Podoba Ci się ten blog? Chcesz być na bieżąco z nowościami - subskrybuj kanał RSS... Co to jest RSS?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inwestycje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inwestycje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 kwietnia 2012

Nauka na błędach V: jak informal investor traci kapitał...


Było już słodko i miło, czyli o zarabianiu. A teraz będzie jęk, płacz i zgrzytanie zębów ;). Jak przystało na porządny dziennik inwestycyjny, po odpowiedzeniu sobie na pytanie 'dlaczego zarobiłem?' w poprzednim poście, nadchodzi czas na inną zagadkę: dlaczego straciłem? Dlaczego nie zyskałem więcej?

Inwestycje pre-ipo nazywane są często 'smart capital'. Tydzień temu udało się trochę polansować, ale nadszedł czas na kubeł zimnej wody – 'capital' może i jakiś został, ale 'smart' to ja nie jestem... Ten wpis będzie analizą tego co złe, głupie i bezmyślne w moich 3 ostatnich inwestycjach w horyzoncie 12-18 miesięcy.

Lekcja 1: Przyjaźń i pieniądze raczej nie idą w parze
Tak. Ile razy ja to powtarzałem? No to mam za swoje. Czasami odczuwam głupią pokusę przetestowania reguł, którym najwyraźniej nie do końca ufam (a co?, do odważnych świat należy!). Zainwestowałem w pomysł człowieka, którego znałem od kilku lat (przez pewien czas widywaliśmy się nawet kilka razy dziennie)...

W ten sposób dałem się wciągnąć w inwestycję, której podstawowym zabezpieczeniem było 'no przecież mnie znasz'. Był też biznesplan z dziedziny, o której mam raczej blade pojęcie – budowlanki. I ciekawe doświadczenie, czyli równolegle prowadzony drugi projekt z 'inwestorem'.

Lekcja 2: pamiętaj o 'pożyczkowym teście'!
Na szczęście nie zgłupiałem do reszty i inwestycję zacząłem od pożyczki. 3 miesiące, 5%, na 'papier'. Pieniądze zostały przeznaczone na zakup maszyny, która była podstawą biznesplanu. Trzy miesiące minęły... i nic.

Minął rok. Prośbą, groźbą i graniem na flecie udało mi się odzyskać 5% zainwestowanego kapitału. W ramach zwrotu z inwestycji dostałem za to tony bajkowych e-maili z czymś, co jest tak naprawdę próbą manipulacji moimi emocjami: opowieściami o tym, jak to setki pracowników stracą pracę a ich rodziny pójdą na bruk, bo 'ja' domagam się zwrotu moich pieniędzy.

Strasznie zły ze mnie człowiek. Gdybym jeszcze nie wiedział, jak się ma druga firma...

Lekcja 3: nie warto być 'tym drugim'
Tak brzmi morał powyższej, ale i kolejnej historii. Moja pożyczka w budowlance była 'przybudówką' do pierwszej, dużej inwestycji. W kolejnej było podobnie. Tym razem zainwestowałem w najprostszy biznes na świecie: handel. W osobę z kilkuletnim doświadczeniem. W osobę prowadzącą sklep. I tu jest haczyk ;).

Pożyczka była jak zawsze obliczona na 10% tego, co wydawało mi się rozsądną potrzebą. Miała być spłacona po 6 miesiącach z procentem dublującym ówczesne oferty banków. Została spłacona po 15 miesiącach z jeszcze wyższym procentem (czyli mogę być zadowolony).

Wszystko zeszło tak długo z prostej przyczyny: kłopoty. Wyjątkowo marne obroty w sklepie i przyrost stanu rodzinnego każdego rozsądnego człowieka skłaniają do przyjęcia postawy defensywnej. Kto wtedy myśli o ryzyku inwestycyjnym?

Lekcja 4: czy powinienem naciskać?
Plan inwestycyjny zawierał dwa (z mojego punktu widzenia) bardzo ważne cele: zatrudnienie sprzedawcy w sklepie i pozyskanie handlowca dla nowej oferty. Dokładnie zaś – pozyskanie dwóch i pół handlowca, licząc zwolnionego z obowiązków właściciela sklepu :). Koszt operacji – około 4 000 brutto miesięcznie. Porównując koszt z opisaną powyżej sytuacją zauważysz pewnie powód niepowodzenia.

Pytanie jakie sobie zadaję, brzmi: jakie zaangażowanie powinienem wykazać w tej sytuacji? Biorąc pod uwagę, że była to pożyczka – w zasadzie nie powinienem się odzywać. Taki zresztą jest też cel 'testu pożyczkowego', aby sprawdzać inwestycję jako niezależną działalność. W grę wchodziła też sytuacja prywatna, rodzinna - a mi przecież nic do tego.

Temat ciągle pozostaje otwarty, bo konkurencja śpi.

Lekcja 5: zdekoncentruj się
Trzecia inwestycja, to właśnie ta opisana przed tygodniem. I ta dziwna rada 'dekoncentrowania się' dotyczy jej w szczególności.

Kiedy pierwsze dwie pożyczki stawały w miejscu sprawa ostatniej inwestycji nabrała rumieńców. Zaczęły się spotkania, telefony, wyjazdy, ruszył excel i photoshop. W pewnym momencie zaczęła zajmować sporo czasu, więc trzeba było 'obciąć' ilość czasu dostępnego na inne działania. Najbardziej zmieniła się struktura networkingowa. Zamiast kręcić się wokół początkujących przedsiębiorców i instytucji ich zrzeszających wylądowałem znów wśród 'biznesmenów'.

Jakie są skutki? Teraz, kiedy wszystkie trzy inwestycje uważam za zamknięte muszę wracać do starych kontaktów, co zajmie sporo czasu i energii. Oczywiście łatwiej podgrzewa się stare kontakty, niż nawiązuje nowe, ale...

Przesadna koncentracja na aktualnych zadaniach nie sprzyja osiąganiu długoterminowych celów. Zez jest pożądany: jedno oko na 'teraz', drugie na 'jutro'.

Lekcja 6: niebezpieczeństwo sukcesu, czyli nie ma róży bez ognia
Inwestycja z poprzedniego wpisu nie tylko dała zarobić, ale też przysporzyła sporo zmartwień. Może to zabrzmi głupio, ale wzrost pojawił się zbyt szybko. Mój udział w tym przedsiębiorstwie przewidziany był na 24 miesiące, ale biznesplan został zrealizowany dwa razy szybciej.

Dlatego też 'wypadłem z obiegu' inwestycyjnego. Teraz pozostaję w stanie drażliwej nadpłynności. Na giełdę nie mam ochoty ruszać choćby dlatego, że uważam się na takie ruchy za głupi – patrzę na te słupki, i nic a nic w nich nie widzę. Bankom, a raczej rządowi, nie opłaca się już powierzać oszczędności. A inflacja (znów rząd) swoje zżera.

Inna konsekwencja jest jeszcze bardziej bolesna...

Lekcja 7: mieszka tu jakiś cwaniak?
Pamiętasz jak kończy się ta kwestia? 'Pan daje piątaka, a cwaniak trzydzieści!'. Oh tak, skarbówka ukarze mnie za moją ciężką racę.

A wszystko dlatego, że spodziewając 'wypłaty' dopiero za 2 lata wyrejestrowałem działalność gospodarczą. To oznacza, że będę musiał nieźle się nagimnastykować, żeby wyrobić odpowiednie straty do końca tego roku.

Oczywiście mogę otworzyć natychmiast kolejną JDG i kupić 'na firmę' kilka samochodów, ale nie będzie to żaden rodzaj uzasadnionych ekonomicznie kosztów. A już na pewno nie będą to koszty zbliżające mnie do założonego celu.

Tu znów z pomocą przyjdzie inkubator ;)...

Anyway
W pewien sposób kompromitacją jest stwierdzenie, że moje błędy wynikają z faktu, że nie stosuję się całkowicie do przyjętej wcześniej strategii. No cóż, pewnie wiele jestem w stanie wymyślić na swoje usprawiedliwienie, ale co to zmieni?

Odpowiadając na pytanie dlaczego zarobiłem, przyznam, że udało mi się trzymać strategii, a przede wszystkim 'testu pożyczkowego'. Kiedy straciłem, to dzięki temu działaniu – też niewiele. Ale mój zysk skarbówka obetnie dzięki wydatnemu ubytkowi w strategicznym rozumowaniu.


A teraz...
Inne, równie ważne pytanie brzmi: co dalej? Na pewno nie zaprzestanę inwestowania w cudze firmy. Jednak wiele się zmieni, bo już za kilka miesięcy skończę studia, i pomimo 8-letniego 'doświadczenia' w tej działalności nie będę już wracał na uniwersytet ;). Nie uważam się też za osobę na tyle szaloną, by rozpoczynać na nowo przygodę z własną firmą.

Kiedy myślę o swojej przyszłości, poza oczywistymi refleksjami na temat poszukiwania pracy, do głowy przychodzi mi szalony pomysł. Odłożyć jakąś drobną kwotę, powiedzmy 15 000, i uruchomić mini-konkurs biznesplanów, choćby za pomocą tego bloga.

Pomysł...


środa, 28 marca 2012

MAB: Success story, czyli zamieniłem złotówkę na stówkę, a teraz mam problem...


Pierwszy sukces projektu MAB stał się faktem. Tydzień temu zamknąłem inwestycję, która zarobiła nie tylko na siebie, ale przykryła też wcześniejszą wpadkę. No dobra, na waciki też zostało. Jako, że ostatnio na blogu wiało nudą i brakowało nowych postów – dzisiaj opiszę krok po kroku, co i jak robiłem, i jaką naukę z tego wyciągnąłem na przyszłość.

Krok I: networking
Szukanie okazji do inwestycji pozagiełdowych nie jest łatwe. Można oczywiście wykupić w sieci albo w gazecie ogłoszenie typu '100.000 pilnie oddam!', ale chyba łatwo się domyślić jaki będzie skutek takiego działania.

Moja inwestycja zaczęła się niewinnie, od projektu, na który dostałem zaproszenie od dyrektora lubelskiego AIP. Zabawa, choć miała w nazwie coś z 'innowacją', kręciła się wokół ludzi z biznesplanami na firmy produkujące zaproszenia ślubne albo piszące projekty unijne (sic!). No dobrze, może jeden gość miał 'innowacyjny' pomysł – jednak nikt tego się nie dowie, bo chłopak nie potrafił w żaden sposób nam wytłumaczyć, co jego firma będzie robiła.

Jednak moją uwagę przykuł uczestnik, który swoim zachowaniem przeczył ogólnie przyjętej zasadzie 'zarabiaj na swoim hobby'. Marek nie ma kota ani psa, a zarabia produkując 'akcesoria' dla tych zwierzaków. Szperając na Allegro znalazł sobie łatwy do wykonania wysokoobrotowy produkt z przyzwoitą marżą. Pomimo wzniośle magistersko-ekonomicznego wykształcenia wziął młotek do ręki – i zabrał się do roboty!

Krok II: zaufanie
Tak to już jest, że biznes lepiej robić z ludźmi, którzy chcązarabiać, niż z tymi, którzy się chcą we własnej firmie'realizować'. Wspólne cele inwestora i przedsiębiorcy są podstawą udanej współpracy. Teraz czas na pracę nad zaufaniem.

Świetnym testem zaufania zawsze są drobne pożyczki – najczęściej jest to kwota równa 10% tego, co moim zdaniem będzie firmie potrzebne. W ten sposób przede wszystkim nie ujawniam potencjału inwestycyjnego: nie dostanę biznes-planu z góry obliczonego na 100% mojego portfela.

Inne plusy takiej pożyczki to ograniczenie ryzyka, bo w razie inwestycji w nieodpowiedniego człowieka tracę raptem 1/10 kapitału (parę takich wpadek mam już za sobą). Po drugie zyskuję możliwość obserwowania potencjalnej inwestycji w akcji: dynamiki działań, jej stosunku do moich sugestii, czy po prostu uzyskanej z tych kilku groszy stopy zwrotu.

Oczywiście liczę się z tym, że ktoś natychmiast pobiegnie i wydrukuje sobie za 'moje' pieniądze wizytówki albo kupi bilet na Bahamy – no pain, no gain!

Krok III: due dilligence
Samo w sobie wyrażenie due dilligence oznacza należytą staranność – jest to proces 'sprawdzania' i analizowania przedsiębiorstwa i osób je prowadzących przez inwestora, zanim ten wejdzie ze swoim kapitałem do firmy. Od sprawdzania KRSu i rozliczeń finansowych, po rozmowy z pracownikami i kontrahentami. Rentgen.

Tutaj z pomocą, poza umiejętnością rozmawiania z ludźmi, przychodzi tzw. wywiadownia gospodarcza...

Później nadchodzi czas na analizę biznes-planu. Część technik już na blogu opisałem, inne pojawią się niedługo :). BP trzeba umieć czytać ze zrozumieniem, i odnaleźć w nim potencjalne problemy, miejsce dla siebie, i miejsce dla kolejnego inwestora – czyli przygotować strategię wyjścia.

Po analizie 'due dilligence' zazwyczaj zostaje niesmak. Początkujący przedsiębiorcy chcieliby umieć oszukiwać tak skutecznie, jak stare wygi... Nie wychodzi im. Najczęstszy problem: produkt skierowany 'do wszystkich', czyli całkowity brak badań rynku.

Krok IV: magiczna trójca
Czyli 'negocjacje' z księgową, prawnikiem, i przyszłą inwestycją obejmującą przede wszystkim wysokość wkładu i formę prawną zaangażowania. Jedni wybierają spółkę cichą, inni komandyt. Przestraszeni wolą płacić ZUS w spółce z o.o., głupi oddają pieniądze bez 'papierka'...

Jest jeszcze wiele rozwiązań pośrednich, np. inwestycje tzw. półpiętra (mezzanine) czy Asset Purchase, jednak umówmy się – kiedy w grę wchodzą kwoty mniejsze niż 50 000 złotych nie ma powodu, żeby sprawy przesadnie komplikować. I ewentualnie straszyć księgową ;).

Break: jak to było naprawdę...
Kiedy skończyły się już podchody i umizgi związane z 'zapoznawaniem' się i porównywaniem doświadczeń, planów, etc. - można było przejść do sedna. Jako, że firma działała w inkubatorze z dostępem do danych nie było problemów. Szybko zbadałem branżę i okazało się, że... należy się natychmiast wycofać z aktualnego profilu produkcji i modelu biznesowego.

Marek, jak każdy początkujący przedsiębiorca, chciał wprowadzać na rynek towar wysokiej jakości. Jakość = koszty → wyższa cena. Taka logika sprawdza się, kiedy sprzedajemy produkty, które mogą służyć podkreśleniu statusu: płaszczyki, które mają wyglądać jak drogie płaszczyki, czy okulary, na których chińskie dziecko wymalowało napis 'ARMANI'. Jednak w przypadku przedmiotów, które produkował Marek, ich jakość nie miała dla klienta żadnego znaczenia.

Rozpoczął się więc żmudny proces 'podsuwania' mojej inwestycji myśli o zmianie profilu produkcji. Kto dużo przebywał z przedsiębiorcami ten wie, że posiadają oni wszelkie możliwe patenty na prawdę i 'wszystkowiedzenie', dlatego też nie można mówić im wprost o potrzebie zmian :).

'Test pożyczki' wypadł znakomicie. Umówiliśmy się, że kupię bardzo potrzebną Markowi maszynę i wypożyczę mu 'własny' sprzęt. W ten sposób zyskałem materialne zabezpieczenie operacji. Jednocześnie firma, w którą miałem zamiar zainwestować natychmiast zwiększyła zatrudnienie i możliwości produkcyjne.

A ja przekonałem się, że mam do czynienia z poważnym facetem. Teraz nie zostało nam już nic innego niż wyrejestrować firmę z AIP i podpisać trochę papierków...

Krok V: biznes-planowanie
Człowiek, w którego zainwestowałem, miał wiele chorób polskiego przedsiębiorcy, ale tą, która mnie najbardziej wkurza jest choroba 'biznesplan mam w głowie'. Czyli biznes-planu brak.

Zaczęły się więc wycieczki na imprezy targowe, spotkania, analiza konkurencji i godziny telefonicznych rozmów z hurtownikami. Tydzień wytężonego główkowania, liczenia – i kłótnia z moją dziewczyną: mam głupi zwyczaj zapisywania wszystkiego co ważne na drzwiach. Czasami bez kartki pod spodem ;).

Nie jest ważne z punktu inwestora, żeby postawić na swoim – ważne jest, żeby firma się rozwijała prawidłowo. Wyliczenia wyliczeniami, ale Marek 'wiedział lepiej'. Zaproponowałem więc rozwiązanie eksperymentalne: wprowadzimy 3 linie jakościowe produktów 'i zobaczymy'...

Po miesiącu jasne było, że jeśli sezonowość jest mniejsza niż 50%, to jedynym, co się opłaca produkować, jest bezjakościowa tanizna.

Łącznie półtorej miesiąca po rozpoczęciu inwestycji biznes-plan został napisany niemal w całości od nowa.

Krok VI: wdrożenie
Kiedy inwestujesz, punktem skupienia Twojej uwagi powinna stać się tzw. ekonomia skali i jej wykorzystanie. Po to w końcu przedsiębiorca zabiegał o Twoją uwagę, po to oddajesz swoje pieniądze – aby firma rosłą w siłę.

Kiedy poznałem Marka był garażowym producentem 'czegośtam' sprzedającym wyłącznie przez Allegro. Nie miał nawet logo, choć działał już od 12 miesięcy. Dla ekonomii skali ważne było wszystko: zbudować markę, rozpocząć bezpośredni import półproduktów, zwiększyć możliwości produkcyjne i zatrudnienie, zbudować nowe kanały sprzedaży.

Tak, wróciłem do pracy nad grafiką :). Katalogi, strona, listy sprzedażowe i ofertowe, próbki. Kolejny tydzień i byliśmy gotowi. Jak wiadomo sprzedaż jest matką biznesu, więc musiałem też dołożyć swoje '3 grosze' do akcji akwizycyjnej.

Break: rzecz o relacjach...
Na początku przyjemnie łechtało moją próżność, kiedy Marek uważał mnie za obowiązkowy mebel w każdych negocjacjach. Musisz sobie jednak zdać sprawę, że poważna akcja akwizycyjna B2B to kilka tygodni siedzenia w samochodzie, jedzenia w samochodzie, przebierania się w samochodzie, i spania w byle wsiowych motelikach. Odechciewa się.

W inwestowaniu pre-IPO nie chodzi o to, żeby uczynić z kogoś swojego podwładnego, swoją kopię, bądź go po prostu od siebie uzależnić. Doradztwo, czy też coaching, jest ważnym elementem takiego działania, więc staraj się go wykorzystać właściwie.

W naszym wdrożeniu wszystko wyszło niemal idealnie, zgodnie z planem. Najdotkliwszym odstępstwem okazała się współpraca z największym polskim sprzedawcą detalicznym – nie udało się sprzedać im naszych produktów pod naszą marką... ale produkujemy ich markę własną. Zyskaliśmy w zamian ogromne wsparcie w postaci doświadczenia pracowników tej firmy, dzięki któremu udało się przeprojektować niektóre produkty i obniżyć ilość reklamacji do 0,4%.

Krok VII: strategia wyjścia
Nawiązując do pytania Tada Witkowicza: nie chcę mieć firmy, chcę mieć pieniądze. Dlatego też potrzebowałem sensownej strategii wyjścia.

Po pierwsze: strategia wyjścia musi definiować moment sprzedaży udziałów. Najlepiej – w początkowych momentach nowej, udanej akcji akwizycyjnej. Jeśli zechcesz sprzedać udziały zbyt późno, oferta nie będzie zbyt atrakcyjna, bo nie będzie oferowała oczywistych zysków. Jeśli zbyt wcześnie – będzie zbyt ryzykowna.

Po drugie: strategia wyjścia musi definiować typ inwestora, który odkupi Twoje udziały (target). Co innego oferuje się prywatnym inwestorom, co innego funduszom (najczęściej pre-giełdowego gotowca), a jeszcze co innego zagranicznej czy korporacyjnej konkurencji. Pod uwagę trzeba też brać oczywiście profil działalności inwestora i jego dostępność (czytaj: znajomości).

Moja strategia wyjścia musiała zrealizować się w tym miesiącu: firma rozszerza zakres działalności o nowe produkty, hurtownicy i detaliści reagują pozytywnie na ceny (niskie), konsumenci reagują pozytywnie na jakość (jeszcze niższą)... A kolejny ważny krok w biznes-planie to eksport do krajów niemieckojęzycznych – czyli coś, o czym nie mam zielonego pojęcia, i czego nie udźwignę.

Dlatego dobrze się stało, że udało się znaleźć kolejnego inwestora, który już dobrze wie jak wysłać i sprzedać towar za zachodnią granicą...

Break: coś, co trudno niektórym zrozumieć
Ostatnio często (szczególnie podczas zjazdów ASBIRO) ludzie zadają mi pytanie o sensowność sprzedawania 'kury, znoszącej złote jajka'. Irytujące.

Otóż: chcę zostać inwestorem po to, by lewarować kapitał, nie ludzi. Gdybym szukał idiotów, którzy będą na mnie harować całe życie, zostałbym MLM-owcem albo 'prywaciarzem'. Uważam, że postąpiłem słusznie i etycznie – podzieliłem się z przedsiębiorcą jego ryzykiem i obowiązkami, za co dostałem odpowiedni kawałek tortu.

---


Ojoj, chwila przerwy od pisania i znów mi się stutysięcznik sypie ;). W tym momencie przerwę wywód – a na dokończenie, czyli narzekanie na moje inwestycyjne problemy, zapraszam w najbliższy weekend.


* W tym wpisie, tak jak i w poprzednich, nie ma nazw ani danych, a Marek wcale nie ma na imię Marek - dbam o prywatność ludzi, z którymi pracuję.

---


Tak więc moja blogowa nieobecność związana była przede wszystkim z zamykaniem ostatniej inwestycji. Garstkę stałych czytelników przepraszam, ale poprawy nie będę obiecywał, nie wiedząc co mnie jeszcze czeka ;).

Będę wdzięczny za wszystkie pytania i komentarze, jak zawsze :).


środa, 7 marca 2012

Raje podatkowe: Singapur


Merlion - symbol Singapuru
(www.wikipedia.org)

Jest na świecie takie państwo, w którym wykonywana jest kara śmierci i kara chłosty, nie ma płacy minimalnej ani rozbudowanego socjalu, a policja może bez nakazu dokonać rewizji w każdym budynku i pomieszczeniu. Ten sam kraj jest jednym z 3 najbogatszych państw na świecie (w zależności od rankingu), nie ma tam ludzi żyjących poniżej granicy ubóstwa, a przychód wolny od podatku wynosi równowartość 50 000 złotych.



Gibraltar wschodu
Singapur, nazywany literacko 'Gibraltarem wschodu' jest kraikiem niemal 1,5 raza większym od Warszawy. Nie ma tam żadnych zasobów naturalnych, a samo państwo powstało... po wyrzuceniu go z Federacji Malezji.

Kiedy Singapur zmuszony został do samodzielności w 1965 roku jego PKB wynosiło około 510 dolarów na osobę. Obecnie PKB (GDP) wynosi tam niemal 60 000 dolarów na osobę według parytetu siły nabywczej miejscowej waluty (dolar singapurski = około 2,5 złotego). Mamy się z kim porównywać, w tej samej statystyce GDP PPP p/c wyciskamy raptem 20 000 $...

Jak się żyje w 'lwim mieście'?
Singapur, poza trzecim GDP PPP p/c na świecie (Polska – 46 miejsce), może poszczycić między innymi takim wskaźnikami, jak Human DevelopmentIndex na poziomie 0.846 (Polska – 0.813, dla porównania: Norwegia – 0.943), czy 2% bezrobociem wśród osób powyżej 15 roku życia zdolnych do pracy.

Nie wspominając o 15,5% odsetku gospodarstw domowych wartych minimum milion, tym razem amerykańskich, dolarów.

Singapur jest też jednym z 'rajów' (bądź 'oaz' podatkowych), które OECD wypisała na swojej liście 'państw stosujących nieuczciwą konkurencję podatkową'. Otóż to – biurwy uczą: jeśli kradniesz, to kradnij dużo. Kradnąc mało jesteś nieuczciwym konkurentem!

Panorama 'raju'
(www.wikipedia.org)
Podatki w Singapurze
Najatrakcyjniejsze elementy systemu podatkowego dalekowschodniego państewka to brak podatku od zysków kapitałowych (naszego 'podatku Belki'), 100 000 SGD ulga podatkowa dla start-upów (przeliczając – 250 000 złotych...), i 50% ulga na kolejne 200 000 SGD.

Wszystkie pozostałe przychody firmowe są rozliczane według 17% liniowej stawki. Jednak rząd Singapuru stosuje ulgi za inwestycje podnoszące wartość firmy, więc... W kontekście ostatniego golenia Polaków przez ich rząd warto też wspomnieć o ekwiwalencie naszego podatku VAT – podatku GST (Goods and Services Tax), rozliczanego wedługliniowej stawki 7%.

Indywidualni rezydenci (wymagane jest przebywanie na terenie Singapuru przez 183 dni w roku) płacą podatek dochodowy od 2% do 20% (podatek progresywny, jest 9 progów, najwyższy = 320 000 SGD), o ile zarobią powyżej 20 000 SGD.

Singapur a Polacy
Od 1993 roku obowiązuje między RP a Singapurem umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania, która jasno zwalnia 'osoby, które mają siedzibę' (osoby prawne) w Singapurze z naszych 'danin'. Ogólnie jednak należy uważać i zapoznać się z treścią tego dokumentu (link). Obowiązuje bowiem zasada terytorialnego ujmowania przychodu: jeśli na przykład będziesz rezydentem Singapuru, ale będziesz zarabiał wynajmując mieszkanie w Polsce – zapłacisz podatki 'u nas'.

W lwim mieście mieszka i pracuje niewielka grupka Polaków, których dosyć łatwo znaleźć przez internet. Jeśli jednak myślisz o wyjeździe jako 'osoba fizyczna' przygotuj się na stresujący proces uzyskiwania pozwolenia na pracę i wizy pracowniczej. Państwa dobrobytu niechętnie wpuszczają do siebie obywateli państw-nieudaczników.

Ucieczka, czy rozsądek?
Jak każdy, kto zarobił już jakieś pieniądze, staram się jak mogę chronić moje aktywa. Stąd też wzięło się moje zainteresowanie rajami podatkowymi :). W sytuacji, w której 'płemieł' robi co może, aby dobrać nam się do tyłków, to chyba najrozsądniejsze wyjście.

Singapur jest dobrym miejscem i do ulokowania kapitału, i własnego odwłoka. Można by się zastanawiać dlaczego w Polsce się tak nie da, ale to już temat na inne blogi...

niedziela, 4 grudnia 2011

Matryca Bostońska BCG: analiza portfela


Prosta tabela opracowana w 1969 roku przez Boston Consulting Group zawojowała świat wszelkiej maści menedżerów, stając się najpopularniejszym i podstawowym sposobem patrzenia na dotychczasowe osiągnięcia przedsiębiorstwa. Dzięki temu, że opiera się na łatwo dostępnych danych może też być przydatna do analizy konkurencji... Ale wszystko po kolei:

Kiedy rozwiniesz skrót BCG okaże się, że nie jest to tylko przykład najstarszej i najpowszechniej stosowanej metody controllingu, ale również przykład błyskotliwego PRu (marka przetrwa nawet, jeśli firma zniknie z rynku). Matryca BCG powierzchownie jest banalną metodą umożliwiającą szybką ocenę miejsca poszczególnych produktów firmy na rynku i podjęcie optymalnej decyzji co do ich przyszłości. Dzisiaj podpowiem Ci jak się nią posługiwać...

Matryca – z czym to się je?
Jak wiadomo wszystko wygląda lepiej, kiedy brzmi naukowo. Matryca = tabela (w tym przypadku). Rysujemy dwie osie: pionowa pokazuje tempo wzrostu sprzedaży w określonym czasie (pamiętaj o sezonowości rynków!), pozioma udział w danym rynku.

Kolejnym etapem jest identyfikacja tzw. Stratrgic Business Units, czyli produktów i usług, które są z punktu widzenia firmy najważniejsze. W małych firmach i start-upach trzeba po prostu wypisać wszystkie działania firmy podlegające sprzedaży.

Po przyporządkowaniu każdej SBU odpowiednich wartości dynamiki i wolumenu sprzedaży nanosimy na nasz 'wykres' (jako punkty). Dzielimy wszystko na 4 ćwiartki i...

Analizujemy matrycę BCG
Każda ćwiartka zawiera projekty związane z jednym z archetypów. Każdy z nich ma w różnych językach i kulturach inną nazwę, jednak ich znaczenie jest podobne:

Cash Cows, czyli kury znoszące złote jajka
to produkty o ustabilizowanej, wysokiej pozycji na rynku. Niewielkie wahania koniunktury nie wpływają na rentowność tych SBU, a największym zagrożeniem dla nich może być rewolucja technologiczna na danym rynku.

Aby lepiej wykorzystać te 'flagowe' projekty należy przede wszystkim zadbać o przedłużenie cyklu życia produktu (tańsze rozwiązanie) lub o rozwój badań w tym obszarze (postępująca specjalizacja, rozwiązanie kosztowne i ryzykowne). Warto więc pomyśleć przede wszystkim o redesignie, quasi-relaunchu, reklamie przypominającej, wejściu na nowe rynki lub koncentracji pionowej (w ramach łańcucha dostaw).

Stars, czyli złote dzieci
To produkty o wysokiej dynamice sprzedaży i sporym udziale w rynku. Gwiazdy dzieli się najczęściej na stare i młode. Te pierwsze są już od jakiegoś czasu na rynku, jednak są wrażliwe na zmiany rynkowe i nie 'doczekały' jeszcze stabilnej pozycji Cash Cows. Młode gwiazdy dopiero weszły na rynek i ich wzrost i udział w całkowitym obrocie jest tak wysoki przede wszystkim ze względu na nakłady promocyjne.

W obu przypadkach gwiazd podstawowa strategia związana z dalszymi inwestycjami mającymi na celu stabilizację pozycji rynkowej. Przede wszystkim należy pamiętać o prawidłowej konstrukcji planu marketingowego i budżetu! Celem rozsądnego menadżera jest uczynienie z gwiazdy 'dojnej krowy'. Przeinwestowanie w dany SBU kończy się przerostem oczekiwań, i cały projekt zamiast Cash Cow staje się

Question Mark, czyli trudne dziecko
To inwestycja, która pomimo sporej dynamiki sprzedaży nie zajęła adekwatnego do poniesionych nakładów miejsca na rynku. Jej utrzymywanie wiąże się nie tylko z ponoszeniem kosztów finansowych, ale też  emocjonalnych – co jest szczególnie ważne w małych firmach bądź start-upach.

Największe firmy zlecają prace nad 'trudnym dzieckiem' podwykonawcom lub pozbywają się go ze swojego portfolio. Mniejsi wykonują badania marketingowe i podejmują próbę redesignu SBU. Najmniejsze firmy najczęściej usuwają Question Mark ze swojego portfela.

Każda z tych opcji jest warta rozważenia, bo przy odrobinie zachodu dany SBU może stać się kolejną gwiazdą. Może też okazać się

Lazy Dog, czyli kula u nogi
SBU, które ani nie odnotowują sensownej dynamiki sprzedaży, ani nie zajmują dobrego miejsca na rynku – należy jak najszybciej usunąć z portfela. Należy oszczędzać kapitał: przeszkolonych pracowników i ich czas, ewentualną technologię, magazyny, drożność (przepustowość) kanałów sprzedaży.

Można postarać się na takiej likwidacji zarobić: licencjonować produkt, patent czy nawet sam znak towarowy/markę. Jeśli ma to sens należy też pozbyć się środków trwałych związanych z danym projektem. Jak mówi przysłowie: robi się buty, by ludzie mieli w czym chodzić; a nie by szewc miał pracę.

Inwestując w 'leniwego psa' ponosisz dodatkowe ryzyko związane np. z utrzymywaniem niewłaściwie spozycjonowanej marki lub niewłaściwych kanałów sprzedaży. Marnujesz kapitał, który może uczynić z trudnego – złote dziecko, lub z gwiazdy - dojną krowę.

Analiza konkurencji a la BCG
Wykorzystując dane o sprzedaży konkurencji, które wbrew pozorom łatwo pozyskać, możemy znaleźć bardzo dobrą niszę dla naszego produktu/usługi, bądź dla samych działań promocyjnych.

Ogólna zasada szybkiego biznesu mówi, że nie sensu pchać rąk między tryby wielkich korporacji. A jednak... Duże firmy muszą radzić sobie z wysokimi kosztami pracy przekładającymi się na niższą jednostkową wydajność. Jeśli jesteś w stanie zaoferować substytut zbliżonej jakości, np. na lokalnym rynku – będzie to wystarczająca nisza.

Po drugie pamiętaj, że duże firmy są często zacofane technologicznie (technologia to najczęściej ogromna inwestycja). Maluchy mają tutaj przewagę innowacyjności modelu biznesowego i przewagę polegającą na inteligentnym wykorzystaniu nowych technologii...

O znakach zapytania nie ma co pisać – nisza jest oczywista. Natomiast odrobinę więcej uwagi należy poświęcić kulom u nogi konkurencji. Jeśli ktoś wycofuje się z danego rynku należy bacznie przyjrzeć się powodom, dla których jego działalność okazała się nierentowna. Choćby po to, by samemu nie wdepnąć w ciepłe bagienko.

B2B product design a la BCG
Psów, krów i dzieci możemy szukać u klientów 'instytucjonalnych'. W każdej z ćwiartek mamy określone warunki sprzedaży i metody wydatkowania kapitału na poszczególne SBU. Rozsądek podpowiada więc:

Obniżać koszty gwiazd i krów, zwiększając ich skuteczność promocyjną. Badać możliwości stojące przed trudnymi dziećmi. Implementować jako podwykonawca technologię przedłużającą życie Cash Cows. Etc., etc, etc...

Najważniejsze dla start-upów są znaki zapytania. Jeśli duża firma sobie z czymś nie radzi – chętnie 'wynajmuje' pomoc. Takie wydarzenie nie tylko będzie 'kamieniem milowym' w danej firmie, ale też będzie przyczyną wzrostu wartości firmy w oczach potencjalnego inwestora.

Okiem inwestora
Znów: bardziej ryzykowne jest stawanie w szranki z cudzym leniwym psem ;). Z drugiej strony można przyjąć, że jeśli duża firma działała na danym rynku, to leży on w zakresie jej zainteresowań – czyli pojawia się atrakcyjna opcja kreacji dobrego produktu i odsprzedaży go jako całości tej firmie.

Lub odsprzedaży udziałów :).

Podsumowując: jeśli chcesz inwestować w jakąś firmę, to tylko w taką, której gwiazdą są trudne dzieci konkurencji i klientów. Wszystkie inne konfiguracje niosą ze sobą coraz większe ryzyko.

Piękno w prostocie
Tak można podsumować analizę portfela przy pomocy matrycy BCG. Brak skomplikowanych obliczeń, zastrzeżeń i warunków brzegowych sprawia, że jest ona narzędziem niemal uniwersalnym. Jak z każdym narzędziem – do jego poprawnego użytkowania należy dysponować jeszcze odpowiednim zasobem IQ, ale to już chyba nie jest Twoim problemem ;).



Używałeś już matrycy BCG? Co sądzisz o tej technice? A może znasz inną technikę, którą uważasz za lepszą?


sobota, 12 listopada 2011

Historia lubi się powtarzać – rzecz o cyklu w biznesie




Ponoć najbardziej naturalną rzeczą w otaczającym nas świecie jest cykliczność. Poszukując dobrego momentu na wejście na rynek w biznesplanie staramy się najczęściej odnieść do obecnej sytuacji i krótkich prognoz – ale czy nie powinniśmy też brać pod uwagę właśnie konsekwencji okresowych zmian i ich charakteru? Gdzie szukać punktu zaczepienia w ciągle zmieniającym się otoczeniu?

Przeglądając biznesplany łatwo zauważyć, że większość z nich nie zawiera żadnych scenariuszy związanych ze zmianami otoczenia, poza uwzględnieniem działań konkurencji (a i to nie zawsze prawda). Być może jest to wynikiem małej popularności analizy PEST, ale sprawia jedynie wrażenie niechlujnego pośpiechu...

Grają? Patrz na parkiet!
Podstawowym cyklem dla gospodarki jest cykl koniunktury giełdowej, który poprzedza większość wskaźników w całej ekonomii. Jak się dzieli i co dzieje się w poszczególnych fazach przeczytasz w byle podręczniku do ekonomii bądź na innych blogach...

Znaczenia wydarzeń giełdowych dla startupów nie da się przecenić z jednego, rzadko wspominanego powodu: propagandowego. Strach podbija ceny cukru i nabija bańkę pomimo realnego braku zapotrzebowania w kilka dni. Jedno pierdnięcie greckiego premiera – drugie S&P... I wszyscy analitycy mogą się swoimi wykresami i przepowiedniami (za przeproszeniem majestatu) po plecach poczochrać.

Większość 'inwestorów' i 'biznesmenów' zbyt szybko ulega złudzeniu posiadania wybitnej wiedzy (doświadczenia) i kontroli nad rynkiem. Dla nowo powstającej firmy takie wahania mogą być mordercze: podwojone w ciągu 3 dni zlecenie może być równie zabójcze co zlecenie wycofane.

Trafić w 'górkę'...
Im lepsza sytuacja gospodarcza tym łatwiej się sprzedaje. Media przestają przypominać, że może się nie udać, ludzie zaczynają odczuwać potrzebę 'pokazania się', akceptują wyższe ryzyko

Firmy stawiają na reklamę, szkolenia, poszukiwania pracowników, pijackie integracje w górskim pensjonacie. W warunkach rosnącego rynku 'każdy głupi' może otwierać firmę: kupuje się na zapas, na pokaz, na wszelki wypadek. Za co? Oczywiście na kredyt.

W czasie hossy najlepszy sales-pitch brzmi: Wasza konkurencja już to kupiła!

Czy w dołek?
Jakie konsekwencje dla osób myślących o własnym biznesie mają giełdowe dołki? Przede wszystkim wyznaczają kierunek oferty. W czasach spadających noży i niepewności oczywistym strzałem w dziesiątkę jest wprowadzanie na rynek produktów i usług optymalizujących wydatki.

Na rynkach B2B będą to wszelakie audyty i usługi polegające np. na organizowaniu małych przetargów (odwrotnych aukcji – wygrywa ten, kto da niższą cenę) dla średnich i dużych przedsiębiorstw. W B2C oczywistą przewagę mają pomysły w stylu Groupona.

Produkty oszczędnościowe i wszelkie magie (typu winnych czy nieruchomościowych funduszy) zyskują na znaczeniu, strategie defensywne nagle okazują się zyskowne. Ale trzeba bezwzględnie uważać – to w czasie giełdowego zamieszania najłatwiej o różne bańki (cukier – po raz drugi).

W czasie bessy najlepszy sales-pitch brzmi: Tak na prawdę nasz produkt jest darmowy, oszczędzacie miesiąc/ kwartał później!

Przykładem po googlach
Nie wiem czy zauważyłeś, ale w tym kontekście 'przestrzelonym' biznesem były porównywarki cen. Wpisałem właśnie w google 'samsung galaxy' – pierwsza porównywarka w top 10 była na 8 miejscu.

Cykl życia produktu i konkurencja ze strony tak samego allegro, jak i właśnie zakupów grupowych okazały się zbyt krótkie, aby porównywarki dotrwały do okresu potencjalnie żniwnego.

Oczywiście można się z tym nie zgadzać, ba – możemy nawet się zakładać ;) - ale uważam, że przy aktualnej panice oszczędnościowej, możliwościach mediów społecznościowych i zagęszczeniu na rynku handlu internetowego porównywarki byłyby hitem o wiele zyskowniejszym, niż w czasach swojego debiutu.
najprostszy cykl w B2B według
bloga walkersands.com

Sezonowość
Innym rodzajem zmiany atrakcyjności pomysłu na biznes w czasie jest zwykła sezonowość, która dotyczy każdego przedsiębiorstwa. Nie musi tutaj od razu chodzić o cykl pór roku, który natychmiast kojarzy się z producentami i handlarzami owoców czy obuwia.

Silna sezonowość występuje w B2B. Podstawę stanowią tutaj regulacje dużych firm dotyczące konstruowania, raportowania i korekt budżetu oraz rozliczeń podatkowych. W związku z tym lepiej akwizycję B2B najlepiej rozpoczynać we wrześniu.

W B2C sezony są na tyle oczywiste, że pozwalają na ustalenie świetnie stargetowanej kampanii reklamowej przedłużającej cykl życia produktu. Sam postawiłbym na przykład na promocję prepaidów wojaży długo-weekendowych sprzedawanych w okresie przedświątecznym, która powinna w niemal martwym okresie zwiększyć obroty i płynność biur podróży.

Czteroletnie paśniki
Inna jeszcze 'sezonowość' dotyczy polityki. Ogólnie można ustalić wzór: podział stołków – przekręt – upublicznienie przekrętu – mały przewrocik pałacowy – przekręt …. - przewrocik (teraz już budowanie 'koalicji') – głaskanie list – wybory.

Ma to przede wszystkim ogromne znaczenie dla marketingu. Polacy więcej uwagi zwracają na przepychanki polityczne niż na własne portfele, dlatego przy 'krzyżowym' zamieszaniu tak łatwo wyrwać im z kieszeni a to vacik, a to belkę... Twoja kampania zniknie wśród emocjonalnych wystąpień, czas i powierzchnie zdrożeją a najlepsi marketingowcy będą nieosiągalni.

Z polityczno-wyborczym sezonem związana jest też bardzo ważna umiejętność wchodzenia różnym osobistościom w... układy ;). Dodatkowo należy pamiętać, że po zmianie ekipy w wielu urzędach świeżynki-kuzynki nie będą w stanie w żaden sposób Ci pomóc, bo ani nie wiedzą jeszcze jak, ani nie chcą się narazić wujkowi samodzielną decyzją.

Ostatecznie: jeśli startujesz w przetargach, lub obsługujesz firmy realizujące inwestycje przetargowe – miej się na baczności. Palikotowa rejterada z lubelskiej PO pozbawiła kilka firm racji bytu w regionie...

'Sezony' demograficzne
są ważne choćby dla rynku nieruchomości. Dlatego też inwestowanie w ten sektor dzisiaj wymaga szczególnej uwagi – przy rosnącej liczbie rodzin 2+1 i nasyceniu blokowisk trzypokojówkami mieszkanie 'dla młodych' staje się potrzebą 'nice to have' o wiele bardziej niż 'must have'. 

Oczywiście istnieje rozwiązanie i tego problemu :). Trudności developerów rozwiąże na przykład weekendowe osadnictwo rosyjskich biznesmenów w naszych 'kurortach'.

Studenci to grupa, która łączy zmniejszone zapotrzebowanie na 'kwatery' ze spadkiem zainteresowania szkołami i uczelniami prywatnymi czy – w przyszłości – kształceniem dorosłych.

Ale demografia nie tylko ma znaczenie w kwestii konsekwencji reprodukcyjnych. Ważnym elementem jest odpowiednie zaplanowanie działań Twojego przedsiębiorstwa w społeczeństwie ubogich, nikomu nie potrzebnych starców. Ograniczenia percepcji, sprawności psycho-fizycznej, przyswajalności nowinek technicznych: to wszystko czynniki budujące nowe rynki.

Czy Uno-Cycle podzieli los SegWaya?
(www.en.wikipedia.org)
Technologia
Cykle technologiczne są ściśle związane z cyklami życia produktu – czasami drastycznie obniżonymi przez zaistnienie na rynku innowacji. Dla startupów najważniejsza jest właśnie ta innowacja.

Daje ona szanse i rodzi konkurencję: tak na przykład było z walką Androida z innymi systemami smartphonów. Prosta aplikacja na ciągle niedopracowany jeszcze telefon pozwalała zająć dobre miejsce wśród producentów oprogramowania na rodzącym się rynku.

Jak zawsze trafiają się technologiczne pułapki, przegrani w wyścigu: HD DVD, Asus M50 czy SegWay poza kosztami i stresem nie przysporzyły nikomu chwały. Pomyłki w technologii są bardzo kosztowne.

Kreatywność nie tak bardzo w cenie
Współcześnie aniołowie biznesu o wiele przychylniej patrzą na dobrze obliczone pomysły nastawione przede wszystkim na wykorzystanie najnowszej innowacji, niż na pomysły mające samodzielnie zmienić rynek. I nie chodzi tutaj tylko o porażkę wspomnianego SegWaya, która wielu nauczyła pokory.

Im bardziej rewolucyjny pomysł tym większych nakładów wymaga jego wdrożenie i tym dłuższy jest okres przygotowań, prototypu, alfy, bety, etc. A warunki się zmieniają, konkurencja i politycy nie śpią...


A czy Ty znasz jeszcze jakiś ważny dla biznesplanów cykl, którego pominięcie może być brzemienne w skutkach?


niedziela, 29 maja 2011

Mały Anioł Biznesu: krok I – strategia inwestycyjna

5 maja udało mi się wykupić 25% udziałów w małym, acz perspektywicznym przedsiębiorstwie produkcyjnym. Jako, że obiecałem napisać coś więcej o tym, jak przebiega taka inwestycja, rozpoczynam małą sekcję 'pamiętnikarską' na przykładzie tej właśnie firmy. Zapraszam więc do zapoznania się z pierwszym krokiem, który powinien uczynić każdy inwestor: próbą odnalezienia swojego miejsca na rynku.

Istnieją dwie metody zarządzania i wygrywania w życiu: metoda planowania i metoda 'żywiołu'. Wbrew pozorom i słowom inwestycyjnych guru metoda 'żywiołu' jest skuteczna, wymaga tylko od osób ją stosujących nieprzeciętnej inteligencji, bogatego doświadczenia i wybitnych zdolności. Ja akurat co do siebie nie mam wątpliwości: wszystkich trzech wymienionych cech mi brakuje. Dlatego lepiej zabiorę się za planowanie...

Sito
Planowanie inwestycji informal investors nie podlega standardowej procedurze 'planowania od końca' (jaki wynik chcesz osiągnąć). Skuteczność aniołów biznesu (choć moim zdaniem większości inwestorów w ogóle) nie zależy od czynników leżących wyłącznie w ich rękach. AB w ramach planowania budują przede wszystkim sito, przez które oddzielają inwestycje dla nich sensowne, od tych niewartych uwagi.

Takie sito stoi na dwóch nogach: modelu biznesowym i pożądanym wzorcu osobowym przedsiębiorcy. Część dotycząca modelu jest najczęściej związana z osobistymi doświadczeniami i możliwościami inwestora. Natomiast poszukiwania odpowiedniej osoby są związane z przekonaniami na temat tego, jakie cechy charakteru pomagają przedsiębiorcy odnieść sukces. Jak wiadomo lepiej zainwestować w średnio atrakcyjny biznes prowadzony przez odpowiedniego człowieka, niż w świetną firmę prowadzoną przez przeciętniaka.

Wielki rachunek sumienia
Wymagania dotyczące modelu biznesowego oparte są na przewagach danego inwestora jako wspólnika. Anioł biznesu nie jest jedynie dawcą pieniędzy. Czasami nawet ważniejsze od określonej kwoty są aktywa w postaci znajomości konkretnych ludzi i rynków, rozwiązań prawnych czy też zaawansowanych technologii.

Z drugiej strony inwestor musi pamiętać o tym... czego sam nie umie, na czym się nie zna, bądź czego będzie chciał uniknąć. Jest to raczej pomijane w literaturze planowanie oparte na słabościach (odnosząc się do popularnej analizy SWOT). Słabości inwestora to tak naprawdę pożądane mocne strony inwestycji.

W mojej strategii więc muszę uwzględnić wielkość firmy (nigdy nie zarządzałem zespołem większym niż 19 osób w 3 poziomowej strukturze), jej formę organizacyjną (interesuje mnie wyłącznie AIP, komandyt i z o.o.), charakter rynku podstawowego (B2B), i konkretne rodzaje zadań do spełnienia (np. ostatnio okazało się, że choć nie lubię być sprzedawcą, to moim podstawowym zadaniem jest organizowanie i przeprowadzanie akwizycji).

Łączmy się w pary, kochajmy się...
Istnieją dwie podstawowe kategorie inwestorów nieformalnych: jedni zajmują się budową i wdrażaniem modelu, drudzy sprzedażą. Dlatego też np. Nivi i Ravikant zalecają prowadzenie inwestycji w parach lub małych grupach inwestorów. Oczywiste jest, że jeśli inwestujesz sam, to potencjalna inwestycja powinna prezentować kompetencje i wyniki w jednej z tych dziedzin.

Ale w inwestowaniu nieformalnym inwestycja w człowieka ma trochę inne podłoże. Chodzi tutaj raczej o cechy charakteru i postawy, zrozumienie rynku i nastawienie do otoczenia. Wszystko to sprowadza się do racjonalności ekonomicznej. Do zrozumienia, że pieniądze nie mają uczuć ani pamięci.

Dla mnie ta część jest najbardziej rozbudowanym elementem inwestycji. Ciężko udzielić jednoznacznej odpowiedzi na większość pytań dotyczących idealnego przedsiębiorcy. Czy powinien być chciwy? Tak, ale w granicach 'uczciwości'. To znaczy w jakich granicach? Powinien być szczery? Tak, ale nie wobec wszystkich. Czyli wobec kogo powinien? I tak w nieskończoność.

Strategia Networkingowa
Networking jest najważniejszym narzędziem informal investors. Po pierwsze jest to najlepsza metoda zdobywania wiedzy i poszerzania swoich możliwości i rynków zbytu. Pozwala na budowanie zaufania – a to w biznesie jest najważniejsze.

Po drugie networking pomaga znaleźć dobrą inwestycję pośród chłamu chłopców z politechniki z głupawymi 'pomysłami na portal'. O wiele bezpieczniej wykupić udziały w kolejnym przedsięwzięciu kolegi-przedsiębiorcy, którego doświadczenie i znajomość rynku gwarantuje przynajmniej umiarkowany sukces.

Po trzecie: na eventach networkingowych (i nie tylko) można poszukiwać inwestorów, którzy przejmą od Ciebie inwestycję w momencie, w którym Ty już nic nie będziesz mógł wskórać dla jej dobra (i wzrostu wartości oczywiście). Niezależnie od strategii wyjścia (IPO, Akcje Serii A czy inne) taki inwestor zawsze jest nie tylko pomocą dla Ciebie i Twoim klientem. Jest też świetną kartą przetargową podczas negocjacji.

Z właścicielem firmy, w którą zainwestowałem, poznałem się podczas jednego z organizowanych przez AIP szkoleń. Takie właśnie eventy to świetny poligon do poszukiwań. Każdemu quasi-przedsiębiorcy wydaje się, że tworzy właśnie nowy MicroSoft, każdemu wydaje się, że ma za mało kapitału... Jeden na stu (albo i mniej) wart jest inwestycji.

Polowanie
Kiedy już wiem gdzie, kogo i z jakimi możliwościami poszukuję – z radością mogę wyjść na 'polowanie'. Jak na każdym polowaniu, tak i tutaj, pośpiech i roztargnienie nie są pożądane. Warto przepuścić kilka płotek, żeby wyłowić szczupaka. Szczególnie wtedy, kiedy na rekina nie ma co się porywać...

Po wyjściu na to polowanie okazuje się zresztą, że nic nie pasuje do strategii. Młodzi przedsiębiorcy mają gęby pełne PRowych frazesów i poprawności politycznej, głowy zawrócone stylem życia nowobogackich (new rich) i po jakimś czasie zadajemy sobie pytanie 'co jest nie tak'?

Na tym polega chrzest bojowy w tej zabawie :)...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...