Podoba Ci się ten blog? Chcesz być na bieżąco z nowościami - subskrybuj kanał RSS... Co to jest RSS?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą własna firma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą własna firma. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 kwietnia 2012

Fundacja – firma dla cwaniaka ;)


Czy Kamil Cebulski i Bill Gates mogą się mylić? Czy własna Fundacja rzeczywiście jest bardziej opłacalna niż własna firma? Takie pytania zacząłem sobie zadawać po tym, jak kilku znajomych zaczęło mnie podpytywać, czy nie chciałbym zostać 'fundatorem' ich pomysłu na... fundację. Chciałbym?

W Polsce zarejestrowanych jest około 140 000 NGO'sów, z czego około 13 000 ma formę prawną Fundacji. Tak, jak i w przypadku 'zwykłych' firm – realne działania podejmuje pewnie jakieś 15%. Ale czy popularność 'trzeciego sektora', czy też inaczej mówiąc – ekonomii społecznej – jest uzasadniona względami ekonomicznymi, czy też raczej Polacy nagle zapałali bezwarunkową miłością do bliźnich?

Firma bez firmy
Zakładając fundację możesz zdecydować się na 'dodatek': fundację prowadzącą działalność gospodarczą. Wiąże się to z dodatkowym kosztem na początku, jednak daje pełne prawo uczestnictwa w życiu gospodarczym na warunkach zbliżonych do spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Bez wdawania się w szczegóły rejestracji (które znajdziesz na stronie ngo.pl), w ten sposób zyskujesz pierwszą przewagę.

Tą przewagą jest osobowość prawna, czyli pewność, że za wpadki nie będziesz odpowiadał całym swoim majątkiem, a jedynie tym, co posiada Twoja fundacja. Jednorazowa opłata rejestracyjna (1 000 pln) jest jedną z najlepszych inwestycji ubezpieczeniowych, jaką będziesz miał okazję w życiu zrealizować.

ZUS? Panie, jaki ZUS? Księgowa!
Fundacja prowadząca działalność gospodarczą nie ma obowiązku zatrudniania kogokolwiek na etat. Co z tego wynika? Ano prosty rachunek: w porównaniu z tak popularną JDG, ubezpieczenie zwane 'osobowością prawną' zwraca się max po 3 miesiącach (w przypadku ZUSu 'obniżonego' dla pierwszej działalności).

Kosztem stałym, w zależności od regionu raczej nie przerastającym ZUSu, jest obowiązek prowadzenia pełniej księgowości. Jednak nawet laicy nie muszą się go bardzo obawiać: księgowych 'jak mrówków', pomimo oficjalnej ceny (w Lublinie – 300 pln/m-c) łatwo można wynegocjować czasowe, lub nawet trwałe zniżki. Ostatnio znajomy sam zaproponował rozliczenia 10,- za fakturę, dopóki nie będzie ich 30 miesięcznie...

Darmowy pracownik. Cała horda darmowych pracowników!
Fundacja daje legalną możliwość bezterminowego pozyskania (niemal) darmowych, solidnych pracowników – wolontariuszy.

Chyba o dynamice i okazjach na naszym rynku pracy, szczególnie dla osób młodych i ambitnych, nie muszę pisać. Sam zresztą od jakiegoś czasu go doświadczam ;). Mit 'doświadczenia' powoduje, szczególnie w miastach uniwersyteckich, że prawie wszyscy młodzianie bardzo chcą pracować za friko, a dokładniej za dodatkową 'kreskę' w CV.

Oczywiście istnieją pewne

martwe formalności
nakazujące oddzielanie spraw związanych z działalnością gospodarczą od rozliczeń działalności statutowej, jednak są to przepisy martwe. Fundacje mają na przykład obowiązek publicznego udostępniania rocznych raportów – ale tego nie robią, lub udostępniają raporty sprzed 2 lat...

Fundacje, które korzystają z 'państwowych' pieniędzy powinny na bieżąco prowadzić Biuletyn Informacji Publicznej, czego oczywiście nie robią. Prawniczy bóg, czyli 'ustawodawca', przewidział też karę wprowadzenia przymusowego zarządcy bądź sądowego uchylenia uchwały fundacji. Nigdzie nie znalazłem informacji, by kiedykolwiek się to zdarzyło.

Jest sprzedaż, jest biznes?
Fundacja zarabia na dwa sposoby: uczestnicząc w konkursach grantowych lub uczestnicząc w normalnym obiegu gospodarczym. To kolejna przewaga Fundacji nad 'firmą'. Jeśli sprzedaż Ci nie idzie zawsze możesz zostawić fundraising wolontariuszom, a samemu skupić się na projektach grantowych.

Granty mają tę przewagę, że ludzie je rozdający nie wydają pieniędzy z własnej kieszeni. Aby ich przekonać należy umieć pięknie i w okrągłych słówkach opisać utopijny świat, jaki powstanie po realizacji Twojego projektu.

Czasami też wystarczy po prostu wiedzieć z kim pić wódkę (to się zawsze opłaca!)...

Jak się najeść?
Odpowiedź na pytanie o sposób realizacji zysków fundacji jest taki, jak w przypadku każdej firmy: nie realizować. Brać przykład z 'wielkich', rozsądnie szukać  kosztów.

Bill Gates oddał swoje pieniądze pieniądze fundacji... swojej fundacji (Bill &Melinda Gates Foundation). Dzięki temu sprytnemu ruchowi 'zarobił' kilkadziesiąt milionów zwolnienia podatkowego + kasa została w zakresie jego rozporządzeń. Kiedy chciał pojechać na wakacje znalazł koszt dla Fundacji. Bill i Melinda pojechali promować swoją NGO i wygłaszać przemówienia do Botswany – kraju bogatszego niż Rumunia.

Dalsze kombinowanie pozostawiam Tobie...

1% - opłaca się, i się nie opłaca
Jeśli wierzyć statystykom GUS, wydając 60 000 na spoty i billboardy reklamujące Twoją OPP powinieneś spodziewać się 100 000 pozyskanych przez odpisy z PITów. Czyli – opłaca się. Żeby jednak zostać OPP i uzyskać prawo do 1% trzeba przejść przez bardzo restrykcyjną ścieżkę na początku, i przygotować się na upierdliwe kontrole w trakcie realizowania działalności.

Moim zdaniem 1% 'opłaca się' wyłącznie organizacjom, które rzeczywiście służą pożytkowi publicznemu, pomagają swoim podopiecznym i bardziej zależy im na ludziach niż na zysku. Jeśli myślisz o prowadzeniu DG w fundacji uważam, że OPP powinieneś sobie najzwyczajniej odpuścić.

Fundacja okiem inwestora
O ile prowadzenie 'firmy' w formie fundacji jest bardziej atrakcyjne niż pomysł na życie z kategorii JDG, to dla inwestora nie jest to nic specjalnego. Jeśli marzysz o własnej korporacji, biznesie skalowalnym, etc., to sam fakt, że fundacje opierają swoją działalność na zaspokajaniu oczywistych i powszechnych potrzeb niczego nie zmieni.

Ja pewnie dołożę swoje 3 grosze do któregoś z tych pomysłów, ale nie jako 'inwestor', bo w życiu fundatora widzę raczej lifestyle i kilka ciekawych dziur w prawie, niż potencjał na krociowe zyski...

A co Ty myślisz o Fundacjach prowadzących działalność gospodarczą?

środa, 7 marca 2012

Raje podatkowe: Singapur


Merlion - symbol Singapuru
(www.wikipedia.org)

Jest na świecie takie państwo, w którym wykonywana jest kara śmierci i kara chłosty, nie ma płacy minimalnej ani rozbudowanego socjalu, a policja może bez nakazu dokonać rewizji w każdym budynku i pomieszczeniu. Ten sam kraj jest jednym z 3 najbogatszych państw na świecie (w zależności od rankingu), nie ma tam ludzi żyjących poniżej granicy ubóstwa, a przychód wolny od podatku wynosi równowartość 50 000 złotych.



Gibraltar wschodu
Singapur, nazywany literacko 'Gibraltarem wschodu' jest kraikiem niemal 1,5 raza większym od Warszawy. Nie ma tam żadnych zasobów naturalnych, a samo państwo powstało... po wyrzuceniu go z Federacji Malezji.

Kiedy Singapur zmuszony został do samodzielności w 1965 roku jego PKB wynosiło około 510 dolarów na osobę. Obecnie PKB (GDP) wynosi tam niemal 60 000 dolarów na osobę według parytetu siły nabywczej miejscowej waluty (dolar singapurski = około 2,5 złotego). Mamy się z kim porównywać, w tej samej statystyce GDP PPP p/c wyciskamy raptem 20 000 $...

Jak się żyje w 'lwim mieście'?
Singapur, poza trzecim GDP PPP p/c na świecie (Polska – 46 miejsce), może poszczycić między innymi takim wskaźnikami, jak Human DevelopmentIndex na poziomie 0.846 (Polska – 0.813, dla porównania: Norwegia – 0.943), czy 2% bezrobociem wśród osób powyżej 15 roku życia zdolnych do pracy.

Nie wspominając o 15,5% odsetku gospodarstw domowych wartych minimum milion, tym razem amerykańskich, dolarów.

Singapur jest też jednym z 'rajów' (bądź 'oaz' podatkowych), które OECD wypisała na swojej liście 'państw stosujących nieuczciwą konkurencję podatkową'. Otóż to – biurwy uczą: jeśli kradniesz, to kradnij dużo. Kradnąc mało jesteś nieuczciwym konkurentem!

Panorama 'raju'
(www.wikipedia.org)
Podatki w Singapurze
Najatrakcyjniejsze elementy systemu podatkowego dalekowschodniego państewka to brak podatku od zysków kapitałowych (naszego 'podatku Belki'), 100 000 SGD ulga podatkowa dla start-upów (przeliczając – 250 000 złotych...), i 50% ulga na kolejne 200 000 SGD.

Wszystkie pozostałe przychody firmowe są rozliczane według 17% liniowej stawki. Jednak rząd Singapuru stosuje ulgi za inwestycje podnoszące wartość firmy, więc... W kontekście ostatniego golenia Polaków przez ich rząd warto też wspomnieć o ekwiwalencie naszego podatku VAT – podatku GST (Goods and Services Tax), rozliczanego wedługliniowej stawki 7%.

Indywidualni rezydenci (wymagane jest przebywanie na terenie Singapuru przez 183 dni w roku) płacą podatek dochodowy od 2% do 20% (podatek progresywny, jest 9 progów, najwyższy = 320 000 SGD), o ile zarobią powyżej 20 000 SGD.

Singapur a Polacy
Od 1993 roku obowiązuje między RP a Singapurem umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania, która jasno zwalnia 'osoby, które mają siedzibę' (osoby prawne) w Singapurze z naszych 'danin'. Ogólnie jednak należy uważać i zapoznać się z treścią tego dokumentu (link). Obowiązuje bowiem zasada terytorialnego ujmowania przychodu: jeśli na przykład będziesz rezydentem Singapuru, ale będziesz zarabiał wynajmując mieszkanie w Polsce – zapłacisz podatki 'u nas'.

W lwim mieście mieszka i pracuje niewielka grupka Polaków, których dosyć łatwo znaleźć przez internet. Jeśli jednak myślisz o wyjeździe jako 'osoba fizyczna' przygotuj się na stresujący proces uzyskiwania pozwolenia na pracę i wizy pracowniczej. Państwa dobrobytu niechętnie wpuszczają do siebie obywateli państw-nieudaczników.

Ucieczka, czy rozsądek?
Jak każdy, kto zarobił już jakieś pieniądze, staram się jak mogę chronić moje aktywa. Stąd też wzięło się moje zainteresowanie rajami podatkowymi :). W sytuacji, w której 'płemieł' robi co może, aby dobrać nam się do tyłków, to chyba najrozsądniejsze wyjście.

Singapur jest dobrym miejscem i do ulokowania kapitału, i własnego odwłoka. Można by się zastanawiać dlaczego w Polsce się tak nie da, ale to już temat na inne blogi...

wtorek, 28 lutego 2012

Czy w tym kraju da się zarobić nie oszukując?



Kilka dni temu kolega prowadzący bardzo atrakcyjny dla klienta i coraz zdrowszy biznesowo sklep z radością oznajmił mi: zaraz zobaczysz, jakie cudo niedługo dni będę miał w ofercie. Kontrahent zapewnia – bebechy od świetnego producenta, montowane w Polsce, sensowna cena. Chyba jestem strasznie złośliwy, bo w 10 minut znalazłem 'cudo' na Alibabie. Chińskie, dolar za sztukę, akcesoria gratis...

Od lat przedsiębiorstwa w indeksie zaufania społecznego plątają się gdzieś w dole tabeli między urzędami a sejmem i senatem. Stała grupa ponad 40% ankietowanych przez CBOS twierdzi, że zaufanie między kontrahentami źle się kończy. Skąd się biorą takie kwiatki? Pewnie część możemy zawdzięczać komunistycznej i 'prywaciarskiej' spuściźnie lat '80-'90, ale miejsce między zawodowymi rabusiami i kłamcami chyba zapewniliśmy sobie sami...

Biznesowa nerwica
Kilka tygodni temu pisałem o psychologicznej ułomności dzisiejszego świata: oczekiwaniu natychmiastowego efektu. Tej nerwicy podlegają wszyscy przedsiębiorcy, a w szczególności Ci, którzy zamiast podejścia marketingowego wybierają akcje akwizycyjne.

Akwizycja jest sama w sobie obarczona piętnem natychmiastowych efektów, niektórzy sprzedawcy nawet nieświadomie przechodzą od 'koloryzowania' do kłamstw. Ale są i tacy, którzy z dniem startu wpisują je w swoją strategię.

Facebook? czy nie facebook...
Jeden z moich znajomych, który również oszukuje swoich klientów co do pochodzenia chińskiego produktu (ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwej konkurencji – 2007) tłumaczy się albo znikomym znaczeniem tego faktu (!) dla odbiorcy końcowego, albo i branżą, w której wszyscy łżą jak psy.

Czasem też zdradzi swoją motywację – bo facebook tak szybko, łatwo, i ściema i oszustwa (wobec wspólników) też... Co ciekawe: tak samo tłumaczą się importerzy chińskich zegarków, butów, wszelkiego shitu.

Zapominają o wielu szczegółach: FB nie oszukuje klientów, FB nie powstał wczoraj (wbrew pozorom, bo biznes zaczął się od FaceMash), FB korzystał z dźwigni (pieniądze inwestorów). Tak, to trzy podstawowe różnice między ich 'biznesami' a FB.

A tak przy okazji: FB to produkt dojrzały, niedługo dorówna mu Pinterest i będzie się działo... :)

Zmieńmy branżę
i zajmijmy się usługami. Tu dopiero kłamcy mają pole do popisu! Kolejny znajomy: przeprowadził w życiu dwie kampanie na FB dla podmiotów komercyjnych, z czego za jedną mu zapłacili. Nazywa siebie 'ekspertem od mediów społecznościowych', prowadzi szkolenia, webinary i inne cuda.

Następny: 4 (kalendarzowe) lata temu dołączył do grupy ludzi, z którymi przygotował ze trzy kilkugodzinne szkolenia w pierwszym roku, dwa w kolejnym, i chyba nawet z jedną kilkugodzinną pogadankę przeprowadził osobiście. Pisze o sobie – 'ekspert, od 4 lat organizuje i prowadzi szkolenia (…)'.

Z dupy (za przeproszeniem) internetowi eksperci
Jeśli kiedyś uczyłeś młodszego brata wiązać buty, to w internecie masz prawo nazywać się ekspertem od coachingu i ternerem!

Ta dewaluacja eksperckości ma przyczynę w postrzeganiu przedsiębiorczości przez pryzmat lansu. Jak w debiutanckim rapowym teledysku: tanie białe dziwki, kserowane dolary i limuzyna z wypożyczalni. A zamiast koki – beznikotynowa tabaka.

Przecież niefajnie być gościem, który robi fajne i ciekawe szkolenia. Niefajnie być gościem, który sprzedaje fajne, chińskie, ale dobre / wytrzymałe / ładne buty. Prawda jest niefajna, lepiej pchać w buty słomę. I nazywać to PRem, marketingiem...


W internecie jeszcze łatwiej – w końcu nie musisz patrzeć okłamywanemu prosto w oczy. A kto da się nabrać, ten sam sobie winien. Jak mawiają bracia zza wielkiej wody: 'There's a sucker born every hour!'.


Czy aby na pewno biznes ma krótkie nogi?

Rynek kształtują w końcu dwie siły, w tym popyt. Francuz czy nie Niemiec nie kupiłby kiełbasy złożonej z solanki, wody i bułki tartej (która też jest nie z bułki, a z chleba). Polak wie, że reklama kłamie... i robi to, co reklama mu podpowiada. Bo to nie produkt, a właśnie reklama odpowiada na zapotrzebowanie klienta.

Na tym blogu dawno temu udało mi się popełnić wpis, którego tytuł ma 2 części: 'jak łatwo i szybko zarobić' i 'tajemniczy klient'. Jest to mój najpopularniejszy wpis wszech czasów. Zgadnij, z którego zapytania trafia tutaj 80, a z którego 20% czytelników? (Pareto się w grobie przewraca)

Artykuł 286 kodeksu karnego – wyłudzenie. Szkoda, że nie ma artykułu 'wyłudzenie na własne życzenie', byłby ciekawy. Lata 'kapitalizmu' za nami, a nie nauczyliśmy się jeszcze, że Get Rich Quick = Scam.

Jak sobie radzą uczciwi?
Znam chłopaków, którzy potrafią prowadzić świetne szkolenia i warsztaty, mają masę (również międzynarodowego) doświadczenia, budowali biznes już na studiach, a niedawno w akcie desperacji trafiła im się nawet franczyza. Niestety są systemowo wadliwi – nie potrafią kłamać.

Na każdym niemal rynku, za jaki się wezmą, oddają pole domorosłym 'ekspertom' z czteroletnim 'doświadczeniem' i JDG za pieniądze nie klientów, a mitycznej 'Unii'.

To częsty problem ludzi kulturalnych i inteligentnych: szacunek do innych.

Kiedy wejdziesz między wrony...
Oczywiście da się zarabiać w Polsce uczciwie, dostarczać klientom prawidłową i szczerą informację, płacić podatki na pomoc sierotom i ubogim. Tyle tylko, że to sposób, który kosztuje więcej czasu, nerwów i pieniędzy. I nie zawsze się udaje.

A pozostaje niesmak, i pytanie, które zadaliśmy sobie z kolegą, który jest inspiracją tego wpisu: jaki interes ma producent i hurtownik w okłamywaniu detalisty, i czy detalista powinien być z klientami szczery, taka naprawdę szkodząc firmie, z którą współpracuje (pośrednio też szkodząc samemu sobie)?

Jednej odpowiedzi udziela księgowa zasada dyskontowania przyszłości przez zero (kiedyś o tym napiszę), a drugiej – potrzeba bycia fair z innymi. Nie są to tożsame odpowiedzi.

Z tego też względu nie ma dzisiaj żadnej nazwy, staram się też pomijać szczegóły opisów. Kiedy trafi mi się kolejny networking nie chcę być pokazywany palcami; lubię, kiedy inni z własnej woli podają mi rękę.

Na wszelki wypadek jednak proszę – nie nazywaj mnie nigdy ekspertem. Obiecuję, że się obrażę!


poniedziałek, 20 lutego 2012

Analiza SPACE: diagnoza i wybór strategii


Każdy zarządzający, czy to dużą spółką, czy raczkującym start-upem, dochodzi w swojej karierze do momentu, w którym rynek gra mu na nosie. Sytuacja wśród kupujących ulega zmianie i biznesplan nie jest już nawet szkicem mapy – staje się bezużyteczny. W takiej sytuacji z pomocą przychodzą nam marketingowi mądrale z jednym z ciekawszych 'odkryć': analizą SPACE.

Niestety SPACE nie ma wiele wspólnego z miłośnikami Star Treka, jest jedynie akronimem od słów Strategic Positioning And aCtivity Evaluation (pozycjonowanie strategiczne i ocena działalności firmy). Analizie poddawane są dwa 'wymiary' zewnętrzne i dwa wewnętrzne, a największym jej atutem jest fakt, że opiera się w większości na czynnikach mierzalnych.

SPACE pozwala przede wszystkim spojrzeć z dystansu na sytuację firmy względem konkurencji i efektywności wykorzystania zasobów. Po to, by dostosować strategię między innymi pod względem optymalizacji kosztów i sposobów dotarcia do klienta.

W analizie SPACE badane są:

Siła Finansowa (Financial Strenght)
W tej części analizy badamy takie wartości jak uzyskiwany zwrot z inwestycji, płynność finansową i kapitał obrotowy, cashflow, wykorzystywany lewar i związane z nim ryzyko.


FS jest wymiarem wewnętrznym SPACE. Jak widać: jest to bardzo 'księgowa' część postępowania. Wszystkie elementy wyraźnie odstające od pożądanego zakresu wartości trzeba zapisać i poddać osobnym analizom, tym razem już z punktu widzenia taktyki...

Przewaga Konkurencyjna (Competitive Advantage)
Obejmuje już zestaw kategorii, który trudniej opisać cyframi: udział w rynku, lojalność i zwyczaje kupujących, wykorzystywana technologia i potencjał wytwórczy jakość produktów i usług oraz ich cykl życia, ostatecznie – system dystrybucji i jego efektywność.

Badanie przewagi konkurencyjnej jest ważne zawsze, ale szczególne znaczenie ma w start-upach, kiedy niemal cały czas strategia firmy poddawana jest reality-check. Powinna być też ponowiona przy każdym znaczącym wydarzeniu dla branży i sektora – przełomowym badaniu, wynalazku technologicznym czy nawet przy znaczącej kampanii marketingowej konkurencji (zmiana preferencji klientów).



Stabilność Sektora (Environmental Stability)
Obejmuje zmienność i elastyczność w czasie popytu, inflacji, ruchów cenowych, zmian prawnych i technologicznych. Innym znaczącym elementem stabilności sektora są bariery wejścia i ilość nowych wejść na danym rynku.

Stabilność sektora jest zewnętrznym wymiarem analizy, przeciwnym sile finansowej firmy. Jest to znak, że analiza SPACE opiera się na założeniu, iż działalność w atrakcyjnym sektorze może być rekompensatą dla słabych finansów przedsiębiorstwa (i odwrotnie: stabilność finansów firmy zabezpiecza przed 'szalejącym' rynkiem).

Siła Sektora (Industry Strenght)
To wymiar zewnętrzny przeciwny przewadze konkurencyjnej. Obejmuje takie zmienne jak: potencjał wzrostu i potencjał rynku, stabilność finansową sektora, poziom rozwoju technologicznego i wykorzystania mocy produkcyjnych, łatwość wejścia na rynek.

Samo umiejscowienie IS i CA naprzeciw siebie podpowiada jaką strategię dotarcia do klienta należy wybrać: marketingową, czy sprzedażową? Jeśli Twój produkt jest konkurencyjny, powinieneś o tym trąbić na prawo i lewo ile sił. Kiedy zaś nie oferujesz nic lepszego niż pozostali uczestnicy rynku - lepiej postawić na ekipę doświadczonych sprzedawców, niż kłamać na bilbordach.

Rysujemy wektory
Siłę (atrakcyjność) każdego z wymiarów ustalamy w 6-stopniowej skali (można też w 100-stopniowej, czyli jako %), gdzie 0 to ocena najniższa. Później należy narysować linie współrzędnych i zaznaczyć na nim po przeciwnych stronach FS – ES (w pionie) i IS – CA (w poziomie).

Tutaj znajduje się tak naprawdę newralgiczny punkt SPACE – ocena 'siły' jest najbardziej subiektywną kategorią. Dlatego też wiedza, doświadczenie i wsparcie teamu zarządczego są tu nie do przecenienia.

Aby odnaleźć 'pozycję strategiczną' firmy (czyli kierunek strategii, jaką powinieneś obrać) zsumuj wektory. Śpiącym na lekcjach w podstawówce podpowiedzi udzieli rysunek :). Teraz możesz już

obrać strategię
Klasyczne podręczniki podpowiadają tylko 4 strategie sugerowane przez wyniki analizy SPACE, jednak można pokusić się o dostarczenie jeszcze kolejnych 4 (w sumie - 8) rozwiązań:

Strategia koncentracji – brązowy
polega na wybraniu określonego segmentu i dążeniu do możliwie najskuteczniejszego zaspokojenia jego potrzeb. Jest to też strategia specjalizacji, a z punktu widzenia procesów wewnętrznych w firmie – optymalizacji kosztów.

Strategia integracji pionowej – żółty
to łączenie łańcucha dostaw. Kładzie nacisk na ścisłą współpracę między dostawcami, producentami i dystrybutorami. To zresztą oczywiste – w atrakcyjnym rynku warto mieć jak największy udział.

Strategia integracji poziomej – ciemnozielony
polega na łączeniu się (lub przejęciu) z przedsiębiorstwami o tym samym profilu produkcji. Jest to sytuacja przewagi sektora nad firmą w każdym niemal aspekcie, dlatego też 'usieciowienie' biznesu (czy wręcz przystąpienie do franczyzy w przypadku małych firm), jest sensownym rozwiązaniem.

Strategia reorganizacji – jasnozielony
dotyczy przede wszystkim zarządu i jest związana z daleko idącymi zmianami. Zarząd, struktura organizacyjna, produkcyjna, technologia, system komunikacji, sprzedaży, etc. Jeśli Twój wektor wskazuje na jasnozielone pole – ciesz się, jeszcze możesz uratować firmę ;)...

'Strategia' likwidacji – błękitny
Kiedy pomimo przewagi konkurencyjnej nie jesteś w stanie uzyskać sensownego wyniku na rynku SPACE podpowiada zamknięcie nierentownej działalności. Błękitne pole może być zdradliwe dla przedsięwzięć w stadium seed i start-up, dla których rentowność jest podstawowym celem. Jednak firmy istniejące już na rynku kilka-kilkanaście miesięcy mogą myśleć o 'przekwalifikowaniu'.

Strategia sprzedaży części biznesu – granatowy
Jeśli przewaga konkurencyjna firmy na tle sektora jest na tyle wyraźna, że pozwala oczekiwać odpowiedniego zysku w niedalekiej przyszłości, to warto skupić się wyłącznie na elementach konkurencyjnych, a pozostałą część działalności przygotować do sprzedaży. Na przykład: rejestrować znaki, patenty, wydzielać spółki-córki do sprzedaży etc. To powinno odciążyć budżet i pozwolić przejść do strategii koncentracji.

Strategia dywersyfikacji w innych branżach – fioletowy
Jest wykorzystywana w fazie dojrzałej cyklu życia Twoich produktów, kiedy konkurencja nie jest w stanie znacząco zagrozić sprzedaży. Należy wtedy sięgnąć do skumulowanych wcześniej zasobów, lub poszukać wsparcia inwestycyjnego – i ruszyć na podbój nowych rynków. Nie zapomnij jednak o przedłużaniu cyklu życia już istniejącej oferty (dodaj 50-tą żyletkę do maszynki do golenia ;) ).

Strategia dywersyfikacji produktów lub rynków – czerwony
Nowy segment? A może export? W silnej finansowo firmie zarządzający mogą pozwolić sobie tak naprawdę na niemal wszystko. W tym momencie nie jest Ci potrzebna analiza SPACE, a całkiem inny arsenał technik :).

Kosmiczna gmatwanina
Sam wektor, jak to często bywa, nie jest jakimś genialnym odkryciem. Jak w każdej technice analitycznej ważny jest w SPACE sposób zwrócenia uwagi na poszczególne elementy funkcjonowania biznesu i jego otoczenia i podpowiedzi co do przyszłych działań. Nie musi być kolorowo, ważne, żeby było skutecznie!


Pracowałeś już przy użyciu SPACE? Proszę, podziel się z nami swoimi spostrzeżeniami!


środa, 15 lutego 2012

Nauka na błędach cz. IV: co jaskółki wiedzą o spółkach?

Popularne powiedzenie powtarzane przez setki nieudaczników brzmi: 'Mówiły jaskółki, że niedobre są spółki'. Czy rzeczywiście da się zawojować świat (i rynki) w pojedynkę, czy jest to może racjonalizacja ludzi, którzy całe życie tkwić będą w jednoosobowej działalności gospodarczej? Moje doświadczenie sprzyja raczej temu drugiemu wyjaśnieniu...




Jeden z moich znajomych przedsiębiorców posługuje się niezbyt wyszukaną metaforą: mawia, że spółki są jak małżeństwa - zawsze ktoś rucha, ktoś jest ruchany. Pewnie istotną dla niektórych okaże się informacja, że ma pięć dziesiątków lat na karku, JDG i 2 lata nieudanego małżeństwa za sobą...


Lekcja 1: darmowy pracownik
Podstawowy powód, dla którego przedsiębiorcy szukają wspólników to dywersyfikacja ryzyka i ograniczanie kosztów. Kiedy zaczynasz przygodę z własną przedsiębiorczością brakuje Ci najczęściej dwóch kluczowych zasobów: czasu i pieniędzy. Da się je oszczędzić poprzez pozyskanie nowych, zdolnych i zaangażowanych rąk do pracy.

Wspólnik jest najczęściej takim darmowym pracownikiem, doradcą i motywatorem. Obietnica zwiększonego udziału w zysku z przedsięwzięcia zazwyczaj wystarczająco pobudza apetyt, aby ktoś zdecydował się zainwestować swój czas i zaangażowanie przy Twoim boku ;).

Lekcja 2: przewidzieć nieprzewidziane
Kilkakrotnie widziałem spółki rozlatujące się z wielkim hukiem z powodu 'przeszkód', które można było przewidzieć.

Większość wspólników to ludzie z kategorii 'przyjaciel'. Przyjaźń to naturalny wskaźnik zaufania, więc wielu z nas uznaje przyjaciół za naturalnych sprzymierzeńców. Kiedy jednak nie ma żadnych zasad, poza zaufaniem, współpracuje się ciężko.

Dosyć szybko okazuje się, że coś, co Ty uważasz za naturalną regułę, dla Twojego wspólnika jest mało istotną zachcianką. Nie zwykliśmy rozmawiać z przyjaciółmi o pieniądzach i zaangażowaniu, dlatego też, jeśli na przykład z dnia na dzień Twój wspólnik popisze się brakiem odpowiedzialności i 'wylosuje sobie' żonę i dziecko – jego priorytety się zmienią, a Ty poczujesz się (wracając do metafory mojego znajomego) wyruchany. Ciesz się, że to nie Ty musisz rodzić!

Takie przeszkody jak problemy rodzinne, nieprzewidziane wyjazdy czy nawet głupie problemy z prawem na prawdę dają się przewidzieć. A kiedy będą już
przewidziane zawczasu można przygotować strategię reagowania.

Przede wszystkim – nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka (firmy).

Lekcja 3: jak dwie krople wódy
Inną konsekwencją dobierania wspólników wśród przyjaciół jest nikła synergia. Przyjaciele to ludzie z podobnego środowiska, z podobnymi doświadczeniami, z podobnymi umiejętnościami i zainteresowaniami. Ludzie, którzy najczęściej się z Tobą zgadzają, czasem nawet ukryją przed Tobą prawdę 'dla Twojego dobra'. Nie chcesz takich w swojej firmie.

Synergia powstaje tam, gdzie pojawia się element nowości. Jeśli chcesz zarobić duże pieniądze to założę się, że nie znajdziesz ich na wydeptanej ścieżce. Najlepiej wyznaczać swoje ścieżki. Szczególnie z ludźmi, którzy wiedzą jak to robić.

Kiedyś już pisałem o pomyłce, którą prowadziłem z moim lustrzanym odbiciem – przeczytaj i nie popełnij tego samego błędu.

Lekcja 4: pozbyć się wspólnika
Rozmowa ze wspólnikiem zanim uruchomicie przedsięwzięcie okazuje się potrzebna również na wypadek zmiany celów któregoś z was. Pozbywanie się wspólnika, który zawiera niekorzystne dla spółki kontrakty, bądź nie wywiązuje się ze swoich obowiązków (wróć do lekcji 2) jest dosyć proste, ale zajmuje sporo czasu i pieniędzy. W końcu zajmują się tym prawnicy...

Co ciekawe, nasze prawo daje także możliwość wyłączenia wspólnika w spółce 'cichej' (szukaj w kategorii prawnej 'umów nienazwanych')...

Przy wyłączeniu wspólnika musisz zwrócić uwagę na wiele rzeczy, ale jedna jest wyjątkowo ważna – orzeczenie sądu jest skuteczne tylko wtedy, kiedy spłacisz udziały wspólnika, którego chcesz wyłączyć!

Jak widać, nawet przy 'cichej' współpracy warto rozmawiać...

Lekcja 5: z kim nie zakładać spółki
Jeśli chcesz otworzyć firmę i szukasz sensownego wspólnika wieści rozniosą się szybko. Tak było też podczas zjazdów ASBIRO – kilka osób chciało mnie w swojej firmie. No dobra, bez lansu: chcieli moich pieniędzy.

Kiedy zacząłem rozmawiać z kilkoma chętnymi pojawił się schemat: ja coś umiem, ty masz pieniądze i wiedzę – załóżmy firmę, ja będę dalej robił to co robię na etacie, ty stracisz pieniądze i czas.


Jeśli osoba, która chce zostać Twoim wspólnikiem, nie ma zamiaru ponieść większego wysiłku, zaangażowania i odpowiedzialności – nie potrzebujesz jej. Dobrego, zaangażowanego pracownika ciężko znaleźć, za to jest tańszy w utrzymaniu, niż wspólnik, któremu poszło za łatwo.


Lekcja 6: mieć prawo po swojej stronie
Owszem, czasami prawo nie wystarczy. Jednak należy zadbać o podstawy: nie kończ na szukaniu wzorów umów w internecie. Poszukaj w kodeksie odpowiednich artykułów i postaraj się je choćby na 'chłopski rozum' zrozumieć.

Wiem, że żyjemy w czasach, w których literki powodują fizyczny ból u coraz mniej uodpornionych na nie przedstawicieli homo (ledwo) sapiens, jednak ból po podpisaniu niewłaściwie spreparowanej umowy może okazać się o wiele dotkliwszy.

Oczywiście prawo daje Ci możliwość szkodzenia samemu sobie, na przykład założenia spółki cywilnej (czy wręcz jdg), jednak jego znajomość pozwoli Ci w razie niepowodzenia uratować dom, auto czy lodówkę...

Summa summarum
Myślę jednak, że spółka jest jak małżeństwo: w udanym obie strony 'ruchają' się nawzajem, na zmianę, ze zrozumieniem i dla obustronnej przyjemności.

Zakładając spółkę należy się obawiać oszustw czy wyłudzeń. Należy dobrze poznać kandydata na wspólnika osobiście, i od strony prawnej. Działalność gospodarcza to w końcu 'ryzyko'.

Warto jednak pomyśleć o pozyskaniu wspólnika. Warto przyjrzeć się historii wielkich korporacji i odnaleźć Paula Allena (u boku Gatesa) czy Wozniaka i Wayne'a (u boku Jobsa). Najwyraźniej 'jaskółki' niewiele wiedzą o spółkach: w dzisiejszym świecie ciężko myśleć o imperium założonym przez jednostkę bez pomocy sił wyższych...


A może Ty zechcesz podzielić się z nami swoimi doświadczeniami w spółce?

wtorek, 24 stycznia 2012

Książka na weekend XIV: Jak założyć skuteczny i dochodowy sklep internetowy



„(...) Jest wiele e-sklepów, które promują się niemal wyłącznie w wyszukiwarkach. Czasami ich właściciele, prosząc mnie o pomoc, udostępniają mi statystyki sklepu. Widzę wtedy często, że wyniki organiczne z Google stanowią np. 95%. Czy to dobry znak? Zdecydowanie nie. Promocja sklepu internetowego, tak jak każda inna ważna dziedzina biznesu, wymaga dywersyfikacji...”

Autorzy:
Wojciech Kyciak od kliku lat prowadzi firmę doradzającą w zakresie e-commerce, dzieli się swoją wiedzą na blogu i (jak widać) w książce o handlu internetowym. Drugi z autorów, Karol Przeliorz, jest dyrektorem działu prawnego Helion SA – tutaj znajdziesz jego profil naGoldenLine. Pan Karol jest autorem dodatku 'A', omawiającego właśnie kwestie prawne...

Część I – Marketing, promocja sklepu i komunikacja z klientem
Na pierwszy rzut oka książka wydaje się być ciekawa – spis treści sprawia wrażenie wyczerpującego temat, ilustracje dodają książce 'życia', tak jak i anegdoty związane z ciekawymi przykładami.

Jednak po wczytaniu się w pierwsze rozdziały pojawia się uczucie znudzenia. Sklep ma być ładny, funkcjonalny, bla, bla... To już znamy. Z jednej strony autor tekstu przemawia do czytelnika jak do debila, niemalże tłumacząc czym jest internet – z drugiej zamieszcza pojedyncze linie kodu.

Skłamałbym jednak, gdybym napisał, że niczego się nie dowiedziałem. Spodziewałem się na przykład, że obecność e-sklepu w pasażach jest niemalże punktem obowiązkowym w planie promocji. Jak się jednak okazuje, pasaże nie tylko nie wpływają na sprzedaż, ale podnoszą też koszty prowadzenia e-biznesu.

Po przeczytaniu pierwszej części w całości negatywne wrażenie zniknęło. Dobry opis sposobów organizowania programów partnerskich, ciekawy pomysł na akcję PRową czy opis funkcjonalności trackingu w sklepie internetowym zmieniły moje nastawienie do książki. Z przyjemnością więc zasiadłem do kolejnej części...

Część II – funkcjonalność
Tutaj znów autor na początek serwuje nam rozczarowanie: screeny, opisy już istniejących sklepów i w zasadzie jałowa dyskusja pod zbiorczym tytułem: robić 'jak wszyscy', czy 'po swojemu'?

W połowie lektury pojawia się pytanie: dla kogo tak naprawdę jest ta książka? Biorąc pod uwagę zróżnicowanie umiejętności, jakie trzeba posiąść, aby zrealizować rady zawarte w tym wydawnictwie, nigdy nie podarowałbym jej osobie chcącej założyć e-sklep. To czysty podręcznik dla projektantów sklepów, agencji interaktywnych, etc.

Nawigacja, koszyk, bezpieczeństwo, ilość ekranów, wygląd ekranów... To wszystko ma znaczenie, kiedy osobiście projektujesz sklep. Kiedy składasz zamówienie, wystarczy przecież porównać funkcjonalność produktu z ofertą konkurencji...

Część III – wybieramy sklep
I tutaj znów pojawia się odpowiedź na moje wątpliwości. W tej części znajdziemy zestaw opisów-recenzji różnych systemów e-sklepów: od darmowego osCommerce aż do sporej listy systemów abonamentowych i w pełni komercyjnych.

Problemem jednak zostaje objętość tej części. Gotowych systemów e-commerce znajdziemy w sieci na pęczki, dane dezaktualizują się niemalże z tygodnia na tydzień, a ta część książki to raptem 3 rozdziały i 15 stron. Szeptem jedynie dopiszę, że dwie poprzednie części liczą ponad 100 stron każda!

Bardzo brakuje mi tutaj bliższego opisu choćby najpopularniejszych funkcji gotowego e-sklepu do kupienia. Niech by to była nawet tabelka na dwóch stronach – ale żeby była...

Część IV – logistyka w sklepie internetowym
Kolejne 2 rozdziały (10 stron!) zajmują się typowymi problemami związanymi z pakowaniem i wysyłką zamówień. Kto kiedykolwiek sprzedawał większy asortyment choćby przez Allegro ten wie, że moment, w którym tracisz kontakt z towarem jest często 'wąskim gardłem' e-sprzedaży.

W tej części znajdziemy kilka podpowiedzi związanych z tymi kwestiami, jednak trudno znaleźć w nich cokolwiek, czego człowiek o średnim IQ i błyskotliwości nie byłby w stanie wymyślić samodzielnie.

Teksty w dwóch ostatnich częściach książki są raczej na poziomie darmowego bloga i raczej powinny znaleźć się w spisie treści jako 'dodatek'.

Dodatek 'A' – Prawo w kontekście sklepu internetowego
Mój egzemplarz to wydanie z 2006 roku, zawiera tylko jeden dodatek. Za to jaki! Jeśli czytasz tego bloga regularnie to wiesz już zapewne, że znajomość prawa uważam za jedną z podstawowych powinności przedsiębiorcy. W tym dodatku widzę więc wisienkę, na marnym bądź co bądź, torcie.

18 stron zrozumiałego wykładu tłumaczącego wszystkie kwestie na przykładzie regulaminu helion.pl Pan Przeliorz przygotował co najmniej należycie. Warto  jednak pamiętać o prawnym ADHD naszych 'wybrańców' i sprawdzić aktualny stan prawny samemu, ale przynajmniej mamy gotową check-listę ustaw i paragrafów wraz z omówieniem.

Dla kogo jest ta książka?
Książkę dostałem od kolegi, który projektuje e-sklepy. Trzyma kilka egzemplarzy w swoim biurze – i właśnie dlatego nią się zainteresowałem. Rozdaje je swoim klientom, którzy kwestionują jego ceny (3 – 30 tysięcy złotych za zlecenie).

Lektura nie zawiera wiele przydatnych wskazówek dla nie-programistów, trudno więc na jej podstawie samemu zbudować kompletny e-sklep. Jej najmocniejszą stroną są analizy marketingowe, ale te zainteresowani znajdą za darmo na internetowych blogach.

Moim zdaniem książka przyda się początkującemu projektantowi i osobie, która ma zamiar zlecić wykonanie swojego pierwszego e-sklepu specjaliście. Będzie wspaniałą check-listą, która pozwoli sprawdzić poprawność wykonania zlecenia. Nie liczyłbym jednak na to, że dzięki niej samodzielnie założysz zyskowny sklep internetowy.

Czy warto?
'Jak założyć skuteczny i dochodowy sklep internetowy' wydało wydawnictwo Helion – 279 stron przyzwoitego papieru w miękkiej oprawie za 39 złotych. Jeśli jesteś 'zielony' w marketingu internetowym i e-commerce – na pewno warto kupić tę książkę. Jeszcze lepiej pożyczyć. Jeśli jednak już coś w życiu przez internet sprzedałeś, to prawdopodobnie nie dowiesz się z niej nic nowego.

Tutaj znajdziesz fragment książki w formacie pdf (strona wydawcy).

Jako bonus – case study (prezentacja) autorstwa Wojciecha Kyciaka:

P.S. Dzisiaj miałem w planie recenzję 'E-biznesu od podstaw' Tomasza Piotrowskiego. Plany jednak uległy zmianie ze względu na fakt, że powyższa książka została wycofana z obiegu przez wydawcę...
-

A może czytałeś już książkę duetu Kyciak – Przeliorz i jesteś nią zachwycony? Chętnie poznamy i Twoją opinię :)!



niedziela, 15 stycznia 2012

Pytanie czytelnika: może jednak da się zarobić nic nie robiąc?


Jeszcze klika słów o zarabianiu
na Allegro...
Po kolejnej dłuższej przerwie (wytłumaczę się w podsumowaniu stycznia) wypada mi przede wszystkim odpowiedzieć na kilka pytań mojego imiennika Marcina, które zamieścił pod wpisem '150% zysku w miesiąc bez ryzyka, czyli magia zginania kręgosłupa ;)'. Jak sam pisze – zauważa w moim wpisie parę nieścisłości. Pozwoliłem sobie więc na zacytowanie i szerszą odpowiedź, mam nadzieję, że z pożytkiem dla Ciebie.

Całość komentarza Marcina, autora blogów 'Życie z odsetek' i 'Portfel gracza', możesz znaleźć pod postem o mojej strategii allegrowej, natomiast na potrzeby tego wpisu pociąłem go na poszczególne elementy, z którymi postaram się dyskutować :). Cytaty Marcina zielono i kursywą:
Przeczytałem jeszcze raz i widzę parę nieścisłości, oraz mam parę pytań.
Trochę wazeliny: dzięki :). Piszę rozwlekle, więc kiedy ktoś wysili się na 'drugie czytanie' czuję się doceniony...
Mi osobiście zawsze szkoda tych 20-50pln bo boję się, że wystawię w ciul przedmiotów a sprzeda się jeden i pokryje jedynie prowizje Allegro.
Ta pani chyba się
komuś naraziła... ;)
(www.demotywatory.pl)
Przed tym właśnie bronię się wystawiając wszystko od 1 pln BCM. Nie ma takiej prowizji, na której bym stracił. 
Często stawałem na punkcie 3. Kiedy nawet zrobiłem 4 to na 5 nie miałem siły. Często są przedmioty zakurzone i przygotowanie choćby jednego kosztuje trochę czasu.
Przypomnienie: punkt 3 to nauka robienia tabel w HTML i szablonu. 4 i 5 to przygotowanie zdjęć i opisów. No cóż – jak będziesz wysyłał przedmioty, to i tak będziesz je musiał wyczyścić/przygotować. Lenistwo lenistwem, ale jeśli przygotujesz funkcjonalny system sprzedaży, w którym każdy przedmiot oddasz z zyskiem – będziesz miał odpowiednią motywację. 
W niedzielę na 7 czy 14dni?
Wystawiam wyłącznie 7-dniowe aukcje. 14-dniowe miały by dla mnie sens przy działalności gospodarczej, kiedy musiałbym zachować przyzwoity obrót także w święta czy wakacje, kiedy kupujący użytkują Allegro z inną intensywnością. Ale nie muszę utrzymywać stałego obrotu, a w święta wolę odpoczywać.

W związku z tym: jeśli planujesz regularną kampanię na Allegro – planuj kalendarz aukcji. Jeśli sprzedajesz okazyjnie raczej nie musisz się tym przejmować. Z mojego doświadczenia wynika, że aukcje (nie 'kup teraz') 14dniowe nie przynoszą wyższych zysków ani większej ilości obserwujących niż tygodniówki. Jedyna ciekawsza (oczywiście) statystyka to ilość wyświetleń, która nie przekłada się na cenę.
Z przygotowaniem opisu schodzi, a nie robienie go w Allegro jest nudne np. notatnik++. A potem i tak jeszcze raz trzeba będzie robić to w Allegro, a jak za długo to aukcję wypierdoli :)
Po pierwsze: jak zawsze to kwestia wprawy. 
Po drugie: można to obejść. Sprzedając planszówki skorzystałem z przysługującego mi ustawowego prawa cytatu i wklejałem część opisu ze strony dystrybutora, oczywiście podając źródło.  
Po trzecie: przygotuj stronę 'o mnie', na której zawarte będą wszystkie informacje powtarzalne w Twoich aukcjach. Np. klasyfikacja stanu: w aukcji piszesz tylko „stan wizualny 90%, funkcjonalność 100%” i dajesz link do strony 'o mnie', gdzie zostało wyjaśnione, jak przyznajesz te %. 
Co do wysyłki, polecony ekonomiczny wolę brać gabaryt B aby np. dobrze zabezpieczyć grę (nawet same 2 koperty potrafią nie dowieść pudełka gry w całości), a to już 4,5 do 5.10. Do tego dochodzi koperta od 50 do 81 groszy + dodatkowe bąbelki, tekturka czy choćby taśma, żeby ktoś gry nie podpierdolił. Doliczysz cenę za wystawienie lub nie, to za 1zł maksymalnie musisz zapakować przedmiot. Dużo razy to liczyłem i zawsze były to grosze na plusie. Równie dobrze mogę wystawić przedmiot o 10zł drożej i się wszystko wyrówna. Czy więc zawyżanie o 2zł to taki zarobek, że warto to robić? Czasami mając tańszą wysyłkę kupią u nas. 
Trzy kwestie: pakowanie, koszty wysyłki, rozumienie kienta. Pakowanie zależy od rodzaju towaru. Tak jak pisałem wcześniej: gruba, a nawet podwójna czy potrójna tektura falista jest darmowa, w większości sklepów cieszą się, że się jej pozbyli. To samo ze starymi plakatami na 'kopertę' (nawet papier ksero A3 za parę groszy wystarczy).

Zawsze można oszczędzić
na przesyłce ;)
(www.botopolska.pl)
Koszty wysyłki... Popatrz na to tak: żeby zarobić 2 złote dziennie musisz sporo odłożyć i pokombinować trochę z lokatami. Albo przycisnąć to do kosztów: zarobisz na czymś, co i tak musisz zrobić. Inaczej: sprzedasz 100 przedmiotów w miesiącu, na każdym zarobisz 2 pln na usłudze pakowania. Nie wiem gdzie mieszkasz, ale w Lublinie dwusetki nie leżą na ulicy :(.

Trzecia wątpliwość dotyczy klientów. A i trochę charakteru. W biznesie nieruchomości istnieje kategoria 'zmotywowanego' sprzedawcy. Ogólnie rzecz biorąc, jest to osoba, która woli wyrządzić krzywdę swojemu portfelowi niż nie sprzedać towaru. Ja nie jestem tym typem sprzedawcy, sam szukam zmotywowanych kupujących. 
Ja wystawiając parę razy po 1zł bcm się przejechałem. Jeśli się zna wartość przedmiotu to nie polecam.
'Profesjonalni' sprzedawcy od czasu do czasu proszą znajomych o podbicie ceny i sami działają z kilku kont: po pierwsze podbijają swoje ceny. Po drugie odkupują od konkurencji przedmioty, które są w stanie sprzedać drożej. Po trzecie zostawiają sobie konto na 'odwetowe' negatywy i ewentualnego bana od Allegro. W korpo-języku nazywa się to zarządzanie ryzykiem.

Oczywiście jest to niezgodne z Regulaminem Allegro, ale jak to bywa: teoria sobie, a życie sobie...
Nie wiem czemu nie akceptujesz Płacę z Allegro, ja to nawet preferuję. Z moim kapitałem nie ma dla mnie różnicy czy kasa przyjdzie za 21dni listonoszem czy wpłynie na konto. Plus taki, że od razu mogę 15minut po aukcji skończyć rozmowę i pakować bo widzę, że kasa doszła. A na wysyłkę te parę zł zawsze się znajduje. Potem jest większy zarobek, bo drobne i tak by się wydało :)
To znów kwestia szacunku do siebie i swojego portfela. Dlaczego moje pieniądze mają przez choćby jedną noc (lub cały weekend) leżeć na lokatach Allegro i zarabiać na Allegro, a nie na mnie – skoro są moje?

Po drugie, o czym już pisałem, to pozwala dyscyplinować klientów. Naprawdę przydatne.
Ostatnio sprzedawałem 3 marki po 209, 219 i 229 w odstępach pół godzinnych w niedzielę, może i robiąc odstępy tygodniowe na jednej bym zarobił 350zl? kto wie. Wiem, tyle że pierwszą licytowali do 214 a następne kupiła ta sama osoba i nikt inny nie licytował. Kto więc wie czy dwie następne za 4 tyg w ogóle bym je sprzedał?? Czuję, że mogłem zarobić 30zł więcej albo nic na dwóch pozostałych :)
Wracamy do zarządzania ryzykiem. Kupił od Ciebie sprzedawca (z drugiego, trzeciego, dziesiątego konta), który na tym sporo zarobi. Ogólnie: dobry sprzedawca sprzedaje po cenie, jaką mógł zyskać. Świetny – po wyższej. Gówniany - ... Matematyka jest bezlitosna.
Składanie ofert poza allegro grozi banem, zresztą tak jak wliczanie jawne prowizji czy kosztów wystawienia ;) Za to nic nie broni byś liczył sobie 50zł za godzinę pakowania :P (z tym, że przedmiot nie może być rażąco tańszy niż koszty zawyżenia wysyłki).
Dobre relacje z klientami
skutkują wstrzemięźliwością
przy wystawianiu  komentarzy.
(www.demoty.pl)
Jeśli masz dobry towar, reputację i odpowiednie ceny – donosiciel strzela sam sobie w kolano. Dochodzi tutaj znajomość branży. W mojej (kolekcjonerstwo) jakieś 90% sprzedaży odbywa się poza A, portal służy tylko do nawiązania kontaktu i przetestowania uczciwości drugiej strony.

Owszem, to kolejna zakazana w regulaminie taktyka. Tyle, że co kilka dni dostaję od kogoś zapytanie przez pytania Allegro 'Czy nie jest Pan zainteresowany zakupem...'
Cwaniacy i kretyni się trafiają. Czasami pytam o adres 3x, jak np. ostatnio pytając czy to wysyłka do Niemiec czy do Polski odpowiedział mi najpierw "Tak jak pan napisał" potem, "tak jak niżej!" a potem, "tak", a na sam koniec "przecież napisałem, że do Niemiec!"... 

Z tym drugim to inna sprawa, bo utarło się tak, że kupując więcej przedmiotów za wysyłkę płaci się raz. I o ile możesz nie mieć tak napisane na Aukcji o tyle tak się utarło, i z tego tytułu, że pozbyłeś się naraz dzięki niemu 5szt to mogłeś tą nadwyżkę pokryć (o ile nikt np. nie licytował, on przelicytował o tyle ile ta wartość przesyłki wynosi i inne zmienne).
Właściwość ustawowa jest następująca: 'utarło się' nie ma mocy wiążącej, jeśli jest sprzeczne z pisaną umową zgodną z ustawą. W praktyce oznacza to, że jeśli w aukcji, na stronie 'o mnie' bądź w mailu napiszesz „Jeśli licytowałeś na kilku moich aukcjach skontaktuj się ze mną w celu ustalenia kosztu łącznej przesyłki” - to 'utarło się' służy do podcierania tyłka. Można takiemu klientowi od razu zwrócić pieniądze i wystawić towar od nowa, ponieważ złamał warunki umowy.

Tyle w kwestiach prawnych. Oczywiście szkoda szargać sobie nerwów cwaniakami dopóki nie przynosi to poważnych szkód w portfelu. Tak czy inaczej – zarobisz na takim kupującym.
Teraz pytanie czy to 7% to w skali roku czy miesiąca? I od jakiej sumy. Mnie by tyle z 20tys obrotu (jeśli taki jest możliwy w miesiąc regularnie) by w pełni zadowoliło, i często myślę czym by tu obracać by te głupie 500-1000zł zarobić/dorobić.
Skarbówką zapachniało ;). Jeśli chodzi o 'te głupie' 500 pln – to 40% już zarobisz na samej wysyłce :D. Do tego pomyśl o multiplikacji: Świstak,  Aukcjusz... Nie jest to może powalający obrót (choć Aukcjusz w mojej branży dobija do Allegro), ale odczuwalny w sakiewce.
Nierobów takich jak ja :) Pewnie dużo. Choć Allegro to nie taki łatwy chleb, bo ciągle nie mam na to siły :P

Co byś proponował z moim kapitałem w Allegro? 
Ciuchy ciągle są podstawowym towarem na aukcjach. Defensywnie można na przykład wejść w dealerkę srebra (ciężko na tym stracić). Handel chińską elektroniką ciągle daje zarobić (i wykpić się z odpowiedzialności)... Poszperaj na eBay lub na Alibaba.com...

W zarabianiu najważniejsza
jest wiedza...
(www.sxc.hu)
Niezależnie od tego, co robisz – najpierw pasuje uruchomić kilkanaście prywatnych aukcji dla znajomych, dzięki którym w krótkim czasie nazbierasz sporo dobrych komentarzy / punktów. Zadbaj też o jakiś szablon (jeśli nie chce Ci się: pytaj na forach, np. Gimpuj.info, ale unikaj takich wtop).

I zainwestuj w 'Psychologię Ekonomiczną' pod redakcją Tadeusza Tyszki (nudna, ale zawsze przydatna). Minimum: w ciągle aktualnego e-booka Tomasza Piotrowskiego 'E-biznes od podstaw' (to będzie kolejna Książka na weekend). 


I tym sposobem dotarliśmy do końca kolejnego stutysięcznika... W zasadzie powinienem teraz podziękować Marcinowi za współautorstwo – co też czynię :). Oczywiście wszystko, co napisałem powyżej, tyczy się mojej strategii, skoncentrowanej przede wszystkim na rynku kolekcjonerskim. Jeśli masz jakiekolwiek doświadczenie na innych rynkach, lub chcesz się podzielić swoją strategią – wszyscy będziemy co najmniej zadowoleni i wdzięczni za Twój komentarz...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...