, a jego blog będzie kiedyś dobrym źródłem porad i motywacji dla ludzi w podobnych tarapatach (eh, no, przecież w 'szczęściu' :P ).

Drugi blog, który chciałbym Ci polecić to http://magickey.pl/blog/ Kamili. Kamila to z pozoru wieczna dziewczynka, tak na oko 16 lat. Skarbnica wiedzy, kontaktów, optymizmu i dobrych rad. Od stu lat w biznesie samorozwoju, bez biznesu ;). Wszyscy zainteresowani tą tematyką powinni rzucić okiem na jej bloga choćby raz w miesiącu, aby wiedzieć co w trenersko-coachingowej trawie piszczy. Ja sprawdzam co tydzień, czy Kamila w końcu otworzyła swoją firmę...

W maju wystartował też blog Michała. Michał był prezesem KN Ekonomistów na UMCS, był też w Forum Młodych Lewiatana i kilku mniejszych projektach. Przede wszystkim od prawie dwóch lat prężnie i skutecznie rozwija swoją 'odnóżkę' Amwaya. MLMowcy są najlepszymi sprzedawcami na świecie, od których warto się uczyć. Jeśli myślisz o własnym biznesie to wiedz, że nie ma znaczenia czy lubisz, czy nie lubisz akwizycji – bez niej się nie obejdzie. Dlatego też warto śledzić tego bloga i korzystać z wiedzy Michała. Jego bloga znajdziesz pod adresem: www.michaljaniszek.pl/blog.html.


Więc, Go Back To Work, stołek czeka! (;



Powodzenia w czerwcu!
P.S. Zapomniałem - w maju zaczęła się sesja :P.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...