Podoba Ci się ten blog? Chcesz być na bieżąco z nowościami - subskrybuj kanał RSS... Co to jest RSS?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oszczędzanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oszczędzanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 stycznia 2012

Wpis o tym, jak przyjemnie dziadować.


(www.demotywatory.pl)
Wydaje się, że temat oszczędzania został już na blogach wyczerpany. Każdy powinien przelać 10% miesięcznych... Proste rozwiązanie okazuje się nie takie znów proste, i wielu ludziom (w tym niżej podpisanemu) najzwyczajniej w świecie nie udaje się tą metodą odłożyć ani złotówki. Dlaczego tak jest, i w jaki sposób 'niezauważenie' udało mi się oszczędzić w tym roku ponad 20 000 złotych?...

Robiąc małe podsumowanie poprzedniego roku zdałem sobie sprawę ze smutnego faktu: dupa ze mnie, nie inwestor. Jednocześnie zauważyłem, że bogacę się niemal w tempie 100% rocznie. Wszystko dzięki oszczędnościom.

Dlaczego oszczędzanie nam nie wychodzi?
Żyjemy w świecie premiującym natychmiastowe wyniki: w firmie, w szkole, w życiu prywatnym. Liczy się tylko to, co jest natychmiast. Chcemy tego czy nie: przesiąkamy tą filozofią krótkiego terminu.

Co otrzymujemy natychmiast, kiedy podejmiemy decyzję o oszczędzaniu? Najnieprzyjemniejsze uczucie na świecie, zwane frustracją. 'Stać mnie', ale 'nie mogę'. I to jeszcze ja jestem tym głupkiem, który mówi, że 'nie mogę'.

Zupełnie tak samo, jak palacza nie motywuje informacja o uniknięciu raka za 20 lat, tak i mnie nie motywuje potwierdzony tabelkami na setkach blogów fakt, że za 20 lat będę milionerem za owe 10% miesięcznie...

Obchodzi mnie dzisiaj, że choć mogę, to nie chcę.

Jak więc uczynić oszczędzanie łatwiejszym?
Odpowiedź jest prosta: uczyń wzrost swojego bogactwa codzienną przyjemnością! Jak?

U mnie zaczęło się od najgłupszej, inflacjo-stratnej metody słoikowej. Postaw przed sobą słoik, szklankę, cokolwiek. Wrzuć do środka złotówkę, dwie, pięć... Taki właśnie dźwięk wydaje bogactwo. Pierwszego dnia moja przyszłość brzmiała właśnie jak pięć złotych. Drugiego już jak 60, bo 'natychmiastowe efekty' były słabe.

Zaimponował mi wtedy Marcin, który napisał na swoim blogu, że zaczyna kolekcjonować pieniądze. Po cichu do swoich kolekcji dodałem podobną. Przyjemność z natychmiastowego 'bogactwa' okazała się większa niż ta, którą dawały słodycze, piwo i inne pierdoły.

(www.demotywatory.pl)
No dobra, 5 złotych...
Po jakimś czasie okazuje się, że przyjemniejsza storna medalu już nie jest taka przyjemna: odporność na bodźce wzrasta im jest ich więcej i im są częstsze. Kiedy masz już 5 000 w skarbonce dołożenie kolejnej pięciozłotówki nie jest już taką wielką frajdą.

Jeśli nie działa stary bodziec – zastąp go innym. U mnie były to jednodniowe lokaty. Natychmiastowy (codzienny) i widoczny zaraz po zalogowaniu się na konto wynik znów zadziałał. Grosiki zbierały się w złotówki, złotówki w stówki...

Później przyszedł już czas na inwestycje. Inwestycje niosą ze sobą ryzyko, więc wracamy do pytania o natychmiastowy efekt. Znów niepewność, czasem nawet poczucie zagrożenia. Ja z nich akurat nie zrezygnowałem, ale wielu znajomych po pierwszej potyczce z giełdowym czy forexowym potworem dało sobie spokój.

Oszczędzanie czy dziadowanie
Aż chciało by się napisać: wybór należy do Ciebie. Prawda jest jednak odwrotna: to ludzie, którzy 'recenzują' Cię za plecami decydują, czy 'dziadujesz', czy jesteś po prostu oszczędny. Najczęściej są to ludzie, którzy z bogactwem mieli styczność co najwyżej oglądając 'Modę na sukces'.

Żyjemy w kraju, w którym nie wypada być bogatym i dążyć do bogactwa. Z drugiej strony: 'zastaw się, a postaw się' mówi mądrość ludowa. Ciężko w tym doszukać się logiki poza oczywistym wnioskiem – lubimy pozory.

Dlatego też uważam, że nie ma czegoś takiego jak skąpstwo. Swoje miejsce w świecie wyznaczamy porównując się z innymi. Więc jeśli już musisz się porównywać, porównuj stan skarbonki...

Jeszcze tekstu nie skończyłem, a już się ze  mną kłócą... ;)


(www.demotywatory.pl)







środa, 30 listopada 2011

Hip hip – hurraa! Pierwsze urodziny bloga :) + podsumowanie listopada


(www.cakes-you-can-bake.com)
Rok temu, kiedy zaczynałem pisać tego bloga, nawet nie myślałem o pierwszych urodzinach. Miał być rodzajem dziennika postępów terapii mojego portfela ;). Terapia się udała, i – co w sprawie finansów nie zawsze oczywiste – pacjent żyje i ma się dobrze! Zapraszam na moje pierwsze roczne podsumowanie...


Studencki portfel w liczbach...
96 postów, 190 komentarzy i ponad 24 000 wyświetleń – tyle udało się wypracować przez ostatnie 12 (a tak naprawdę 10) miesięcy. Biorąc pod uwagę fakt, że piszę nieregularnie, katuję narodowi przyzwyczajonemu do obrazków banię tysiącami literek i staram się nie obiecywać miliona w tydzień bez ruszania palcem – chyba dobrze ;).

Najwięcej wejść zawdzięczam google, na drugiej pozycji (niemal ex-aequo) są oba agregatory. Indywidualny blog, który bardzo mi pomógł to 'moje inwestycje' Pana Michała :) (dziękuję!). Jeśli chodzi o popularność postów, to na podium wybraliście:


W międzyczasie trafiały się okresowe najazdy na niektóre wpisy związane z linkowaniem ich na facebooku czy wykopie. Albo były tak głupie, albo tak przydatne – że aż warte pokazania znajomym. Dziękuję, miło poczuć się jakkolwiek docenionym.

Kryzysowy budżet
Czytając różne blogi nie mogę się oprzeć przekonaniu, że ostatni rok to pasmo klęsk. A nadchodzący będzie jeszcze gorszy. Dla mojego portfela ten rok był wyśmienity. Zaczynając od samego faktu 'ogarnięcia się' i rozpoczęcia mojej drogi do marzeń o wolności finansowej, na Francuskich 'saksach' kończąc.

Przez całe 12 miesięcy wskaźnik zarobione/wydane utrzymywał się w okolicy 2, (średnio 1,985). To raczej dobry wynik: zarabiać 2x więcej niż się wydaje. Jedynym miesiącem, w którym wydałem więcej niż zarobiłem był maj, a to ze względu na zakup binokli. Natomiast nominalnie największe zakupy zrobiłem w poprzednim miesiącu: prawie 4,3 k...

Wygląda to jak jakaś psychologiczna potrzeba odreagowania oszczędnej codzienności – trzeba będzie pomyśleć trochę nad regulacją tej prawidłowości (szał zakupowy raz na rok wystarczy ;) ).

Największa wpadka finansowa w tym roku to oczywiście strata czasu i 90$ na zabawę w buxy - aż wstyd wspominać...

Osobiście
jest dobrze :). Oczywiście cieszyłbym się, gdybym już był czyimś pracownikiem ;), ale też nie podjąłem jeszcze nawet jakiejś konkretnej akcji w tym celu – podpytuję znajomych, rozsyłam CV... Nie chcę iść pracować dla kolegów (wolę w nich mieć kolegów, bardziej niż szefów) ani do firm, dla których kiedyś pracowały moje firmy. Oczywiście ze względów ambicjonalnych.

Z drugiej strony oczekując na sylwestrowy 'wyjazd we dwoje' do Paryża też nie przykładam się do poszukiwania pracy jakoś szczególnie. Trochę lipnie byłoby rozpocząć współpracę od słów 'dobra, ale w pierwszy tydzień stycznia mnie nie ma, jestem w Paryżu.'.

Z doktoratu zrezygnowałem definitywnie: weekendy poświęcam dziewczynie i rozwojowi alternatywnych źródeł dochodu. Z tego względu (i po ostatnim marnym zjeździe) pod znakiem zapytania stanął kurs MBA ASBIRO. Jako absolwent KP dostanę stałą zniżkę na poszczególne wykłady i rozsądniejsze będzie wybieranie tylko tych prelegentów, którzy mogą mi skutecznie pomóc.

Ale wracając do podsumowań: przez ten rok udało mi się przeczytać i odsłuchać około 60 książek o biznesie i inwestycjach, czyli nieco więcej niż jedną tygodniowo. Cudów nie ma, ale chyba średnią ogólnopolską przebiłem ;). Z mojego udziału w szkole Kamila Cybulskiego jestem zadowolony, choć jak już wspomniałem – pewne zastrzeżenia zgłaszam. Podobnie z innymi szkoleniami, w jakich uczestniczyłem (jakieś 10 jednodniówek studenckich)

Listopad: miesiąc zamieszania.
Miesiąc zaczął się od biegania po urzędach i konsultacji z różnymi specjalistami. Na szczęście udało się znaleźć jakieś rozsądne wyjście co do mieszania moich inwestycji i przyszłej pracy.

Później zaczęło się Allegrowe bieganie na pocztę. Wszystkie moje aukcje kończą się w niedzielny wieczór, ale ludziska wpłacają pieniądze kiedy im się przypomni. Dlatego też codziennie nadaję po kilka przesyłek.

BTW: wczoraj spotkałem na poczcie mężczyznę (teraz to już kolegę), który handluje ciuchami: nadawał 84 przesyłki. Gadka-szmatka skończyła się konstatacją, że warto poszukać dobrej niszy. Na razie nie będę podnosił tego tematu, dopóki nie sprzedam tego, co mam do sprzedania. Ale na przyszłość pozostaje do uruchomienia kolejny strumień dochodu...

Projekty w realizacji
Tak więc szukam pracy tak, jak bym nie szukał – i tak będzie jeszcze do stycznia. Do czerwca dowiem się, czy ktoś chce, żebym został w Lublinie.

Akcja pod kryptonimem 'Allegro' ma się nieźle, ciągle idzie zgodnie z założeniami. W ciągu miesiąca sprzedałem połowę przeznaczonych do tego celu przedmiotów.

W sprawie projektu internetowego dałem ciała, i to solidnie. Miało powstać 20 stron bez zaplecza, powstały 2 z zapleczem. Grosiki spływają, ale trzeba będzie do końca grudnia sprawę 'ustawić'. Później już niemal wyłącznie podejmę starania, aby mój przyszły pracodawca mnie zauważył ;).

Moja jedyna inwestycja MAB ma się za to świetnie. Musiałem jej poświęcić nieco więcej czasu niż planowałem, ale pomysł z wdrożeniem drugiej 'linii' produktów okazał się strzałem w dziesiątkę. Zatrudnienie wzrosło, obroty wzrosły, a firma w zasadzie nie potrzebuje już pierwszej 'linii'... Im więcej czasu mija od wycofania się z pozostałych inwestycji, tym skuteczniej przekonuję się, że była to dobra decyzja.

Plany na przyszłość
Brak danych. Tak na serio – w szczegółach są sprecyzowane i (jak widać) powoli wdrażane, ale nie wiedząc jeszcze gdzie będę mieszkał po wakacjach nie mogę jeszcze zdecydować nic w kwestii inwestycji w nieruchomości.

Jeśli chodzi o tego bloga, to przygotowałem już sobie na niego nową skórkę, prawdopodobnie wrzucę tu taj też jakieś reklamy – będzie trochę testowania przy okazji uruchamiania kolejnych stronek z projektu internetowego. Nie oznacza to, że będą cycki w każdym artykule, a tematyką nie będzie codzienna 600-znakowa podnieta na temat przesunięcia przecinków w regulaminie jakiegoś banku...

Poza tym pozostało tylko czekać na czasy, kiedy politycy skompromitują się doszczętnie ;).

Podziękował

Na koniec (last, but not least) muszę Wam drodzy czytelnicy podziękować. Kiedy wyjechałem do Francji i przez kilka tygodni nic nie pisałem, myślałem, że blog umrze śmiercią naturalną. Okazało się jednak, że ciągle tu zaglądacie, komentujecie, piszecie maile z pytaniami i swoimi pomysłami na biznes – okazało się po prostu, że nie warto rezygnować z tej przyjemności przebywania z Wami :). Dziękuję.


A jak ostatnie 12 miesięcy przyczyniło się do powodzenia Twoich finansów?

sobota, 19 listopada 2011

150% zysku w miesiąc bez ryzyka, czyli magia zginania kręgosłupa ;)


(www.demotywatory.pl)
Zarobić 150% w miesiąc bez ruszania tyłka sprzed komputera – to możliwe? Pewnie tak. Bez ryzyka? no... Mi niestety się nie udało, musiałem się ruszyć, wyjść na zewnątrz – ba, nawet zrzuciłem kilka kilogramów. Biorąc pod uwagę, że ta gimnastyka trwała raptem godzinę dziennie: nie żałuję.

W podsumowaniu października pisałem, że rozpoczynam swój projekt wyprzedaży 'śmiecia' na Allegro. Od tamtego czasu sprzedałem ponad 100 przedmiotów. Kilka ze stukrotnym zyskiem, kilka za 2 złote... Sto to niewiele, ale poznałem już kilka typów ludzi, nauczyłem się podstaw allegrowej manipulacji. O tym wszystkim postaram się Ci dzisiaj napisać jak najwięcej (tak, znów będzie stutysięcznik).

Allegro – tygodniowy plan start-upa
Żeby zacząć handel na Allegro nie trzeba kosmicznych nakładów czasu czy pieniędzy. Nadchodzący świąteczny tydzień i około 20-50 pln wystarczy w zupełności ;).

  1. Jednego dnia zapoznasz się z regulaminem portalu i informacjami na forach prawniczych dotyczącymi gwarancji, zwrotów, kosztów przesyłki, etc.
  2. Drugiego ściągniesz z sieci darmowy program GIMP i poświęcisz kilka godzin na przerobienie tutoriali z forum gimp.info.
  3. Trzeciego dnia przy pomocy kolejnego darmowego kursu HTML z netu zapoznasz się z regułami tworzenia tabel i wstawiania zdjęć – wieczorem będziesz miał już gotowy własny szablon
  4. Czwartego dnia poszukasz w internecie podpowiedzi jak za 20 pln zrobić namiot bezcieniowy (light tent) i wybierzesz się na zakupy
  5. Piątego dnia pożyczysz od znajomego aparat i przygotujesz fotki i opisy aukcji – zdjęcia wrzucisz na darmowy photobucket
  6. Szóstego dnia jak wiadomo należy się odpoczynek :), przy okazji można przejrzeć aukcje konkurencji i zanotować ceny już sprzedanych i niesprzedanych przedmiotów z Twojej kategorii
  7. I w niedzielę wieczorem wystawisz aukcje...


Dokładnie tyle zajęły mi przygotowania.

Klucz do sukcesu: analiza konkurencji
Jeśli już się uczyć, to od najlepszych. Większość drzwi w każdym biznesie zostało już wyważonych – znajdź tego, który to zrobił najlepiej i... Nie, nie kopiuj – ulepszaj. Czytając regulaminy na aukcjach zawodowych handlarzy poznasz wszystkie problemy i bolączki tej branży.

Poznasz też dane o średniej sprzedaży, cenie, wpływie ilości komentarzy na jedną i drugą statystykę. Ocenisz poziom merytoryczny opisów, jakość przygotowania szablonów i wszystko inne, nad czym będziesz się zastanawiał pisząc we własnej głowie mini biznes-plan.
(www.demotywatory.pl)

Najlepszy zarobek
to oczywiście... wysyłka. Na początku postąpiłem opisaną wyżej drogą: koszty przesyłki dla poszczególnych towarów ustaliłem na poziomie innych aukcji. W praktyce okazało się, że są zawyżone nawet o 100%! Najwyraźniej marzeniem alle-sprzedawcy jest sprzedawanie powietrza – 7 pln polecony ekonomiczny.

Nawet nie trzeba bardzo oszczędzać na pakowaniu – tournée po osiedlowych sklepikach dostarczy Ci odpowiedniej ilości dobrej tektury, a w hurcie koperty bąbelkowe są śmiesznie tanie.

150% zysku kalkuluje się banalnie: zdecydowana większość wystawionych przeze mnie przedmiotów to aukcje z kategorii 'kolekcje'. Kolekcje kupowane we Francji na vide-greniers za 0,1 eur sztuka. Cena minimalna – 1 pln :). Średnia oszczędność na przesyłce – dodatkowe 2,23 złotego. Najtańszy przedmiot poszedł za 2 pln, najdroższy – X00 pln.

Kilka trików
Wystawiam wszystko od 1 pln bcm. To zdecydowanie skuteczniej angażuje licytujących, tworzy wrażenie 'tanizny' i 'okazji'. Dobra – w zasadzie nie od 1 pln, a od 1,47 – taka cena znów wyróżnia przedmiot, kiedy ktoś skorzystał z wyszukiwarki i sprawdza ceny. Niska cena wywoławcza sprzyja też samej finalizacji – czyli uruchamia natychmiastowy obrót.

Nazwa aukcji powinna zawierać wszystkie korzystne słowa kluczowe powiązane bezpośrednio z przedmiotem – w ten sposób vinylowe figurki postaci z mangi wyświetlają się nie tylko miłośnikom modelarstwa (prawidłowa kategoria), ale też miłośnikom gier i komiksów. A święta nadchodzą...

Nie przesadzaj z pstrokacizną i szczegółowymi opisami. Każdy twierdzi, że to bardzo ważny element aukcji i czyta opisy bardzo uważnie. Napisałem w swojej aukcji czcionką 28ppt, że nie przyjmuję płatności 'płacę z Allegro' – zgadnij ilu kupujących zauważyło tę 'drobnostkę'? Dwóch. Na stu.

Bądź milszy, niż potrzeba. Nie wystawiłem od razu wszystkiego co mam do sprzedania. Osobom, które kupiły towaru za ponad 40 pln dodawałem drobne gratisy, ale zawsze z innych kategorii. Po pierwsze pozwala to budować relację z klientem, po drugie często jest przyczyną otwarcia nowej kolekcji, która da Ci w przyszłości zarobić.

Pozwól apetytom rosnąć. Przedmiotów z tej samej kategorii o większej wartości nie wystawiam jednocześnie. Po pierwsze – przesyłka. Po drugie: większość z nich jest na tyle unikatowa, że po sprzedaży pozwalam ludziom odetchnąć na tydzień, po czym wystawiam drugi przedmiot – z reguły osiąga lepszą cenę niż pierwszy, okazja przecież może się nie powtórzyć.

'Pozycjonuj' aukcję poza allegro: najlepsze są do tego przeróżne fora internetowe.

Kiedy masz wystawić kolejny przedmiot z danej kategorii najpierw zaproponuj sprzedaż bez udziału portalu ludziom, którzy już coś od Ciebie kupili. Zyskasz stałych klientów (a maile i telefony już masz).

Cwaniacy i kretyni
Mam kilku znajomych, którzy zajmują się handlem przez internet. Żaden z nich nie sprzedaje przez allegro – twierdzą, że mają dość tamtejszego chamstwa i cwaniactwa. Minął raptem miesiąc, a i ja natknąłem się już na swojego chama i swojego cwaniaka.

Pierwszy – oczywiście – warszawianin (kto nie zna różnicy między Warszawiakiem, a warszawianinem niech zapyta kolegów z prowincji). Kupił przedmiot na aukcji za 70,- pln, godzinę później taki sam (pozornie) przedmiot sprzedano za 40,-. Wpłacił 41,- + przesyłka i dzwoni w niedzielę wieczorem, że on więcej nie da, skoro na tamtej aukcji poszło tak tanio. Łaskawca...

Drugi – też znamienne – konto z 'teczką' (firmowe). Kupił 5 przedmiotów, z czego 3 mogłem wysłać tylko paczką gabarytową 'B', w sumie 4 kilo badziewia. Przelewa po 5 minutach (oczywiście 'płacę z Allegro') kasę z doliczoną przesyłką... polecony ekonomiczny.

O tych, co to czytać nie potrafią, to już nawet szkoda pisać... Denerwować się też szkoda :).

(www.demotywatory.pl)
Pierwsza zasada marketingu
mówi bowiem klient = kretyn. Jeśli coś można zrobić bezmyślnie, bezsensownie, wbrew regulaminowi, instrukcji, etc – na pewno tak zrobi. Potem jest płacz, bo się samo zepsuło, bo mnie oszukał sprzedawca taki to a taki. 

Druga zasada mówi – tę wrodzoną tendencję do oszczędzania szarym komórkom wysiłku należy wykorzystać. To właśnie stąd pomysły na tutki na penisa ;). Właśnie wczoraj robiąc mini-podsumowanie mojej kampanii allegrowej zauważyłem, że mi też udaje się wykorzystywać to gapiostwo kupujących – i to zupełnie niechcący. Na początku w złości korespondencję z kupującymi zaczynałem od... wyliczenia im ile punktów mojego regulaminu złamali.

Skuteczny nieprofesjonalizm
Na pierwszy rzut oka – co najmniej nieprofesjonalne zachowanie z mojej strony, większość kupujących jest przyzwyczajonych do obsługi 'klient nasz Pan'. Ale w połączeniu z 'niech się Pan już tym nie przejmuje', dobrym zabezpieczeniem przesyłek i nadawaniem ich jeszcze w dniu wpłaty wszystko tworzy klarowny przekaz: Ty być względem ja nie o.k. - ja względem Ty być o.k.

Kończy się to jakimiś nieproporcjonalnie przychylnymi komentarzami, mailami z podziękowaniami i posypywaniem głów popiołem, etc. Ludzie czują potrzebę zadośćuczynienia, za te, znikome przecież, 'przewinienia'.

Pięć lat studiów manipulacji (bo tym jest w gruncie rzeczy politologia) rechocze we mnie – tak żałośni jesteśmy.

Czy będzie z tego 'biznes'?
Zysk jest, to już wiadomo. Czy da się z tego wyżywić państwo, czyli założyć firmę? Zusik, vacik, dochodowy, ewentualne cło dla produktów spoza UE, międzygalaktyczne przeloty do Francji i takież paczki – licząc obecne wpływy zysk z całej operacji wyniósłby jakieś 7%, czyli tyle, co na lokacie.

Ale za to ilu nierobów byłoby usatysfakcjonowanych :)...

Szansa na rozwój tego wiecznie jednoosobowego przedsiębiorstwa istnieje wyłącznie przy intensyfikacji działań, ale nie jest moim celem w tym momencie zostać allegrowym sprzedawcą...

Da się jednak znaleźć masę przedmiotów, którymi można handlować z rozsądną 'przebitką'. Poza wszelkiego rodzaju 'chińszczyzną' warto przejść się do lokalnego Buchmann'a i porównać ceny komiksów z tymi oferowanymi na sto razy wymienionym tutaj portalu. Można też pofatygować się do najbliższego szmatexu...

Start do start-upa
Mimo wszystko uważam, że allegrowy handel lepiej rozpatrywać jako krótkoterminowy projekt, który da finansowe podstawy do rozpoczęcia czegoś naprawdę zyskownego – niż jako pomysł na 'swoją firmę'...


Ciągle się uczę, więc ja i moi czytelnicy będziemy bardzo zadowoleni, jeśli podzielisz się z nami swoimi spostrzeżeniami na temat e-handlu :).


poniedziałek, 13 grudnia 2010

Fundusze Celowe dla studenta


Podstawą stabilnych finansów według większości doradców i blogerów jest Fundusz Awaryjny. Ma on pomóc okiełznać wszelkie losowe wydatki, których wcześniej nie udało nam się przewidzieć. Jak prawidłowo zbudować i jak zarządzać takim funduszem? A może zamienić go na fundusze celowe?


O FA napisano już setki artykułów na blogach i w książkach. Że powinien Ci pozwolić przeżyć rok bez pracy, że powinien być w miarę łatwo dostępny i przeciętnie oprocentowany. Tylko jaki ma to sens w przypadku studentów (szczególnie na początku studiów), którzy w większości utrzymują się z dotacji od rodziców?

Przewidziane wydatki
Większość wydatków studenckich jest stała i bardzo przewidywalna. Kserówki, ze zwiększonym natężeniem w trakcie sesji, rachunki jako dodatek do czynszu co kilka miesięcy, czy też przejazdy do domu, imprezy i jedzenie. Na to wszystko potrzebny jest tylko dobrze przemyślany system funduszy celowych.

Wydatki nieprzewidziane
Trafiają się raczej jako sytuacje awaryjne i rzeczywiście nie dadzą się przewidzieć o wiele wcześniej, np. konieczność wykupu warunku. W większości jednak sytuacja skrajnie awaryjna wymaga przede wszystkim powrotu do domu i rozsądnej rozmowy z rodzicami. Student nie jest samotną wyspą, i o ile wszyscy dążymy do finansowej niezależności, od rodziców w pierwszej kolejności - o tyle też nie powinniśmy zapominać, że są naszą największą podporą.

Studencki Fundusz Awaryjny
  • Jego podstawą powinna być ilość pieniędzy potrzebna do bezpiecznego powrotu do domu (np. z kilkoma przesiadkami)
  • zakupu kilku posiłków po drodze
  • i ewentualnego podstawowego doposażenia garderoby (gdyby np. złodziej wyczyścił Ci stancję/akademik nawet ze skarpetek).
  • powinien przede wszystkim dawać możliwość dostępu do pieniędzy z każdego bankomatu w Polsce (a nawet na świecie, jeśli podejmujesz wakacyjne prace za granicą)
  • powinien też być powiązany z innymi ułatwieniami co do korzystania ze zgromadzonych środków (transakcje zbliżeniowe czy Visa CashBack)


Rzeczowy Fundusz Awaryjny
Jest w życiu studenta równie ważny, co finansowy FA, z tą jednak różnicą, że wymaga co najmniej półrocznej aktualizacji i sprawdzania:
  • przede wszystkim domowa apteczka: leki na zimę, maści inne specyfiki na letnie urazy 'sportowe'
  • płyny eksploatacyjne do samochodu (i napompowana dojazdówka)
  • zapas benzyny do samochodu i zestaw do odmrażania zamków
  • zestaw kluczy i śrubokrętów do mniejszych napraw na stancji (w akademiku problem odpada)
  • spora powierzchnia dyskowa w chmurach na pliki backup
  • bardziej szalejącym studentom trzeba pewnie przypomnieć o 2KC i prezerwatywach ;)


Fundusz Rodzinny
W zasadzie nie wiedziałem jak go nazwać, bo dla studenta powinien się nazywać 'wpadkowy'. Niestety, ale to właśnie niespodziewany przyrost liczebny rodziny jest powodem największych kłopotów studentów. Fundusz Rodzinny przyda się każdemu, bo w naturalnej kolei rzeczy przejdzie od 'wpadkowego' do 'weselnego', potem dalej w 'dziecięcy' i w końcu w fundusz na dofinansowanie kształcenia dzieciaków. I oby 'wpadkowy' nie był Ci nigdy potrzebny...

Przeżyć rok bez pracy
To jest podstawowy cel istnienia klasycznego F Awaryjnego. Jednak w wydaniu studenckim nie jest Ci potrzebny taki fundusz. Będąc młodą osobą możesz pozwolić sobie na agresywniejsze inwestowanie i na intensywne uczenie i dokształcanie się, a odłożone pieniądze dadzą Ci więcej możliwości. Oczywiście każdy może zadać pytanie: a co po studiach? Ten rok spokoju może być bardzo potrzebny do skutecznych poszukiwań wymarzonej pracy...

Fundusz Wyjścia
Jeśli wiesz kiedy i w jakiej wysokości będziesz potrzebował pieniędzy, to nie jest to już Fundusz 'Awaryjny'. Warto przemyśleć własną przyszłość, pogadać z rodzicami i ustalić moment, w którym zejdziesz im z 'garnuszka'. Zastanów się ile potrzebujesz czasu na znalezienie pracy, może też mieszkania w nowym mieście etc. Ile Cię to będzie kosztowało? Już wiesz jakiej wielkości fundusz będziesz zbierał przez te 5 lat.

Witamy w życiu
Tak zbudowany system funduszy: celowych, awaryjnego w dwóch postaciach, rodzinnego i funduszu wyjścia daje studentowi spokój startu w 'dorosłe' życie i odrobinę spokoju w niepewnych czasach 'absolwenckich'. Daje też możliwość rozsądnego inwestowania i w siebie, i w różne inne instrumenty...



Czy Ty też uważasz, że studenckie Fundusze powinny być podzielone na kilka kategorii i powinny brać pod uwagę ewentualna pomoc rodziców? Czy jednak najważniejsze jest oderwać się od matczynej spódnicy i odkładać na niepewne czasy?


piątek, 3 grudnia 2010

Darmowa domena .pl, strona, blog, galeria...

zdjęcie pochodzi z portalu sxc.hu


Na dzisiaj planowałem nieco innego posta, ale nadarzyła się okazja do napisania czegoś, co być może Cię ucieszy (mam taką nadzieję). Jeśli chciałeś kiedyś prowadzić bloga lub stronę pod swoim adresem – możesz zacząć już dzisiaj, za friko.



Wszystko dzięki amerykańskiemu potentatowi hostingowemu 1and1. Europejski oddział firmy (zlokalizowany w Niemczech, tam też stoją serwery) rozpoczął ekspansję, między innymi do Polski – z tej racji do końca tego roku możesz 'kupić' Pakiet Na Dzień Dobry, który obejmuje:

  • jedną darmową domenę *.pl
  • 10 gb powierzchni dyskowej
  • 3 000 gb transferu miesięcznie
  • 100 adresów e-mail
  • 2 gb powierzchni na samą pocztę
  • kreator stron w technologii MySQL, CGI, PHP, Perl i Python
  • platformę blogową (przypomina WordPressa)
  • kreator galerii w technologii Flash

Warunki?
0 złotych za pierwsze 24 miesiące (2 lata) i żadnych zobowiązań po tym okresie. Również przeglądając warunki użytkowania i regulaminy nie natknąłem się na żadne haczyki. W trakcie rejestracji trzeba podać numer telefonu, co dla niektórych może być wyciąganiem danych osobowych, ale wiąże się to ze sposobem weryfikacji klientów (przez telefon dostaniesz kod potwierdzający do wklepania na stronie). Jeśli chodzi o jakiekolwiek reklamy – jak na razie żadnej nie dostałem ani przez telefon, ani przez mail...

Jak działa strona?
Na początek 'zła' wieść – serwer nie jest wybitnie szybki, jednak porównując z płatnymi serwerami dostępnymi na home i nazwie, amerykańsko-niemiecki nie jest wiele gorszy. Natomiast wyśmienitą pomocą dla początkujących są edytory: kreator stron, blogów i galerii. Jeśli masz już gotowe logo, topa (ten duży kawałek grafiki na górze) i materiały na poszczególne strony – nawet skomplikowaną stronę zrobisz w godzinę. Ja wczoraj zarobiłem 300 złotych w piętnaście minut – klient prosił o stronę na serwerach 1and1 (nieźle się trafiło :D ).

Promocja na Pakiet na Dzień Dobry w pierwotnej wersji miała się skończyć 30 listopada, ale została przedłużona do końca grudnia. Masz więc jeszcze trochę czasu, żeby przemyśleć swój pomysł na biznes i zarejestrować domenę i serwer dla siebie!

Polecam Ci 1and1.pl dlatego, że uznaję ich ofertę za wyjątkowo atrakcyjną. Nie mam z tego żadnych korzyści (nie ma tu reflinków ani programu partnerskiego).


Masz już pomysł na swój internetowy biznes? A może chcesz się pochwalić tym, co już zrealizowałeś?

wtorek, 30 listopada 2010

Miesiąc minął – Listopad 2010 (i mały opis tego co było wcześniej)



Moja wartość netto w tym miesiącu zbladła – po ogromnych przyrostach w poprzednim półroczu w ostatnie 30 dni drgnęła raptem o 8 promili. Nie jestem jednak zawiedziony...










Gotówka:
Tutaj (i w funduszach) katastrofalny spadek. Przede wszystkim jest to związane z dwoma sprawami:
  • umówiłem się z klientami, że zlecenia z tego miesiąca opłacą w grudniu
  • stypendium, które wpłynęło na moje konto okazało się o 1/3 niższe niż w zeszłym roku, w związku z czym jestem o 200,- pln w plecy w stosunku do przewidywań :(
  • przyśpieszyłem też odbudowę funduszu awaryjnego...
Oczywiście kończy się to bólem głowy w postaci niemalże utraty płynności – nie jestem w stanie szybko zareagować na dobrą okazję do inwestycji.

Fundusze:
Zaczynając od września powoli inwestowałem w Fundusze: DWS top 25, i Akcyjny i Zrównoważony Legg Mason. Do połowy listopada pracowały wyśmienicie, po jakimś małym spadku ładnie zaczęły piąć się do góry... I 10 listopada trend się odwrócił. Po 48 godzinach sprzedałem wszystko. Ze względu na prowizje i jakiś beznadziejny przepływ informacji między mBankiem a DWS (skreślone: Marek z bloga Droga do wolności wyjaśnił mi, na czym sprawa polega - każdy fundusz ma inne dni, w którym można nabyć i odsprzedać jednostki uczestnictwa) najagresywniejszy fundusz przyniósł złotówkę straty. Pieniądze w największej części poszły na inwestycję w srebrne sztabki.

Akcje:
Kiedyś już inwestowałem w akcje i bardzo się na tym sparzyłem. Teraz cały czas się uczę i przygotowuję do powrotu, dlatego ten wiersz choć pusty, jest obecny.

Lokaty:
Spodziewam się dużej inflacji na początku przyszłego roku, więc prawdopodobnie moje defensywne optymalizowane pakieciki wypłyną niedługo z OpenOnline. W takiej sytuacji oczywiście nic nie dokładam w tym wierszu. Natomiast wycofana kasa to część z jednodniówek mBanku – śmieszne oprocentowanie mnie nie rajcuje, pieniądze zainwestowałem w kategorii 'inne inwestycje'.

Inne inwestycje:
Pewnie najciekawsze ;). Pierwsza to uczestnictwo MLMie, w którym de facto nie uczestniczę. O całym projekcie postaram się napisać posta, albo i kilka, kiedy już będzie dojrzały i przyniesie pewne głębsze refleksje. Druga inwestycja to mój mały projekt 'mały anioł biznesu'. Wszedłem w spółkę, w której jestem tylko dawcą kapitału i pomysłów, natomiast sam nie prowadzę działalności. Daje mi to 12% zysku w skali 6 miesięcy. Choć cały czas mam na czubku głowy tę inflację i chyba renegocjuję umowę na jakieś 7-8% powyżej inflacji. Inwestuję w ten sposób już 4 raz w życiu i o tym też kiedyś napisze parę postów :)

Fundusz awaryjny:
Powoli będę go dobudowywał... Miał zostać łysy w tym miesiącu, ale uznałem, że jest na tyle ważny, żeby nadszarpnąć zapasy gotówki.

Fundusze celowe:
Dotychczas ich nie było. Jednak – nauka na błędach – nadchodzące święta i perspektywa wykupienia biletu MPK uświadomiły mi, że są bardzo przydatne.

Kolekcje:
Jest ich kilka i każda ma inną stopę zwrotu. Najtrafniejszą z punktu widzenia inwestycji jest kolekcja modeli aut – niektóre od stycznia zyskały 100% ! Poza tym kolekcjonuję różne inne dziwactwa, o których napiszę innym razem ;).

Kruszce:
Widząc, co się dzieje na GPW i w stanach podjąłem decyzję o lokacie anty inflacyjnej – kupiłem srebro. Nie mała rola w podjęciu tej decyzji mojego idola – Petera Schiffa. Inwestycja jak na razie trafiona: choć jeszcze nie dotarła do domu w dzień po zakupie zyskała 4%.



Wyzwania:
Jak widać na pasku menu nie stawiam sobie celów, za to podejmuję wyzwania. Będą to wyzwania finansowe i dotyczące rozwoju osobistego. Jak się okazuje w tym miesiącu – finansowe łatwiej spełnić niż osobiste :(.

- projekt A poległ – jeśli do północy nic nie wydam, to rekord zostanie ustanowiony – 860,- wydanych w jednym miesiącu. Nagroda będzie moim prezentem 'pod choinkę'.
- projekt B... Tu już było trudniej. Przyzwyczaiłem się pracować do późna i pomimo wczesnego wstawania i porannej Yerba Mate rano nie mogę się skoncentrować na pracy i wydarte Morfeuszowi minuty marnuję na przeglądaniu maili... W niedzielę i tak odsypiam tydzień.
- projekt C: z racji właśnie porannego rozstroju z nauki nici. Nadrabiam trochę w trakcie dnia, ale planu się nie trzymam, więc to wyzwanie to już porażka na całej linii :(.
Ale, jak już wspomniałem – projekt G z grudnia zrealizowałem z naddatkiem...



A jaka jest Twoja wartość netto i co robisz, aby ją zwiększyć?  

Darmowy Office 2010 i inne dobrodziejstwa z chmur...

Kiedy to zobaczyłem, nie mogłem uwierzyć - najczęściej okradana firma na świecie postanowiła ułatwić życie 'użytkownikom'... Zapoczątkowany przez Google Cloud Computing przynosi użytkownikom internetu coraz to nowe korzyści, a kolejni informatyczni giganci prześcigają się w pomysłach na przyciągnięcie klienta tą metodą.

Office za darmo? Office za darmo!
Kilka tygodni temu Microsoft uruchomił usługę SkyDrive - platformę dającą zdalny dostęp do wszystkich usług WindowsLive i OfficeLive o łącznej powierzchni 25 gb. To oznacza, że możemy korzystać z podstawowego pakietu Office 2010 za darmo. Po założeniu WindowsLiveID możemy logować się na strony outlook.com, live.com, czy officelive.com i korzystać z możliwości Worda, Exclea czy PowerPointa. Oczywiście wszystkie inne korzyści z klikania w chmurach, znane choćby ze stron Googla, mamy również dostępne: tworzenie grup, wzajemne udostępnianie plików, poczta, kalendarz, etc.

Dodatkowo właściciele małych firm mogą bez problemu z tym samym LiveID zalogować się na stronie smallbusiness.officelive.com i założyć zupełnie za darmo stronę www dla swojej firmy. Podstawowa wersja serwisu może zajmować do 500 mb (bezpłatne), które można rozszerzyć i zaopatrzyć w domenę (obie funkcje płatne).

Czy jest w tym jakiś haczyk? Jak dla mnie jeden okrutny: Micro$oft zmusza mnie do korzystania z okropnych przeglądarek: Internet Explorera lub Firefoxa. Dla tych, którzy lubią te 'muły' to pewnie żaden problem, ja jednak wolę pracować w okienku googlowskiej oglądajki.

Co na to konkurencja?
Usługi Google Docs znają już chyba wszyscy, do niedawna byłem jedynym dziwakiem na roku, który nie miał Gmaila (używam konkurencyjnego serwisu AOL). Spis wszystkich usług dostępnych na platformie Google można znaleźć tutaj. Na dzień dzisiejszy Google udostępnia możliwość tworzenia i udostępniania plików tekstowych, arkuszy kalkulacyjnych, prezentacji, ankiet, plików wideo (Youtube), plików graficznych (Picasa), blogów i bardziej zaawansowanych serwisów www (Blogger i Google Sites).

Na szczególną uwagę w tym pakiecie zasługuje mało w Polsce popularny Kalendarz. Nie tylko jest dobrym 'przypominaczem' dla ludzi całodniowo zalogowanych na Gmaila (okna pop-up i maile z przypomnieniami), ale pozwala na darmowe rozsyłanie SMSów znajomym z zaproszeniami np. na piwo...

Inny amerykański gigant - Yahoo! - pozostaje w tyle. Zalogowanie się na fioletowej platformie daje poza dostępem do maila i podstawowego kalendarza potrzebne i przydatne w niektórych serwisach za oceanem YahooID, dostęp do bardzo popularnego Flickra (i kilku innych usług związanych z przechowywaniem plików graficznych) oraz ZumoDrive - 2 gb wirtualnego pendrive'a.

Po co to wszystko?
Wszystkie serwisy Cloud Computingu mają tak na prawdę jedno zastosowanie - są wirtualnymi dyskami umożliwiającymi dzielenie się ze znajomymi swoimi plikami. Dodatkiem, jaki serwują nam informatycy jest możliwość tworzenia tych plików on-line. Ta możliwość na pewno bardzo przyda się tym, którzy pracują na słabszym komputerze, lub np. często podróżują, używając netbooków/smartphonów i nie mogą sobie pozwolić na zaśmiecanie małych dysków tonami zbędnego oprogramowania i kopii backup.
Ja jednak wolę pozostać przy dyskowej wersji OpenOffice, choćby ze względu na psychologiczne korzyści - czuję się bezpieczniej mając pliki 'przy sobie. Jestem też po prostu przyzwyczajony do tego, że jeśli chcę coś zapisać otwieram Writera, a nie przeglądarkę...

Zawsze jednak zostaje nam kilkadziesiąt gigabajtów pewnej i łatwo dostępnej przestrzeni dyskowej :).

A jaka jest Twoja opinia? Zapraszam do komentowania :).`
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...