Podoba Ci się ten blog? Chcesz być na bieżąco z nowościami - subskrybuj kanał RSS... Co to jest RSS?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkolenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkolenia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lutego 2012

Czy w tym kraju da się zarobić nie oszukując?



Kilka dni temu kolega prowadzący bardzo atrakcyjny dla klienta i coraz zdrowszy biznesowo sklep z radością oznajmił mi: zaraz zobaczysz, jakie cudo niedługo dni będę miał w ofercie. Kontrahent zapewnia – bebechy od świetnego producenta, montowane w Polsce, sensowna cena. Chyba jestem strasznie złośliwy, bo w 10 minut znalazłem 'cudo' na Alibabie. Chińskie, dolar za sztukę, akcesoria gratis...

Od lat przedsiębiorstwa w indeksie zaufania społecznego plątają się gdzieś w dole tabeli między urzędami a sejmem i senatem. Stała grupa ponad 40% ankietowanych przez CBOS twierdzi, że zaufanie między kontrahentami źle się kończy. Skąd się biorą takie kwiatki? Pewnie część możemy zawdzięczać komunistycznej i 'prywaciarskiej' spuściźnie lat '80-'90, ale miejsce między zawodowymi rabusiami i kłamcami chyba zapewniliśmy sobie sami...

Biznesowa nerwica
Kilka tygodni temu pisałem o psychologicznej ułomności dzisiejszego świata: oczekiwaniu natychmiastowego efektu. Tej nerwicy podlegają wszyscy przedsiębiorcy, a w szczególności Ci, którzy zamiast podejścia marketingowego wybierają akcje akwizycyjne.

Akwizycja jest sama w sobie obarczona piętnem natychmiastowych efektów, niektórzy sprzedawcy nawet nieświadomie przechodzą od 'koloryzowania' do kłamstw. Ale są i tacy, którzy z dniem startu wpisują je w swoją strategię.

Facebook? czy nie facebook...
Jeden z moich znajomych, który również oszukuje swoich klientów co do pochodzenia chińskiego produktu (ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwej konkurencji – 2007) tłumaczy się albo znikomym znaczeniem tego faktu (!) dla odbiorcy końcowego, albo i branżą, w której wszyscy łżą jak psy.

Czasem też zdradzi swoją motywację – bo facebook tak szybko, łatwo, i ściema i oszustwa (wobec wspólników) też... Co ciekawe: tak samo tłumaczą się importerzy chińskich zegarków, butów, wszelkiego shitu.

Zapominają o wielu szczegółach: FB nie oszukuje klientów, FB nie powstał wczoraj (wbrew pozorom, bo biznes zaczął się od FaceMash), FB korzystał z dźwigni (pieniądze inwestorów). Tak, to trzy podstawowe różnice między ich 'biznesami' a FB.

A tak przy okazji: FB to produkt dojrzały, niedługo dorówna mu Pinterest i będzie się działo... :)

Zmieńmy branżę
i zajmijmy się usługami. Tu dopiero kłamcy mają pole do popisu! Kolejny znajomy: przeprowadził w życiu dwie kampanie na FB dla podmiotów komercyjnych, z czego za jedną mu zapłacili. Nazywa siebie 'ekspertem od mediów społecznościowych', prowadzi szkolenia, webinary i inne cuda.

Następny: 4 (kalendarzowe) lata temu dołączył do grupy ludzi, z którymi przygotował ze trzy kilkugodzinne szkolenia w pierwszym roku, dwa w kolejnym, i chyba nawet z jedną kilkugodzinną pogadankę przeprowadził osobiście. Pisze o sobie – 'ekspert, od 4 lat organizuje i prowadzi szkolenia (…)'.

Z dupy (za przeproszeniem) internetowi eksperci
Jeśli kiedyś uczyłeś młodszego brata wiązać buty, to w internecie masz prawo nazywać się ekspertem od coachingu i ternerem!

Ta dewaluacja eksperckości ma przyczynę w postrzeganiu przedsiębiorczości przez pryzmat lansu. Jak w debiutanckim rapowym teledysku: tanie białe dziwki, kserowane dolary i limuzyna z wypożyczalni. A zamiast koki – beznikotynowa tabaka.

Przecież niefajnie być gościem, który robi fajne i ciekawe szkolenia. Niefajnie być gościem, który sprzedaje fajne, chińskie, ale dobre / wytrzymałe / ładne buty. Prawda jest niefajna, lepiej pchać w buty słomę. I nazywać to PRem, marketingiem...


W internecie jeszcze łatwiej – w końcu nie musisz patrzeć okłamywanemu prosto w oczy. A kto da się nabrać, ten sam sobie winien. Jak mawiają bracia zza wielkiej wody: 'There's a sucker born every hour!'.


Czy aby na pewno biznes ma krótkie nogi?

Rynek kształtują w końcu dwie siły, w tym popyt. Francuz czy nie Niemiec nie kupiłby kiełbasy złożonej z solanki, wody i bułki tartej (która też jest nie z bułki, a z chleba). Polak wie, że reklama kłamie... i robi to, co reklama mu podpowiada. Bo to nie produkt, a właśnie reklama odpowiada na zapotrzebowanie klienta.

Na tym blogu dawno temu udało mi się popełnić wpis, którego tytuł ma 2 części: 'jak łatwo i szybko zarobić' i 'tajemniczy klient'. Jest to mój najpopularniejszy wpis wszech czasów. Zgadnij, z którego zapytania trafia tutaj 80, a z którego 20% czytelników? (Pareto się w grobie przewraca)

Artykuł 286 kodeksu karnego – wyłudzenie. Szkoda, że nie ma artykułu 'wyłudzenie na własne życzenie', byłby ciekawy. Lata 'kapitalizmu' za nami, a nie nauczyliśmy się jeszcze, że Get Rich Quick = Scam.

Jak sobie radzą uczciwi?
Znam chłopaków, którzy potrafią prowadzić świetne szkolenia i warsztaty, mają masę (również międzynarodowego) doświadczenia, budowali biznes już na studiach, a niedawno w akcie desperacji trafiła im się nawet franczyza. Niestety są systemowo wadliwi – nie potrafią kłamać.

Na każdym niemal rynku, za jaki się wezmą, oddają pole domorosłym 'ekspertom' z czteroletnim 'doświadczeniem' i JDG za pieniądze nie klientów, a mitycznej 'Unii'.

To częsty problem ludzi kulturalnych i inteligentnych: szacunek do innych.

Kiedy wejdziesz między wrony...
Oczywiście da się zarabiać w Polsce uczciwie, dostarczać klientom prawidłową i szczerą informację, płacić podatki na pomoc sierotom i ubogim. Tyle tylko, że to sposób, który kosztuje więcej czasu, nerwów i pieniędzy. I nie zawsze się udaje.

A pozostaje niesmak, i pytanie, które zadaliśmy sobie z kolegą, który jest inspiracją tego wpisu: jaki interes ma producent i hurtownik w okłamywaniu detalisty, i czy detalista powinien być z klientami szczery, taka naprawdę szkodząc firmie, z którą współpracuje (pośrednio też szkodząc samemu sobie)?

Jednej odpowiedzi udziela księgowa zasada dyskontowania przyszłości przez zero (kiedyś o tym napiszę), a drugiej – potrzeba bycia fair z innymi. Nie są to tożsame odpowiedzi.

Z tego też względu nie ma dzisiaj żadnej nazwy, staram się też pomijać szczegóły opisów. Kiedy trafi mi się kolejny networking nie chcę być pokazywany palcami; lubię, kiedy inni z własnej woli podają mi rękę.

Na wszelki wypadek jednak proszę – nie nazywaj mnie nigdy ekspertem. Obiecuję, że się obrażę!


czwartek, 9 lutego 2012

Relacja z ostatniego zjazdu KP Alternatywnej Szkoły Biznesu


 
   
Wszystko się kiedyś kończy, a te najlepsze rzeczy kończą się zawsze za szybko. W sobotę i niedzielę odbył się ostatni zjazd mojej grupy kursu podstawowego ASBIRO, dostałem śliczny certyfikat z hologramem ;) i ruszam na podbój świata. Jak wyglądał ostatni zjazd, i co ciekawego z niego wyniosłem (poza certyfikatem)?


Sobota

W sobotę rano poznałem największych twardzieli w mojej grupie, którym 20 stopniowy mróz nie odebrał chęci na podróż przez całą Polskę. Było nas jakieś 45 osób – dwie grupy.

MARK | EaTING – Piotr Mazurowski
Sobota zaczęła się (jak dla mnie) od ogromnego rozczarowania. Pomyśl: marketingowiec, który pod domeną na swojenazwisko trzyma przedatowanego słabego e-booka... Gość, który twierdzi, że sprzedawał bogaczom ekskluzywne produkty przychodzi w ubraniach marki no-name. Wreszcie: człowiek od 'komunikacji', który przemawia jak akademicki nauczyciel...


Jak dla mnie – zero wiarygodności. Do tego nudna prezentacja, oparta w większości na case'ach strategii błękitnego oceanu. Dzięki temu wystąpieniu odkryłem, że mogę na telefonie zagrać w Pokera i wygrałem parę wirtualnych tysięcy! Boooooring!

Byli tacy, którym się podobało.

Los 'kamienicznika' - Marek Oko
Powinienem zacząć sypać komplementami... Chłopak w moim wieku, właściciel kilku kamienic w Łodzi, self-made man. Potrafi podrażnić ambicję ;).


Jego wystąpienie bardzo mi pomogło usystematyzować to, co już wiem o inwestowaniu w nieruchomości, a do tego poznałem kilkanaście nowych faktów. Marek jako pierwszy z 'nieruchomościowców' nie unikał odpowiedzi na pytania o pieniądze, aspekty prawne i kwestie dotyczące praktyki rozwiązywania różnych problemów.


Niebagatelny wpływ na to miał fakt, że jeden z członków mojej grupy już od jakiegoś czasu sam inwestuje i wiedział jakie pytania zadawać. W końcu to od pytania zależy jakość odpowiedzi.

Niedziela
Choć w nocy poznawałem obce kultury (czytaj: uczyłem się pić po 'podhalańsku' i po 'łódzku'), to na niedzielne zajęcia udało się dojechać na czas. A było warto, bo na początek Kamil przygotował nam rarytasik...

o mafii słów kilka – Sławomir Sikora & Marcin Stefański

Bohatera filmu 'Dług' nikomu, kto interesuje się biznesem, nie trzeba chyba przedstawiać. To było poważne, szczere spotkanie. Czytaj: przy wyłączonej kamerze. Pewne treści nie powinny trafiać do ludzi przypadkowych. Jeśli będziesz miał kiedyś okazję spotkać p. Sikorę osobiście przekonasz się na własne oczy, że najgorszym co może się przytrafić człowiekowi, jest państwo.


Marcin Stefański to jeden z 'podopiecznych' Fundacji prowadzonej przez Sławomira Sikorę – częstochowski przedsiębiorca, któremu mafijny układ stara się odebrać w zasadzie wszystko, z godnością włącznie.

W niedzielnych opowieściach poznaliśmy prawdziwe znaczenie szkoleniowego żartu, który mówi: przedsiębiorca najbardziej ryzykuje, że mu się powiedzie...

Sprawę Marcina poznasz bliżej na stronie: marcinstefanski.org


gracz rezerwowy, czyli koniec, koniec – nie koniec!

Podczas zjazdów ASBIRO zauważyłem, że biznesmeni wysokiej klasy (jak Tad Witkowicz czy Jan Fijor) nie mają problemów z umawianiem, przekładaniem czy odwoływaniem spotkań. A ci marnej kasy... no, powiedzmy, że jest jakiś powód, dla którego ich klasa jest marna.

Tym razem też mieliśmy 'przekładańca', bo ktoś znów odwołał swoje wystąpienie. Rezerwowo dotarł do nas Jakub, wspólnik 'sobotniego' Marka. Wyrwany przypadkiem nie bardzo wiedział co ma mówić, ludzie nie bardzo wiedzieli o co pytać. 'Nie bardzo' to wyszło. Posłuchaliśmy ciekawostek o hodowli rybek akwariowych i naprawie Simsonów.


Szkoła milionerów – opinia

Skoro 'się skończyło', to i zasłużyło na podsumowanie. Jak pisałem rok temu – swój udział w KP rozpatruję jako inwestycję, i z tego punktu widzenia napiszę o:

1. Pieniądze

Całkowity koszt w moim wypadku wyniósł: 1200 pln sam KP + ok. 400 pln noclegi + 560 pln dojazdy = nieco ponad 2 200 złotych. Teraz KP jest droższy, a dokładniej – nie jest droższy, tylko 'państwo' zabiera więcej (VAT)...



2. Wiedza
Na stronie ASBIRO znajduje się wyjaśnienie, które wyraźnie uzmysławia: celem KP nie jest nauka. Jeśli prowadzisz, bądź prowadziłeś już działalność gospodarczą bądź inwestycyjną raczej nie dowiesz się czegoś nowego ze swojej branży. Celem KP jest



3. Integracja

i pokazanie niezdecydowanym, że nie święci garnki lepią. Tak więc tutaj, jeśli nie jestem zadowolony z poziomu merytorycznego – sam jestem sobie winien. Jak więc szło z integracją? Wyśmienicie. Wspaniali ludzie, ciekawe doświadczenia, fajne znajomości. Patrząc z perspektywy MAB jednak nie udało mi się znaleźć żadnej wartościowej perełki, choć padło kilka propozycji współpracy.


4. MBA
Po jednym tylko spotkaniu z Tadem Witkowiczem jestem przekonany, że jeśli masz w sobie odpowiednią ilość motywacji, by prowadzić własną firmę – Kurs Podstawowy nie jest Ci po prostu do niczego potrzebny. Prawdziwą wiedzę i doświadczenie znajdziesz właśnie na MBA. I pieniądze nie będą w tym wypadku żadnym problemem...



5. Klub ASBIRO
dawniej zwany 'Klubem Absolwenta'. To nielimitowany dostęp do prawie 1000 godzin nagrań, dostęp do forum, kontaktów do wszystkich wykładowców i prawo wstępu na wszystkie organizowane przez ASBIRO seminaria etc. za 50 złotych niezależnie od ich 'oficjalnej' ceny.


Czyli – słowem podsumowania – warto było :) .

poniedziałek, 28 listopada 2011

ASBIRO: Pastor, Rydzyk i Legia cudzoziemska, czyli zarobić 150 tysięcy na blogu w miesiąc


Pisanie leadów o kolejnych zjazdach ASBIRO robi się coraz trudniejsze: za każdym razem fajnie, świeżo, motywacyjnie. Ale ile razy można pisać to samo o tak odmiennych, niesamowitych osobowościach? Atmosfery nie odda ani statystyka, ani blogowe peany... Dobrze, po raz pierwszy nie było aż tak fajnie. Oby: po raz pierwszy, i ostatni.

Bo na wczorajszo-dzisiejszym spotkaniu znów było 'całkiem-całkiem': Ci, co chcą biznesu etycznego dostali coś dla siebie, Ci co chcą sprytu i 'cwaniactwa' – też. Były opowieści o twardych facetach i o żonie księdza, która zajmuje się rozliczaniem ZUSu. Było ciekawie, choć powoli wkrada się już zmęczenie. Być może apetyty po wystąpieniach TadaWitkowicza za bardzo urosły?

Sobota
Od Legii Cudzoziemskiej do Ojca Rydzyka: Paweł Zaremba
W sobotę zaczęliśmy od człowieka, którego życiorys nie wytrzymał nadmiaru wrażeń – i się rozdwoił. Dosłownie. Paweł Zaremba ma dwa życiorysy, Legię Cudzoziemską i pieniądze Solidarności na sumieniu, a do tego – łeb do interesów.

Jego wystąpienie można podzielić na dwie zasadnicze części. Pierwsza jest mocno biograficzna, pojawiają się łzy i historie jak z Hollywood: porwania, wojny, duże pieniądze i kobiety (chyba już nie takie duże). Poznaliśmy bliżej firmę Pana Pawła – Indal.

W drugiej części zaczęło się robić trochę bardziej biznesowo – ale też MLMowo. Z jednej strony przekaz był prosty: jeśli Cię to nie interesuje, to spoko (twój problem). Byli zachwyceni tematyką wellness, ale byli też zawiedzeni. 

Wywiadu z Panem Pawłem możesz posłuchać wKontestacji.


Rynki Finansowe: Waldemar Wasik
Na tym spotkaniu już mnie nie było. Pierwszy prelegent trochę mnie znudził, ale i tak ważniejszy był stary kolega, który bardzo chciał się spotkać przy jakiejś szklanej pamiątce z Francji ;). Tak więc kolejny akapit to opinie zasłyszane:

A opinie nie są pochlebne :(. Koledzy, których pytałem 'co było wczoraj' odpowiadali 'a weź nie gadaj!'. Twierdzili uparcie, że byli na prezentacji sprzedażowej, ktoś chciał im coś sprzedać. No cóż, chyba jednak dobrze zrobiłem, że odpuściłem sobie to spotkanie...

Waldemara Wasika również można posłuchać w Kontestacji...


Niedziela
Marcin Osman: Jestem leniwy!
Niedziela zaczęła się od małego zaskoczenia: miała do nas przyjechać Pani Katarzyna Szafranowska, a zastaliśmy na sali gotowego do boju Marcina Osmana: specjalistę od marketingu internetowego, ex-współpracownika funduszu VC.

Od Marcina dowiedzieliśmy wiele na temat zakładania firmy bez pieniędzy, realizowania celów bez odpowiadania sobie na pytanie 'jak?', i magii, która nazywa się 'zarządzanie szczęściem'. Było to chyba najbardziej 'doradcze' i szczerze biznesowe wystąpienie na tym zjeździe.

Marcin to niezły showman, więc było błyskotliwie, sensownie i 'z jajami'. Dowiedzieliśmy się jak budować wizerunek ekspercki nie mając wiedzy z danego zakresu i jak na tym zarobić spore pieniądze. A dokładniej - jak kupić wiedzę, spozycjonować 'eksperckiego' bloga i wozić się po konferencjach na całym świecie za 15 i 4 zera... Jak sam powiedział: 'za plecami mówią, że jestem bezczelny' – ale ważne jest, kto się śmieje ostatni...

Z księdza w pastora, z biznesem po drodze: Andrzej Burzyński
Można popaść w kompleksy: z dnia na dzień poznajemy osobowości coraz bardziej nietuzinkowe. Andrzej Budzyński porzucił sutannę... by zostać pastorem. Doświadczenie zawodowe i zdobyte podczas pracy wolontariackiej i pracy z wiernymi przekuwa na sukces Instytutu Koah i przelewa na karty swoich książek.

Wystąpienie Andrzeja było przede wszystkim bardzo przyjazne i to najwyraźniej nie tylko z racji jego zawodu. Mogliśmy podziwiać fajny mindset w działaniu. Już po raz drugi trafił nam się inwestor 'nieruchomościowy', poznaliśmy więc kolejne elementy tej układanki widziane oczyma praktyka.

Biorąc też pod uwagę, że szef Instytutu Koah zajmuje się przede wszystkim szkoleniami, warto zauważyć, że realizuje w większości własne autorskie programy. To ma niebagatelne znaczenie, kiedy zdołasz uchwycić właśnie ten kreatywny sposób myślenia.

Założyciela Instytutu Rozwoju Osobistego Koah również możesz posłuchać w Kontestacji... :)

Subiektywnie: daj bałwanowi palec w sobotę...
Jestem przekonany, że na mój sposób patrzenia na ostatnie spotkanie wpłynął udział w MBA. W zasadzie nic mi się nie podobało w sobotę, przez porównanie wszystkiego z wystąpieniem Pana Witkowicza. Najpierw gość opowiada o tym, jak ważne jest zdrowie: czuję się jak na kazaniu. Potem wyskakuje z jakimś MLMem, znów wiem, że to nie dla mnie.

Potem znów ktoś coś sprzedaje: i tutaj pojawia się refleksja z tylnych rzędów – ludzie zapłacili (niedużo, bo niedużo, ale zawsze), targają się z całej Polski nocnymi pociągami i mają prawo oczekiwać czegoś sensownego, a tutaj usiłuje się z nich wyciągnąć bonus w dosyć banalny sposób... Żeby było jasne – raczej nie jest to wina ASBIRO, ale niesmak pozostaje.

… w niedzielę zechce całą rękę
Niedzielne spotkania uratowały trochę sytuację. Stylu przedsiębiorczości Marcina nie każdy musi lubić, nie każdy pochwala. Ale szacunek dla osiągnięć trzeba mieć, trzeba też rozumieć osobowość sprzedawcy. Mi się to wystąpienie podobało, było szczere i dynamiczne, choć pod koniec też już naciągane do zegara. Ludzie zaczęli narzekać z innego powodu – znów zmiana prowadzącego, o której dowiadujemy się w momencie wejścia na salę.

Popołudniowa sesja też przypadła mi do gustu. Było sporo merytorycznych podpowiedzi, wyraźna koncepcja, widać z daleka, że wszystko zostało przemyślane i przygotowane. Może i trafiały się chaotyczne zdania, ale to chyba trema...

Podsumowując – był to jak na razie najsłabszy zjazd ASBIRO w jakim brałem udział. Tym bardziej przykre to doświadczenie, że poprzedni niemal zaowocował już zapisem na MBA...

czwartek, 27 października 2011

Pierwszy zjazd MBA ASBIRO: wszyscy kochamy Tada Witkowicza

Inteligentny, szczery, doświadczony facet z poczuciem humoru – a do tego wszystkiego właściciel małej fortunki... Dla niektórych będzie to wymarzony kandydat na męża, ale dla mnie to przede wszystkim wzór do naśladowania (nie tylko dlatego, że jest już żonaty ;) ). Tad Witkowicz, bo to o nim mowa, był gościem ostatniego zjazdu ASBIRO, w którym (dzięki uprzejmości Kamila Cebulskiego) miałem okazję uczestniczyć jako 'słuchacz' kursu MBA...

---
Wszystkich zaniepokojonych moim 'odejściem' uspokajam, nic mi nie jest, nie zapuściłem robotniczego korzenia za granicą ani nie zrezygnowałem z blogowania. Po tak długiej niezapowiedzianej przerwie czekałem tylko na dobry moment na 'relaunch' – i właśnie ten moment nadszedł :).
P.S. Szkicownik Paryski będzie kontynuowany na zasadzie retrospekcji...
---


Sobota:
Pierwszego dnia cztery grupy kursantów (dwie MBA i dwie KP) razem słuchały wykładu Tada. W części przedpołudniowej przede wszystkim poznaliśmy kto zdaniem najlepszego polskiego anioła biznesu jest idealnym przedsiębiorcą. Wielu słuchaczy było zaskoczonych...

Bo idealny przedsiębiorca zdaniem pana Witkowicza ma 30-40 lat, od 10 lat pracuje w tej samej branży i regularnie awansuje w ramach (najlepiej) tego samego przedsiębiorstwa. Kurcze, kolejny autorytet mówi mi, że 'lepiej' iść do pracy. Tym razem posłucham ;).

Po całej serii pesymistycznych, aczkolwiek trafnych uwag na temat cech i umiejętności dobrego biznesmena nadszedł czas na pytania i drugą część wykładu.

Jak króliki z kapelusza
na projektor wskakiwały kolejne dokumenty z logo Otago Capital czy Hub Angels opatrzone napisem 'highly confidential'. I choć samo to nie robi wielkiego wrażenia (google...), to sposób analizy danych, myślenia o biznesie we wszystkich jego aspektach i prezentacji sprawia wrażenie uczestnictwa w świetnym pokazie magii. Nagle człowiek z prowincji zdaje sobie sprawę ile jeszcze brakuje mu do czegoś, co nazywane jest 'wiedzą' i 'doświadczeniem'.

W trakcie dyskusji jednak rozmowa wróciła znów na temat 'budowania' osobowości przedsiębiorcy. Świetnie – poznaliśmy metodę rekrutacyjną Tada Witkowicza dzięki wspólnej analizie nadesłanych do jednej z jego inwestycji CV. I znów, wbrew przedsiębiorczościowej propagandzie sianej w polskim internecie okazało się, że studia mają dla poważnego biznesu ogromne znaczenie („i wszyscy znów ten marketing studiują, eh...”).

Niedziela
Pokaż co potrafisz!
W niedzielę nastąpiła dwukrotna zamiana miejsc. Najpierw warsztat przyjął formę, w której grupa odgrywała role inwestorów, a odważni prezentowali swoje projekty biznesowe i wystawiali się pod ostrzał pytań i zarzutów...

Analizy, propozycje współpracy, zmian, dyskusje i wymiana doświadczeń – gdzieś w Polsce zdarza się to w podobnym gronie? Już po kilku minutach przekonałem się, że ci ludzie nie trafili do ASBIRO przypadkowo.

Kiedy skończyły się pomysły (albo odważni) warsztat przyjął nieco inną formę: Tad Witkowicz usiłował nas przekonać do zainwestowania w jeden z biznesów zgłaszanych do Hub Angels Investment Group. Analizowaliśmy biznesplany, raporty i sprawdzaliśmy wyniki Due Dilligence.

Kot odwrócony...
Czyli na koniec coś o początku. Na początku sobotniego wykładu był networking przygotowany przez pana Grzegorza Turniaka (BNI Polska). Jako, że mój pociąg zaliczył 50minutowe spóźnienie nawet nie otarłem się o ten event, który wspominam tylko z 'kronikarskiego' obowiązku. Koledzy mówili, że było za ciasno i za krótko...

Ogólne wrażenia
są jak najbardziej pozytywne. Z niewielką przesadą można powiedzieć, że dla mnie spotkanie z Tadem Witkowiczem (którego dwa filmiki już zamieszczałem na tym blogu tutaj i tutaj) było bardziej 'przeżyciem' niż szkoleniem ;).

Tak jak pisałem wcześniej – większość dokumentów prezentowanych w ten weekend można samodzielnie wyszperać w necie. Ba, można nawet znaleźć i pobrać kilka książek o analizie dokumentów aplikacyjnych i samym procesie DD za darmo. Ale to nie dokumenty stanowią o jakości MBA w ASBIRO.

Jako humanista (nie tylko z wykształcenia) decydując się na udział w szkoleniu oczekuję nie tylko powiększenia mojego zasobu słownictwa o kilkanaście zwrotów, których nie zrozumie nikt z moich znajomych, ale też prowadzącego, który będzie umiał wyjaśnić, co te zwroty oznaczają.

W końcu produkt Tada był lepszy od konkurencyjnego, bo miał więcej światełek :D...

Czas na MBA? - Czas na MBA!
Po powrocie z Warszawy jestem już niemal w 100% pewien, że w 2012 roku zostanę 'studentem' MBA. Cena nie jest wygórowana, a sama Alternatywna Szkoła Biznesu (i czegoś tam :P) udowodniła mi, że jest warta zaufania.

Tym bardziej, że moje inwestycje powoli się rozkręcają... Ale o tym już kiedy indziej! :)

... it's good to be back!

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Drugi zjazd KP ASBIRO – relacja i garść przemyśleń

Miniony weekend obfitował w emocje za sprawą Alternatywnej Szkoły Biznesu. Zaczynając od pomyłki z budzikiem i trzyminutowego sprintu za autobusem, na pomyłce z biletami PR/TLK kończąc – było ekstra :D. I to nie tylko ze względu na 'wykładowców', ale i na uczestników. Rozkręciła nam się integracja, oj rozkręciła... A w maju integrujemy się w Żywcu, strach pomyśleć ;).

Tak jak ostatnio relację napiszę w zestawie: najpierw info o faktach, później moje opinie. Sobotę zaczęliśmy od premierowego pokazu nowego roll-upa ASBIRO, po czym na scenę (czy jak to tam się nazywa) wkroczył

Jacek Chmielecki
Czego człowiek turlający się latami po korporacjach IT może nauczyć przedsiębiorców? W zasadzie chyba nikt nie wiedział czego się spodziewać po tym wystąpieniu. Ale wszyscy byliśmy zaskoczeni. Wystąpienie Jacka miało dwie części: pierwsza koncentrowała się na strategiach inwestycyjnych dotyczących rynku nieruchomości. Odrobina Kiyoskiego i całkiem sensowna lista podpowiedzi dotyczących dwóch sfer: konstruowania umowy z najemcą i negocjowania ze sprzedającym.

Druga część była w zasadzie warsztatem dotyczącym skutecznej rekrutacji. Eksperyment chyba się powiódł – po małej 'dramie' okazało się, że 90% z nas zatrudniłoby kłamcę na sprzedawcę, 'bo sprzedawca powinien świetnie umieć kłamać'. Jak to mówią – wyszło szydło z worka ;). Jacek po swoim świetnym przede wszystkim aktorsko wystąpieniu otrzymał długie brawa. A po przerwie obiadowej słuchaliśmy człowieka, który wie czym jest skuteczny networking.

Jacek rozkręca aktualnie firmę związaną z produktami inwestycyjnymi - dostała nam się promocyjna oferta, w której można dostać w prezencie 1000 złotych...

Grzegorz Turniak
Szef polskiego Business Network International opowiadał o... networkingu w kontekście kariery, poszukiwania pracy i poleceniach jako metodzie zdobywania klientów. A ten ostatni temat szczególnie w odniesieniu do biznesów usługowych.

Poznaliśmy prywatną wersję słynnego już kwadrantu przepływu pieniądza i opinię pana Turniaka na wiele tematów. Ale chyba najważniejsze co usłyszeliśmy to praktyczne wskazówki dotyczące tworzenia własnej strategii networkingowej i etyki. To bardzo ważna i przydatna wiedza: jak nie zrobić z siebie agresywnego i bezczelnego automatu do rozdawania i zbierania wizytówek. Wydaje mi się, że przydała by się kilku zagorzałym MLMowcom ;).

O sobotniej integracji napiszę kila słów później, w niedzielę natomiast mieliśmy emocjonalny roller coaster, który zaczął się od wystąpienia prezesa niszczonej regularnie przez bank PeKaO SA MALMY.

Michel Marbot
Urodzony we Włoszech Francuz, który rozwijał (między innymi) greckie banki... aby przeprowadzić się do Polski, zrealizować tutaj pierwszą prywatyzację i z małego malborskiego zakładu zrobić producenta najlepszego rankingowo makronu na świecie. Jak wiadomo 'mały prężny' szybko podpada 'większym'. O negocjacjach, roli rodziny i prawa – o tym odpowiadał szef Malmy.

Poznaliśmy też wiele ciekawostek z zakresu rozwoju biznesu przemysłowego, jak i intencjonalnego oddziaływania na ludzi. Wystarczy powiedzieć, że pracownicy Malmy przez rok pracowali bez wynagrodzeń i nie uciekli od swojego szefa. W zasadzie ogląd sprawy uzyskasz choćby w oświadczeniu Stowarzyszenia Przejrzysty Rynek.

W tym wystąpieniu poza merytoryką w oczy raził... optymizm. Zrozum związkowców, zrozum sędziów, zrozum biurwy, polityków – wygrasz.

Jan Piński
I optymizm się kończy. Szef Agencji Informacyjnej TVP i publicysta ekonomiczny Wprost (ujawnił 'Taśmy Oleksego') mówił jak rozszyfrowywać język mediów, dlaczego warto odpuścić sobie czytanie Pulsu Sedesu, i jak złapać dziennikarza za 'pióro'. Słuchaliśmy o burdelu panującym w każdym medium, bankowo-komórkowej supremacji reklamowej nad każdym naczelnym i innych rzeczach oczywistych dla wielbicieli teorii spiskowych.

Ale dla przedsiębiorców najważniejsze były te części wystąpienia, w których pan Piński przedstawił PR od kuchni. Kogo się śledzi, jak się śledzi, jak się go niszczy. Za co płacić, jak płacić, ile płacić. Żeby nie było tak 'obskurnie' dowiedzieliśmy się też jak się bronić przed takim atakiem i jak podejmować współpracę z dziennikarzami w przyjaznej formie.

I oczywiście – ile Rubik zarabia na 'muzyczce' z Wiadomości, kto pisze 'artykuły' Kaczyńskiego i Tuska...

Spóźnialska sobota
Teraz czas na odrobinę opinii. W sobotę najbardziej drażniły mnie nie zamykające się drzwi. Kultura kulturą, ale kilkugodzinne spóźnienia potrafią wyśmienicie zepsuć przyjemność z wykładu tym, którzy wykładowców, organizatorów i współ-słuchaczy szanują.

W wystąpieniu Jacka dla mnie akurat najbardziej wartościowym elementem był pomarańczowy bonus na końcu sali – w postaci jego żony, Renaty. 'W kuluarach' przekazywała nam doświadczenie inwestora i pośrednika na tacy i z wielką chęcią pomocy. Dowiedziałem się choćby tego, jak zabezpieczyć sobie w umowie możliwość bezproblemowego eksmitowania wynajmującego.

Pana Turniaka udało mi się poznać ponad rok temu w lubelskiej grupie BNI. Nie byłem (inni byli) zachwycony tą postacią. Nie lubię agresywnych 'amerykańskich' akwizytorów. Podczas sobotniego spotkania poznałem kolejną twarz szefa Business Network International Polska. Tym razem był to nieźle intelektualizowany i racjonalizowany wykład w stylu akademickim.

Śmieszył mnie choćby z tego powodu, że widziałem praktykę w wykonaniu tego człowieka skrajnie różną od treści przedstawianych na prezentacji. Było to jednak jakiś czas temu, więc może i w samym networkingu coś się zmieniło?

Malmowa niedziela
Muszę zacząć przede wszystkim od tego, że bardzo lubię i szanuję Francuzów, jestem bardzo związany z ich krajem choćby przez osobę mojego ojca. Szef Malmy potwierdził w mojej głowie wszystkie pozytywne stereotypy na temat tej nacji. Optymizm człowieka, który wszystko postawił na firmę i ludzi, którzy w niej pracują. Który walczy z polityczno-korporacyjnym potworem pamiętając o tym, że ważne jest w życiu mieć do kogo wracać.

Po raz setny okazuje się, że w biznesie to nie konkurencja szkodzi Ci najbardziej.

Popołudniowe wystąpienie Jana Pińskiego również bardzo mi się spodobało. Było nieco 'kontestacyjne', ale też miało wyraźnie taki cel. Co do wiedzy praktycznej nie dowiedziałem się czegoś niesamowicie odkrywczego (współ-moja pierwsza firma jest do dzisiaj agencją PR; studiuję dziennikarstwo), ale sposób prezentacji i dobór argumentów naprawdę zasługuje na pochwałę.

Najweselszym elementem układanki jest sytuacja, w której pan Piński odmówił powtórzenia wystąpienia na moim uniwersytecie, kiedy go o to poprosiłem. Cóż, uniwersytet – lewacka dola.

Przemyślenia, czyli Kamil Cebulski i niańdzia niańdzia
Pierwsze moje przemyślenia dotyczyły warsztatów zatrudniania PH. 90% zatrudniło kłamcę, argumentując, że sprzedawca B2B przecież musi umieć kłamać i 'dobrze się sprzedać'. To, że tak właśnie wygląda polski rynek B2B wcale nie przekonuje mnie, że powinno tak pozostać. Pomyśl:


  • czy, jako klient chcesz, żeby obsługiwał Cię sprzedawca-kłamca?
  • czy uważasz, że Twoją grupą docelową są ludzie ulegli, kretyni i debile?
  • czy sądzisz, że uzyskasz wiernego i zadowolonego klienta przy pomocy kłamstwa?
  • o wiarę i chęć zawierania win-win deal aż wstyd pytać...


Cieszę się, że znalazłem się w grupie 10%, którzy kłamcy by nie zatrudnili. Wierzę w prawdę i jakość (i pewnie to jest jeden z moich słabych punktów).

Drugi zestaw myśli dotyczy naszej integracji i osoby Kamila Cebulskiego, któremu wyrwałem w sobotni wieczór kilka godzin z życiorysu. Z dnia na dzień nabieram coraz większego szacunku do Kamila. Nie tylko dlatego, że 'podarował' mi wjazd na zajęcia z Tadem Witkowiczem w trakcie MBA, ale przede wszystkim za godną podziwu spójność myśli, słowa i działania w jego wykonaniu.

Najmłodszy milioner w Polsce jeździ dziesięcioletnim Megane na gaz, sypia z nami w hostelach po 25 złotych za łóżko, i cieszy się życiem. Opowiada z prawdziwą fascynacją o tym, co robią ludzie dookoła niego, o polskich misjach w Afryce (stąd niańdzia niańdzia), o logice i sprawiedliwości. Wszystko szczerze i wprost. Otoczony od kilku lat prezesami-pozerami napinającymi wizerunki do granic możliwości jestem pod ogromnym wrażeniem tej osobowości. Wielki szacunek.

Ostatnie spostrzeżenia dotyczą przedsiębiorców jako 'stada'. A dokładnie tego, że stada nie ma. Przedsiębiorcy jako grupa są jednym z klasycznych przekrojów społeczeństwa: tak samo trafiają się wśród nich chamy, prostacy, oszuści, cwaniacy i pozerzy jak i ludzie, których należałoby nazwać przede wszystkim 'pozytywistami'. Pamiętasz 'pracę organiczną'? To właśnie o takich... Powoli leczę się z szanowania ludzi tylko dlatego, że zarobili kupę kasy i rządzą wielkimi przedsiębiorstwami. Naiwny jestem, nie? ;)

Cóż mogę jeszcze dodać? Tony materiałów wideo już są na serwerach ASBIRO, hasło dostał kto pytał :). W te święta będę miał co oglądać/słuchać (materiały można ściągać w .flv i .mp3). I jestem już pewien, że będę studentem MBA, kiedy? – zależy od zasobności portfela, pewnie za rok, w końcu absolwenci KP mają zniżkę :)...


wtorek, 22 marca 2011

Pierwszy zjazd KP ASBIRO - pierwsze opinie

Kilkudziesięciu przedsiębiorców, kilku biznesmenów, masa wiedzy i kilka piw - tak w wielkim skrócie wyglądał mój debiutancki zjazd na Kursie Podstawowym ASBIRO. Najważniejsze, co przytrafiło mi się minionego weekendu to mała reorganizacja czaszko-mózgowia połączona z całkiem przydatną dawką wiedzy i postaw, których mi brakowało.

Jak obiecałem już wcześniej - nadszedł czas na pierwszą relację i moje mądrości ze spotkania Alternatywnej Szkoły Biznesu i Rozwoju Osobistego...

Sobota
Jan M. Fijor
Na otwarcie kursu Kamil Cebulski przygotował nam od razu wystrzał z potężnego działa - pierwszym wykładowcą, jakiego dane nam było słuchać został pan Jan Fijor. Posłuchaliśmy o pięciu największych wrogach początkującego przedsiębiorcy i o tym, że nie każdy do prowadzenia własnej firmy się nadaje, choć... przedsiębiorczość może być uśpiona w nas przez lata. Zakończeniem pierwszego wystąpienia była nasza runda auto-prezentacyjna, gdzie każdy miał okazję opowiedzieć o sobie w kilku zdaniach.

Paweł Urbański
Po przerwie wróciliśmy na wystąpienie chłopaka, który stracił wzrok w wieku 13 lat, a nie przeszkodziło mu to w zdobywaniu kolejnych wielkich szczytów (Spitzbergen, Mount Blanc i inne takie...) i prowadzeniu własnego, efektywnego biznesu. Paweł przede wszystkim motywował, wyjaśniał i pocieszał 'na zapas' :).

Integracja
Soboty tradycyjnie ponoć kończą się na wspólnym piwie, więc i tym razem nie mogło być inaczej. Nasza integracja miała dodatkowego plusa - mieliśmy okazję przenieść się do hotelu, w którym nocowali ludzie z równolegle pracującej grupy MBA i pogadać z 'wyjadaczami'...

Niedziela
Janusz Maruszewski
W niedzielny poranek kolejne uderzenie - człowiek, dzięki któremu Strefa Inwestorów i SIndicator miały okazję zaistnieć na rynku w obecnej formie. Mogliśmy poznać kulisy powstawania SI, znaczenie i metodę dobierania partnera biznesowego i doświadczenia Janusza w tej kwestii. Ale ciekawa autobiografia to nie jedyny atut tego wystąpienia. Druga część to rozbrojenie techniki darmowej próbki, analiza i bardzo elastyczne przykłady zastosowania cross- i up-sellingu w każdym biznesie B2C.

Paweł Biedrzycki
Czyli merytoryczna strona Strefy Inwestorów i SIndicatora. Było merytorycznie: Paweł podarował nam banalną (dlatego genialną) strategię inwestowania długoterminowego opartą na umiejętności czytania statystyki ze zrozumieniem (bez żadnych wskaźników i innych fundamentalnych syfów). A jak komuś mało i 'w gorącej wodzie kąpany' - dostał też taktykę jedno lub kilkudniowej spekulacji opartą na autorskim pomyśle Pawła - formacji Kata (nie, nie wygooglujesz tego).

Artur Król
Szczerze mówiąc najbardziej zaskakujące wystąpienie. Po coachu i NLPowcu spodziewałem się (pewnie nie tylko ja) sztampy: podskoków, wodotrysków, opowieści jacy to wszyscy jesteśmy zajebiści, etc. A tutaj dostaliśmy prosto w twarz, o tym jak robią nas w balona wszyscy macherzy od 'osobistego rozwoju'. O tym, dlaczego warto czasem z siebie zrobić idiotę, jakie kłamstwa kryją się za 'Sekretem' i jak się kończy nieodpowiedzialne stosowanie NLP (czy NLS, PUA i innych shitów) w ramach pomysłu na siebie.

Opinie: rozczarowanie i olśnienie
Sobota bardzo mnie rozczarowała. Pan Fijor zamiast opowiedzieć coś o swoim, bogatym przecież życiorysie, zainspirować czy pouczyć - mówił tylko 'znam', znałem', 'osobiście poznałem', 'jest taki'... Człowiek, który tyle osiągnął nie chce się ani słowem pochwalić. Do tego punchline'y znane słuchaczom Kontestacji... Nic nowego, nic fajnego - albo miałem wygórowane oczekiwania, albo wystąpienie nie było do mnie.

To samo tyczy się wystąpienia Pawła. Jakoś jestem przekonany, że nie tylko ja, ale i ludzie, którzy wysupłali te kilka złotych i jechali po kilka godzin do Wawy, którzy założyli lub niedługo założą własną działalność - są na tyle zmotywowani, że dodatkowa motywacja nie jest już potrzebna. Ale znów - może celem tych wystąpień było po prostu 'łagodne wejście' w samą ASBIRO, a ja oczekiwałem tylko suchych faktów...

Niedziela za to wciskała w fotel. Janusz przygotował się świetnie z prezentacją, anegdotami i dobrymi argumentami. Nawet ludzie, których nie interesuje e-biznes czy sprzedaż B2C słuchali z zainteresowaniem i zrozumieniem. Jeśli chodzi zaś o wystąpienie Pawła: wielu ludzi idąc na jakiekolwiek szkolenie liczy na łatwą i szybką receptę na sukces - i taką właśnie receptę otrzymali (przynajmniej częściowo).

Zakończenie dnia w wykonaniu Artura Króla było równie ciekawe. Nie tylko utwierdziłem się w swoich przekonaniach na temat całego biznesu coachów i trenerów, ale też dostałem kilka ciekawych rozwiązań do przemyślenia i stosowania w przedsiębiorstwach usługowych.

Wisienki na torcie
Jest ich kilka. Największym jest zestaw indywiduów, jakie mogłem poznać w te 2 dni. Potężna dawka informacji (choćby o tym, w której gminie nie zapłacisz niektórych podatków), poglądów, doświadczeń... Innym 'bonusem' jest strefa wiedzy - obiecano nam dostęp do setek nagrań z poprzednich grup (inne gr miały zajęcia z innymi przedsiębiorcami), nasze zabawy też były nagrywane 'dla potomnych'. Kolejny to oczywiście postawa wszystkich prowadzących i samego Kamila; każdego z nich można było zasypać publicznie i indywidualnie dowolną ilością dowolnie skomplikowanych pytań i dowiedzieć się 'tego i owego'...


Ciekawe, czy trafił tu ktoś z mojej grupy... :D


czwartek, 24 lutego 2011

Mistrzowski toast, czyli nieustające szkolenie z wystąpień publicznych (i ponoć z przywództwa też).




Wystąpienia publiczne są dla większości z nas problemem. Badania wykazują ponoć, że wielu z nas boi się ich jak śmierci. Stres autoprezentacyjny czy tremę można pokonać, o czym przekonują nas spece od rozwoju osobistego. Niemal 90 lat temu, w słonecznej Kalifornii powstał pierwszy klub Toastmasters: grupa ludzi, którzy za cel postawili sobie wzajemną pomoc w rozwijaniu umiejętności publicznego przemawiania.

Dzisiaj 260 000 członków Toastmasters International na całym świecie spotyka się raz w tygodniu na ponad 90minutowych spotkaniach, aby korzystając z amerykańskich doświadczeń przemawiać, organizować i oceniać. Wszystko to dla realizacji dwóch programów: przywództwa i przemawiania (leadership & speaking). Oczywiście wiedza nie jest darmowa - ale o tym później.

-
Chcę zaznaczyć, że kluby TI opisuję przede wszystkim na podstawie moich kilkumiesięcznych doświadczeń w klubie ToastMasters Lublin, w którym przez chwilę byłem nawet w 'zarządzie'... W innych miastach/klubach sytuacja może wyglądać nieco inaczej.
-

Speaking program
jest realizowany w formie kilku etapów (Competent, Bronze, Silver i Gold). Kolejne etapy składają się z przemówień ułożonych według kryterium trudności. Pierwsze zadanie mówcy to przedstawienie się (icebreaker), kolejne to np. zabawianie lub inspirowanie audytorium. Poziom trudności równeiż wyznaczają dodatkowe 'utrudnienia': świadome użycie mowy ciała czy użycie akcesoriów i prezentacji. (całą listę wyzwań programu 'kompetentny mówca' znajdziesz na stronie http://kompetentny-mowca.pl/ ).

Oprócz wypowiedzi, które można zaplanować, na każdym spotkaniu TM należy być przygotowanym na 'gorące pytania', na które będziesz musiał odpowiedzieć improwizując. To bardzo ciekawy i przydatny tych spotkań, kładzie przede wszystkim nacisk na elastyczność i inteligencję mówcy. Po sesji 'gorących pytań' przeprowadzane jest głosowanie i autor najpopularniejszej odpowiedzi zostaje nagrodzony jakimś symbolicznym upominkiem.

Leadership program
również jest kilkustopniowy (Competent, Bronze, Silver). W ramach tego programu (prowadzonego równolegle z programem przemówień) członkowie klubu realizują różne funkcje podczas spotkań. Słuchają i oceniają mówców pod względem poprawności stylistycznej i gramatycznej, płynności czy umiejętności dostosowania wystąpienia do warunków czasowych. Krytykują i oceniają również w formie wystąpień.

Nieco bardziej zaawansowanymi funkcjami są stanowiska ToastMastera czyli wodzireja spotkania, czy np. mistrza gorących pytań odpowiedzialnego za wymyślenie i przeprowadzenie konkursu gorących pytań. Ostatecznym wyzwaniem w ramach programu przywództwa jest zasiadanie w 'zarządzie', gdzie w funkcji Vice-President możesz realizować się w zbieraniu kasy, spisywaniu obecności i postępów mówców czy promowaniu klubu w środowisku lokalnym. (pełną listę wyzwań znajdziesz na stronie: http://kompetentny-lider.pl/ ).

Przebieg spotkania
Każde spotkanie zaczyna się od przedstawienia tematu, mówców i osób pełniących konkretne funkcje. Później mówcy prezentują zaplanowane wystąpienia (najczęściej jest ich 3) i rozpoczyna się konkurs gorących pytań. W trakcie liczenia głosów klubowicze korzystają z krótkiej przerwy.

Po przerwie oceniający wygłaszają swoje opinie (każdego mówcę ocenia kilka różnych osób), ogłaszany jest zwycięzca konkursu a każdy z gości nie należących do klubu i obserwujących spotkanie ma okazję wypowiedzieć swoją opinię i zadać pytania. Całe spotkanie kończy się w części oficjalnej ustaleniem funkcji i tematów na kolejny tydzień.

Po części oficjalnej następuje część 'nie'oficjalna, czyli klubowa/barowa/knajpiana integracja. Nieobowiązkowa, ale (jak można się domyślić) całkiem przyjemna...

Przywództwo - to brzmi dumnie
Ile bym książek, szkoleń i filmów o przywództwie i wielkich liderach nie przeczytał/odbył/oglądnął, o tyle wzrasta moje przekonanie, że przywódca jest przede wszystkim szczery. Niestety na spotkaniach TM istnieje niepisany prikaz stosowania tzw. kanapki i zwracania uwagi w formie pozytywnej sugestii. Kończy się to brakiem rzeczywistego postępu. Osoba, która przeprowadziła humorystyczne pajacowanie nie na temat usłyszy, że ma świetne poczucie humoru i wyśmienity gust co do koloru paznokci, może trochę nie trzyma się tematu ale całość na prawdę była wyborna. Czyli dostaje sygnał 'było niemal wspaniale'.

W życiu (a w szczególności w biznesie) usłyszy: You stink!

Innym, wręcz logicznie sprzecznym z umiejętnością dobrego przewodzenia 'prikazem' jest zakaz poruszania tematów seksu, polityki, religii i ogólnie - światopoglądowych. Nie znam skutecznego przywódcy, który nie umiałby przekonać ludzi w tematach światopoglądowych (seks akurat mało tu pasuje).

Korpo...
Wystarczy jednak zagłębić się w listę sław TM (dostępną tutaj), aby zauważyć poziom przywództwa, jaki reprezentując absolwenci... Politycy średniego szczebla, managerowie średniego szczebla (może ze słynnym Dow Chemicals to przesada) i właściciele niewiele znaczących firm. Pozytywnie wybija się Napoleon Hill, niestety ani TM nie zajmuje znaczącego miejsca w jego biografii, ani nie był on znaczącym liderem (choć skutecznym pisarzem i doradcą wielkich polityków).

Wszystko to ludzie pracujący w systemie korporacyjnym: mieli własnego przywódcę 'z jajami', przewodzili maluczkim. W systemach, w których ważniejsze od prawdy jest bycie gładkim i okrągłym, człowiekiem milusim i kochanym. TM uczy broń Boże nikogo nie obrazić choćby domysłem realnej krytyki, odpowiadać komunikacyjnie na zapotrzebowania odbiorcy, nie komunikować siebie.

... terapia
Jak wiadomo, w temacie rozwoju osobistego najczęściej sprzedaje się ludziom nie konkretny wzrost kompetencji, a wzrost samozadowolenia. Dlatego też wszyscy szukający akceptacji i potwierdzenia swojej wartości będą się czuli tutaj jak w niebie. Poza koślawą 'kanapką' (w tym wypadku małą kanapą do przytulania), którą już opisałem, doliczyć trzeba kompulsywne klaskanie niczym w audycjach amerykańskich tele-ewangelistów. Każdą aktywność członków audytorium nagradza oklaskami...

Jeśli ktoś bardzo szuka przyjaciół ostatecznie znajdzie ich podczas nieoficjalnej części barowej. To też element korporacyjnie rozumianej integracji, formalne związki należy w końcu cementować zwykłą przyjaźnią. Nie ja powinienem oceniać, czy to profesjonalne działanie, choć muszę przyznać, że nigdy nie miałem ochoty przed nikim udawać, że go lubię 'bo tak trzeba'.

Model biznesowy
Na różnych stronach klubów są podane różne koszty zabawy (wszystko zależy od daty aktualizacji strony i kursu USD). Koszt podręczników (jednorazowy) to około 120 złotych, tyle samo zapłacimy co pół roku za prawo uczestnictwa w spotkaniach klubu. Dla amatorów korporacyjnego poszukiwania kresek do CV znajdzie się dodatkowa korzyść w postaci Certyfikatu przynależności do TM (wow!).

Dodatkowo co jakiś czas organizowane są w poszczególnych dystryktach dodatkowe szkolenia, przede wszystkim dla 'zarządów'; oraz spotkania międzynarodowe - dodatkowo płatne. Niestety nie udało mi się prześledzić drogi pieniędzy, ale wystarczy przeliczyć ilość członków * 100 złotych, aby zauważyć, że organizacja warta jest równowartość 52 000 000 złotych rocznie...

DIY
To, że się wycofałem z TM nie znaczy, że mi się ten pomysł na rozwój osobisty w ogóle nie podoba. Ba - podoba mi się pomysł, a nie wykonanie. Dlatego też podejmuję próbę zrobienia tego po swojemu: otwieram grupę angielskojęzyczną TM w Lublinie :). Jeśli mieszkasz w 'Koziegrodzie' i masz ochotę bawić się w rozwój osobisty w anglojęzycznym klubie ToastMasters bez wazeliniarzy - pisz na studencki.portfel [@] gmail.com :). Uważam, że warto.


Byłeś kiedyś na spotkaniu klubu TM? Cieszyłbym się bardzo, gdybyś opisał swoje wrażenia (mam nadzieję, że są lepsze niż moje) :D.


piątek, 21 stycznia 2011

Najlepsze szkolenie biznesowe - The Apprentice

You're fired! Trump, Sugar i Bouris.
Od 2004 roku widzowie anglojęzycznych telewizji mogą uczestniczyć w masowym, darmowym szkoleniu z 'przedsiębiorczości' prowadzonym przez najlepszych biznesmenów i menadżerów na świecie. Najpierw Donald Trump w stanach, później Baron Alan Sugar w UK i Mark Bouris w Australii - zadecydowali o uczestnictwie w show pod tytułem 'The Apprentice'. O czym jest ten program? Najlepszą podpowiedzią będzie hasło najpowszechniej kojarzone z The Apprentice i Trumpem - you're fired!

The Apprentice to reality-show, rodzaj znanego nam 'big brothera'. Jednak jego główny temat o wiele bardziej przybliża go do mojego bloga: show jest jedną wielką klikutygodniową 'rozmową o pracę' dla 16 osób. W trakcie tej rozmowy uczestnicy wykonują różne zadania biznesowe, podczas których są oceniane ich zdolności i umiejętności. Po każdym zadaniu jedna osoba odpada...

Uczestnicy walczą przede wszystkim o pracę u biznesmena prowadzącego całą maskaradę. Oczywiście najlepszy kawałek tortu do wyrwania mają amerykanie: każdy zwycięzca dostaje pracę jako zarządca kolejnej inwestycji nieruchomościowego bogacza :). Kto może zostać uczestnikiem? Każdy, kto nie wstydzi się swojego CV: restauratorka, korporacyjny sprzedawca, makler czy kowboj...

-
W ostatnich sezonach programu w USA zasady się zmieniły (nazwa też: Celebrity Apprentice) i opowiada on teraz o walce 'gwiazd' (np. sprinter Michael Johnson) o pieniądze na cele charytatywne.
-

Praktyka pod okiem mistrza
Do oglądnięcia kolejnych odcinków skłoniło mnie moje uznanie dla osoby Donalda Trumpa. Lubię jego przesadną pewność siebie i skrajną szczerość. 2 miliardy $ wartości netto i 50 milionów $ przychodu rocznie mówią, że jest się od kogo uczyć. Tym, którzy wypominają 500 milionowy majątek jego ojca (w przeliczeniu na dzisiejszą wartość USD) przypomnę tylko, że Trump kilkakrotnie bankrutował, szczególnie wliczając w to upadek w latach 90tych.

Ale jeśli ktoś nie polubił kreatora The Trump Organization, może polubi gwiazdę brytyjskiego wydania: Lorda Sugar? Syn krawca, który pierwsze pieniądze zarobił sprzedając smażone buraki ćwikłowe. Po drodze zahaczył np. o Tottenham Hotspur, by skończyć z 1,1 miliarda $ wartości netto. Czasem zdarzy mu się nakrzyczeć na podwładnych lub zrobić straszną minę, jednak warto słuchać jego wyjątkowo celnych spostrzeżeń...

Ostatni z gwiazdorów The Apprentice, Australijczyk Mark Bouris jest z serii najbiedniejszy. Ostatni biznes sprzedał raptem za 500 milionów $ ;). I też jego styl w programie najmniej mi się podoba (oglądałem raptem ze 4 odcinki).

Najlepsze szkolenie
biznesowe, jakie w życiu widziałem. Nie dość, że łącznie to kilkaset godzin podglądania najlepszych przy pracy, to jeszcze rozsądna analiza i podstawowe wnioski podane na tacy. A użytkowanie własnych szarych komórek w trakcie oglądania zmagań 'praktykantów' jeszcze zwielokrotnia przyjemność z rozrywki. Lekka i przyjemna forma podania wielu, czasami zaskakujących informacji.

Ale to, co uważam za największą wartość tych programów to skala 'niedoróbek', jakie ukazują. Kiedy przewodziłem quasi-biznesowej organizacji studenckiej największym problemem były wyidealizowane wyobrażenia o przedsiębiorcach i przedsiębiorstwach, zarządzaniu i wszystkich tych super-cudach, o których opowiadają specjaliści od rozwoju osobistego. Kilka płytek z kolejnymi odcinkami The Apprentice przekonały ludzi, że burdel, zamieszanie i głupota towarzyszą nawet biznesom z dziewięcioma zerami w księgowości. I że można sprzedać za 200 000 $ czekoladki, których jeszcze nie ma, a ich opakowanie zrobiło się godzinę temu z brystolu.

Im większy biznes, tym łatwiejszy
Same ludzkie historie mają przede wszystkim wymiar rozrywki. W końcu to rodzaj big brothera i trzeba zaspokoić potrzeby ciekawskich. Jednak najważniejsze są obserwacje, jakich można samemu dokonać: na przykład analiza metod sprzedaży i negocjacji, czy choćby procesy grupowe i zarządzanie bandą ambitnych i chciwych indywidualistów.

Kolejną korzyścią, jaką przynosi oglądanie tego programu jest wzbogacenie wiedzy na temat planowania przedsięwzięć biznesowych. Stres potrafi wyłączyć ludziom mózgi, czasem nawet tak do stopnia, w którym zapominają o hurtownikach jako największej dźwigni sprzedaży. A bycie biznesmenem, to odpowiedzialny, ale i prosty 'zawód'...

Jak fajnie, to nie u nas..
Niestety w naszym kraju w TV możemy oglądnąć każdy rodzaj badziewia, poza badziewiem przydatnym ;). Dlatego też, jeśli chcesz oglądać The Apprentice zostaje Ci Youtube i teorrenty. Z jednej strony szkoda, że w naszym kraju nikt nie ma ochoty nawet zainteresować się produkcją takiego programu, ale z drugiej, kiedy pomyślę o tym kto mógłby zająć u nas miejsce Trumpa zaczynam rozumieć telewizyjnych bossów.

Oj, rozpisałem się, a tak na prawdę chciałem Cię tylko zachęcić do oglądnięcia pierwszego odcinka pierwszej serii The Apprentice. Tak w sam raz na luźniejszy weekendowy wieczór...










Mam nadzieję, że podobał Ci się pilot :). Udanego weekendu!

P.S. Znasz może jeszcze jakąś ciekawą i przyjemną formę uczenia się od najlepszych?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...