Podoba Ci się ten blog? Chcesz być na bieżąco z nowościami - subskrybuj kanał RSS... Co to jest RSS?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dodatkowy dochód. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dodatkowy dochód. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 kwietnia 2012

Fundacja – firma dla cwaniaka ;)


Czy Kamil Cebulski i Bill Gates mogą się mylić? Czy własna Fundacja rzeczywiście jest bardziej opłacalna niż własna firma? Takie pytania zacząłem sobie zadawać po tym, jak kilku znajomych zaczęło mnie podpytywać, czy nie chciałbym zostać 'fundatorem' ich pomysłu na... fundację. Chciałbym?

W Polsce zarejestrowanych jest około 140 000 NGO'sów, z czego około 13 000 ma formę prawną Fundacji. Tak, jak i w przypadku 'zwykłych' firm – realne działania podejmuje pewnie jakieś 15%. Ale czy popularność 'trzeciego sektora', czy też inaczej mówiąc – ekonomii społecznej – jest uzasadniona względami ekonomicznymi, czy też raczej Polacy nagle zapałali bezwarunkową miłością do bliźnich?

Firma bez firmy
Zakładając fundację możesz zdecydować się na 'dodatek': fundację prowadzącą działalność gospodarczą. Wiąże się to z dodatkowym kosztem na początku, jednak daje pełne prawo uczestnictwa w życiu gospodarczym na warunkach zbliżonych do spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Bez wdawania się w szczegóły rejestracji (które znajdziesz na stronie ngo.pl), w ten sposób zyskujesz pierwszą przewagę.

Tą przewagą jest osobowość prawna, czyli pewność, że za wpadki nie będziesz odpowiadał całym swoim majątkiem, a jedynie tym, co posiada Twoja fundacja. Jednorazowa opłata rejestracyjna (1 000 pln) jest jedną z najlepszych inwestycji ubezpieczeniowych, jaką będziesz miał okazję w życiu zrealizować.

ZUS? Panie, jaki ZUS? Księgowa!
Fundacja prowadząca działalność gospodarczą nie ma obowiązku zatrudniania kogokolwiek na etat. Co z tego wynika? Ano prosty rachunek: w porównaniu z tak popularną JDG, ubezpieczenie zwane 'osobowością prawną' zwraca się max po 3 miesiącach (w przypadku ZUSu 'obniżonego' dla pierwszej działalności).

Kosztem stałym, w zależności od regionu raczej nie przerastającym ZUSu, jest obowiązek prowadzenia pełniej księgowości. Jednak nawet laicy nie muszą się go bardzo obawiać: księgowych 'jak mrówków', pomimo oficjalnej ceny (w Lublinie – 300 pln/m-c) łatwo można wynegocjować czasowe, lub nawet trwałe zniżki. Ostatnio znajomy sam zaproponował rozliczenia 10,- za fakturę, dopóki nie będzie ich 30 miesięcznie...

Darmowy pracownik. Cała horda darmowych pracowników!
Fundacja daje legalną możliwość bezterminowego pozyskania (niemal) darmowych, solidnych pracowników – wolontariuszy.

Chyba o dynamice i okazjach na naszym rynku pracy, szczególnie dla osób młodych i ambitnych, nie muszę pisać. Sam zresztą od jakiegoś czasu go doświadczam ;). Mit 'doświadczenia' powoduje, szczególnie w miastach uniwersyteckich, że prawie wszyscy młodzianie bardzo chcą pracować za friko, a dokładniej za dodatkową 'kreskę' w CV.

Oczywiście istnieją pewne

martwe formalności
nakazujące oddzielanie spraw związanych z działalnością gospodarczą od rozliczeń działalności statutowej, jednak są to przepisy martwe. Fundacje mają na przykład obowiązek publicznego udostępniania rocznych raportów – ale tego nie robią, lub udostępniają raporty sprzed 2 lat...

Fundacje, które korzystają z 'państwowych' pieniędzy powinny na bieżąco prowadzić Biuletyn Informacji Publicznej, czego oczywiście nie robią. Prawniczy bóg, czyli 'ustawodawca', przewidział też karę wprowadzenia przymusowego zarządcy bądź sądowego uchylenia uchwały fundacji. Nigdzie nie znalazłem informacji, by kiedykolwiek się to zdarzyło.

Jest sprzedaż, jest biznes?
Fundacja zarabia na dwa sposoby: uczestnicząc w konkursach grantowych lub uczestnicząc w normalnym obiegu gospodarczym. To kolejna przewaga Fundacji nad 'firmą'. Jeśli sprzedaż Ci nie idzie zawsze możesz zostawić fundraising wolontariuszom, a samemu skupić się na projektach grantowych.

Granty mają tę przewagę, że ludzie je rozdający nie wydają pieniędzy z własnej kieszeni. Aby ich przekonać należy umieć pięknie i w okrągłych słówkach opisać utopijny świat, jaki powstanie po realizacji Twojego projektu.

Czasami też wystarczy po prostu wiedzieć z kim pić wódkę (to się zawsze opłaca!)...

Jak się najeść?
Odpowiedź na pytanie o sposób realizacji zysków fundacji jest taki, jak w przypadku każdej firmy: nie realizować. Brać przykład z 'wielkich', rozsądnie szukać  kosztów.

Bill Gates oddał swoje pieniądze pieniądze fundacji... swojej fundacji (Bill &Melinda Gates Foundation). Dzięki temu sprytnemu ruchowi 'zarobił' kilkadziesiąt milionów zwolnienia podatkowego + kasa została w zakresie jego rozporządzeń. Kiedy chciał pojechać na wakacje znalazł koszt dla Fundacji. Bill i Melinda pojechali promować swoją NGO i wygłaszać przemówienia do Botswany – kraju bogatszego niż Rumunia.

Dalsze kombinowanie pozostawiam Tobie...

1% - opłaca się, i się nie opłaca
Jeśli wierzyć statystykom GUS, wydając 60 000 na spoty i billboardy reklamujące Twoją OPP powinieneś spodziewać się 100 000 pozyskanych przez odpisy z PITów. Czyli – opłaca się. Żeby jednak zostać OPP i uzyskać prawo do 1% trzeba przejść przez bardzo restrykcyjną ścieżkę na początku, i przygotować się na upierdliwe kontrole w trakcie realizowania działalności.

Moim zdaniem 1% 'opłaca się' wyłącznie organizacjom, które rzeczywiście służą pożytkowi publicznemu, pomagają swoim podopiecznym i bardziej zależy im na ludziach niż na zysku. Jeśli myślisz o prowadzeniu DG w fundacji uważam, że OPP powinieneś sobie najzwyczajniej odpuścić.

Fundacja okiem inwestora
O ile prowadzenie 'firmy' w formie fundacji jest bardziej atrakcyjne niż pomysł na życie z kategorii JDG, to dla inwestora nie jest to nic specjalnego. Jeśli marzysz o własnej korporacji, biznesie skalowalnym, etc., to sam fakt, że fundacje opierają swoją działalność na zaspokajaniu oczywistych i powszechnych potrzeb niczego nie zmieni.

Ja pewnie dołożę swoje 3 grosze do któregoś z tych pomysłów, ale nie jako 'inwestor', bo w życiu fundatora widzę raczej lifestyle i kilka ciekawych dziur w prawie, niż potencjał na krociowe zyski...

A co Ty myślisz o Fundacjach prowadzących działalność gospodarczą?

wtorek, 24 stycznia 2012

Książka na weekend XIV: Jak założyć skuteczny i dochodowy sklep internetowy



(...) Jest wiele e-sklepów, które promują się niemal wyłącznie w wyszukiwarkach. Czasami ich właściciele, prosząc mnie o pomoc, udostępniają mi statystyki sklepu. Widzę wtedy często, że wyniki organiczne z Google stanowią np. 95%. Czy to dobry znak? Zdecydowanie nie. Promocja sklepu internetowego, tak jak każda inna ważna dziedzina biznesu, wymaga dywersyfikacji...”

Autorzy:
Wojciech Kyciak od kliku lat prowadzi firmę doradzającą w zakresie e-commerce, dzieli się swoją wiedzą na blogu i (jak widać) w książce o handlu internetowym. Drugi z autorów, Karol Przeliorz, jest dyrektorem działu prawnego Helion SA – tutaj znajdziesz jego profil naGoldenLine. Pan Karol jest autorem dodatku 'A', omawiającego właśnie kwestie prawne...

Część I – Marketing, promocja sklepu i komunikacja z klientem
Na pierwszy rzut oka książka wydaje się być ciekawa – spis treści sprawia wrażenie wyczerpującego temat, ilustracje dodają książce 'życia', tak jak i anegdoty związane z ciekawymi przykładami.

Jednak po wczytaniu się w pierwsze rozdziały pojawia się uczucie znudzenia. Sklep ma być ładny, funkcjonalny, bla, bla... To już znamy. Z jednej strony autor tekstu przemawia do czytelnika jak do debila, niemalże tłumacząc czym jest internet – z drugiej zamieszcza pojedyncze linie kodu.

Skłamałbym jednak, gdybym napisał, że niczego się nie dowiedziałem. Spodziewałem się na przykład, że obecność e-sklepu w pasażach jest niemalże punktem obowiązkowym w planie promocji. Jak się jednak okazuje, pasaże nie tylko nie wpływają na sprzedaż, ale podnoszą też koszty prowadzenia e-biznesu.

Po przeczytaniu pierwszej części w całości negatywne wrażenie zniknęło. Dobry opis sposobów organizowania programów partnerskich, ciekawy pomysł na akcję PRową czy opis funkcjonalności trackingu w sklepie internetowym zmieniły moje nastawienie do książki. Z przyjemnością więc zasiadłem do kolejnej części...

Część II – funkcjonalność
Tutaj znów autor na początek serwuje nam rozczarowanie: screeny, opisy już istniejących sklepów i w zasadzie jałowa dyskusja pod zbiorczym tytułem: robić 'jak wszyscy', czy 'po swojemu'?

W połowie lektury pojawia się pytanie: dla kogo tak naprawdę jest ta książka? Biorąc pod uwagę zróżnicowanie umiejętności, jakie trzeba posiąść, aby zrealizować rady zawarte w tym wydawnictwie, nigdy nie podarowałbym jej osobie chcącej założyć e-sklep. To czysty podręcznik dla projektantów sklepów, agencji interaktywnych, etc.

Nawigacja, koszyk, bezpieczeństwo, ilość ekranów, wygląd ekranów... To wszystko ma znaczenie, kiedy osobiście projektujesz sklep. Kiedy składasz zamówienie, wystarczy przecież porównać funkcjonalność produktu z ofertą konkurencji...

Część III – wybieramy sklep
I tutaj znów pojawia się odpowiedź na moje wątpliwości. W tej części znajdziemy zestaw opisów-recenzji różnych systemów e-sklepów: od darmowego osCommerce aż do sporej listy systemów abonamentowych i w pełni komercyjnych.

Problemem jednak zostaje objętość tej części. Gotowych systemów e-commerce znajdziemy w sieci na pęczki, dane dezaktualizują się niemalże z tygodnia na tydzień, a ta część książki to raptem 3 rozdziały i 15 stron. Szeptem jedynie dopiszę, że dwie poprzednie części liczą ponad 100 stron każda!

Bardzo brakuje mi tutaj bliższego opisu choćby najpopularniejszych funkcji gotowego e-sklepu do kupienia. Niech by to była nawet tabelka na dwóch stronach – ale żeby była...

Część IV – logistyka w sklepie internetowym
Kolejne 2 rozdziały (10 stron!) zajmują się typowymi problemami związanymi z pakowaniem i wysyłką zamówień. Kto kiedykolwiek sprzedawał większy asortyment choćby przez Allegro ten wie, że moment, w którym tracisz kontakt z towarem jest często 'wąskim gardłem' e-sprzedaży.

W tej części znajdziemy kilka podpowiedzi związanych z tymi kwestiami, jednak trudno znaleźć w nich cokolwiek, czego człowiek o średnim IQ i błyskotliwości nie byłby w stanie wymyślić samodzielnie.

Teksty w dwóch ostatnich częściach książki są raczej na poziomie darmowego bloga i raczej powinny znaleźć się w spisie treści jako 'dodatek'.

Dodatek 'A' – Prawo w kontekście sklepu internetowego
Mój egzemplarz to wydanie z 2006 roku, zawiera tylko jeden dodatek. Za to jaki! Jeśli czytasz tego bloga regularnie to wiesz już zapewne, że znajomość prawa uważam za jedną z podstawowych powinności przedsiębiorcy. W tym dodatku widzę więc wisienkę, na marnym bądź co bądź, torcie.

18 stron zrozumiałego wykładu tłumaczącego wszystkie kwestie na przykładzie regulaminu helion.pl Pan Przeliorz przygotował co najmniej należycie. Warto  jednak pamiętać o prawnym ADHD naszych 'wybrańców' i sprawdzić aktualny stan prawny samemu, ale przynajmniej mamy gotową check-listę ustaw i paragrafów wraz z omówieniem.

Dla kogo jest ta książka?
Książkę dostałem od kolegi, który projektuje e-sklepy. Trzyma kilka egzemplarzy w swoim biurze – i właśnie dlatego nią się zainteresowałem. Rozdaje je swoim klientom, którzy kwestionują jego ceny (3 – 30 tysięcy złotych za zlecenie).

Lektura nie zawiera wiele przydatnych wskazówek dla nie-programistów, trudno więc na jej podstawie samemu zbudować kompletny e-sklep. Jej najmocniejszą stroną są analizy marketingowe, ale te zainteresowani znajdą za darmo na internetowych blogach.

Moim zdaniem książka przyda się początkującemu projektantowi i osobie, która ma zamiar zlecić wykonanie swojego pierwszego e-sklepu specjaliście. Będzie wspaniałą check-listą, która pozwoli sprawdzić poprawność wykonania zlecenia. Nie liczyłbym jednak na to, że dzięki niej samodzielnie założysz zyskowny sklep internetowy.

Czy warto?
'Jak założyć skuteczny i dochodowy sklep internetowy' wydało wydawnictwo Helion – 279 stron przyzwoitego papieru w miękkiej oprawie za 39 złotych. Jeśli jesteś 'zielony' w marketingu internetowym i e-commerce – na pewno warto kupić tę książkę. Jeszcze lepiej pożyczyć. Jeśli jednak już coś w życiu przez internet sprzedałeś, to prawdopodobnie nie dowiesz się z niej nic nowego.

Tutaj znajdziesz fragment książki w formacie pdf (strona wydawcy).

Jako bonus – case study (prezentacja) autorstwa Wojciecha Kyciaka:

P.S. Dzisiaj miałem w planie recenzję 'E-biznesu od podstaw' Tomasza Piotrowskiego. Plany jednak uległy zmianie ze względu na fakt, że powyższa książka została wycofana z obiegu przez wydawcę...
-

A może czytałeś już książkę duetu Kyciak – Przeliorz i jesteś nią zachwycony? Chętnie poznamy i Twoją opinię :)!



niedziela, 15 stycznia 2012

Pytanie czytelnika: może jednak da się zarobić nic nie robiąc?


Jeszcze klika słów o zarabianiu
na Allegro...
Po kolejnej dłuższej przerwie (wytłumaczę się w podsumowaniu stycznia) wypada mi przede wszystkim odpowiedzieć na kilka pytań mojego imiennika Marcina, które zamieścił pod wpisem '150% zysku w miesiąc bez ryzyka, czyli magia zginania kręgosłupa ;)'. Jak sam pisze – zauważa w moim wpisie parę nieścisłości. Pozwoliłem sobie więc na zacytowanie i szerszą odpowiedź, mam nadzieję, że z pożytkiem dla Ciebie.

Całość komentarza Marcina, autora blogów 'Życie z odsetek' i 'Portfel gracza', możesz znaleźć pod postem o mojej strategii allegrowej, natomiast na potrzeby tego wpisu pociąłem go na poszczególne elementy, z którymi postaram się dyskutować :). Cytaty Marcina zielono i kursywą:
Przeczytałem jeszcze raz i widzę parę nieścisłości, oraz mam parę pytań.
Trochę wazeliny: dzięki :). Piszę rozwlekle, więc kiedy ktoś wysili się na 'drugie czytanie' czuję się doceniony...
Mi osobiście zawsze szkoda tych 20-50pln bo boję się, że wystawię w ciul przedmiotów a sprzeda się jeden i pokryje jedynie prowizje Allegro.
Ta pani chyba się
komuś naraziła... ;)
(www.demotywatory.pl)
Przed tym właśnie bronię się wystawiając wszystko od 1 pln BCM. Nie ma takiej prowizji, na której bym stracił. 
Często stawałem na punkcie 3. Kiedy nawet zrobiłem 4 to na 5 nie miałem siły. Często są przedmioty zakurzone i przygotowanie choćby jednego kosztuje trochę czasu.
Przypomnienie: punkt 3 to nauka robienia tabel w HTML i szablonu. 4 i 5 to przygotowanie zdjęć i opisów. No cóż – jak będziesz wysyłał przedmioty, to i tak będziesz je musiał wyczyścić/przygotować. Lenistwo lenistwem, ale jeśli przygotujesz funkcjonalny system sprzedaży, w którym każdy przedmiot oddasz z zyskiem – będziesz miał odpowiednią motywację. 
W niedzielę na 7 czy 14dni?
Wystawiam wyłącznie 7-dniowe aukcje. 14-dniowe miały by dla mnie sens przy działalności gospodarczej, kiedy musiałbym zachować przyzwoity obrót także w święta czy wakacje, kiedy kupujący użytkują Allegro z inną intensywnością. Ale nie muszę utrzymywać stałego obrotu, a w święta wolę odpoczywać.

W związku z tym: jeśli planujesz regularną kampanię na Allegro – planuj kalendarz aukcji. Jeśli sprzedajesz okazyjnie raczej nie musisz się tym przejmować. Z mojego doświadczenia wynika, że aukcje (nie 'kup teraz') 14dniowe nie przynoszą wyższych zysków ani większej ilości obserwujących niż tygodniówki. Jedyna ciekawsza (oczywiście) statystyka to ilość wyświetleń, która nie przekłada się na cenę.
Z przygotowaniem opisu schodzi, a nie robienie go w Allegro jest nudne np. notatnik++. A potem i tak jeszcze raz trzeba będzie robić to w Allegro, a jak za długo to aukcję wypierdoli :)
Po pierwsze: jak zawsze to kwestia wprawy. 
Po drugie: można to obejść. Sprzedając planszówki skorzystałem z przysługującego mi ustawowego prawa cytatu i wklejałem część opisu ze strony dystrybutora, oczywiście podając źródło.  
Po trzecie: przygotuj stronę 'o mnie', na której zawarte będą wszystkie informacje powtarzalne w Twoich aukcjach. Np. klasyfikacja stanu: w aukcji piszesz tylko „stan wizualny 90%, funkcjonalność 100%” i dajesz link do strony 'o mnie', gdzie zostało wyjaśnione, jak przyznajesz te %. 
Co do wysyłki, polecony ekonomiczny wolę brać gabaryt B aby np. dobrze zabezpieczyć grę (nawet same 2 koperty potrafią nie dowieść pudełka gry w całości), a to już 4,5 do 5.10. Do tego dochodzi koperta od 50 do 81 groszy + dodatkowe bąbelki, tekturka czy choćby taśma, żeby ktoś gry nie podpierdolił. Doliczysz cenę za wystawienie lub nie, to za 1zł maksymalnie musisz zapakować przedmiot. Dużo razy to liczyłem i zawsze były to grosze na plusie. Równie dobrze mogę wystawić przedmiot o 10zł drożej i się wszystko wyrówna. Czy więc zawyżanie o 2zł to taki zarobek, że warto to robić? Czasami mając tańszą wysyłkę kupią u nas. 
Trzy kwestie: pakowanie, koszty wysyłki, rozumienie kienta. Pakowanie zależy od rodzaju towaru. Tak jak pisałem wcześniej: gruba, a nawet podwójna czy potrójna tektura falista jest darmowa, w większości sklepów cieszą się, że się jej pozbyli. To samo ze starymi plakatami na 'kopertę' (nawet papier ksero A3 za parę groszy wystarczy).

Zawsze można oszczędzić
na przesyłce ;)
(www.botopolska.pl)
Koszty wysyłki... Popatrz na to tak: żeby zarobić 2 złote dziennie musisz sporo odłożyć i pokombinować trochę z lokatami. Albo przycisnąć to do kosztów: zarobisz na czymś, co i tak musisz zrobić. Inaczej: sprzedasz 100 przedmiotów w miesiącu, na każdym zarobisz 2 pln na usłudze pakowania. Nie wiem gdzie mieszkasz, ale w Lublinie dwusetki nie leżą na ulicy :(.

Trzecia wątpliwość dotyczy klientów. A i trochę charakteru. W biznesie nieruchomości istnieje kategoria 'zmotywowanego' sprzedawcy. Ogólnie rzecz biorąc, jest to osoba, która woli wyrządzić krzywdę swojemu portfelowi niż nie sprzedać towaru. Ja nie jestem tym typem sprzedawcy, sam szukam zmotywowanych kupujących. 
Ja wystawiając parę razy po 1zł bcm się przejechałem. Jeśli się zna wartość przedmiotu to nie polecam.
'Profesjonalni' sprzedawcy od czasu do czasu proszą znajomych o podbicie ceny i sami działają z kilku kont: po pierwsze podbijają swoje ceny. Po drugie odkupują od konkurencji przedmioty, które są w stanie sprzedać drożej. Po trzecie zostawiają sobie konto na 'odwetowe' negatywy i ewentualnego bana od Allegro. W korpo-języku nazywa się to zarządzanie ryzykiem.

Oczywiście jest to niezgodne z Regulaminem Allegro, ale jak to bywa: teoria sobie, a życie sobie...
Nie wiem czemu nie akceptujesz Płacę z Allegro, ja to nawet preferuję. Z moim kapitałem nie ma dla mnie różnicy czy kasa przyjdzie za 21dni listonoszem czy wpłynie na konto. Plus taki, że od razu mogę 15minut po aukcji skończyć rozmowę i pakować bo widzę, że kasa doszła. A na wysyłkę te parę zł zawsze się znajduje. Potem jest większy zarobek, bo drobne i tak by się wydało :)
To znów kwestia szacunku do siebie i swojego portfela. Dlaczego moje pieniądze mają przez choćby jedną noc (lub cały weekend) leżeć na lokatach Allegro i zarabiać na Allegro, a nie na mnie – skoro są moje?

Po drugie, o czym już pisałem, to pozwala dyscyplinować klientów. Naprawdę przydatne.
Ostatnio sprzedawałem 3 marki po 209, 219 i 229 w odstępach pół godzinnych w niedzielę, może i robiąc odstępy tygodniowe na jednej bym zarobił 350zl? kto wie. Wiem, tyle że pierwszą licytowali do 214 a następne kupiła ta sama osoba i nikt inny nie licytował. Kto więc wie czy dwie następne za 4 tyg w ogóle bym je sprzedał?? Czuję, że mogłem zarobić 30zł więcej albo nic na dwóch pozostałych :)
Wracamy do zarządzania ryzykiem. Kupił od Ciebie sprzedawca (z drugiego, trzeciego, dziesiątego konta), który na tym sporo zarobi. Ogólnie: dobry sprzedawca sprzedaje po cenie, jaką mógł zyskać. Świetny – po wyższej. Gówniany - ... Matematyka jest bezlitosna.
Składanie ofert poza allegro grozi banem, zresztą tak jak wliczanie jawne prowizji czy kosztów wystawienia ;) Za to nic nie broni byś liczył sobie 50zł za godzinę pakowania :P (z tym, że przedmiot nie może być rażąco tańszy niż koszty zawyżenia wysyłki).
Dobre relacje z klientami
skutkują wstrzemięźliwością
przy wystawianiu  komentarzy.
(www.demoty.pl)
Jeśli masz dobry towar, reputację i odpowiednie ceny – donosiciel strzela sam sobie w kolano. Dochodzi tutaj znajomość branży. W mojej (kolekcjonerstwo) jakieś 90% sprzedaży odbywa się poza A, portal służy tylko do nawiązania kontaktu i przetestowania uczciwości drugiej strony.

Owszem, to kolejna zakazana w regulaminie taktyka. Tyle, że co kilka dni dostaję od kogoś zapytanie przez pytania Allegro 'Czy nie jest Pan zainteresowany zakupem...'
Cwaniacy i kretyni się trafiają. Czasami pytam o adres 3x, jak np. ostatnio pytając czy to wysyłka do Niemiec czy do Polski odpowiedział mi najpierw "Tak jak pan napisał" potem, "tak jak niżej!" a potem, "tak", a na sam koniec "przecież napisałem, że do Niemiec!"... 

Z tym drugim to inna sprawa, bo utarło się tak, że kupując więcej przedmiotów za wysyłkę płaci się raz. I o ile możesz nie mieć tak napisane na Aukcji o tyle tak się utarło, i z tego tytułu, że pozbyłeś się naraz dzięki niemu 5szt to mogłeś tą nadwyżkę pokryć (o ile nikt np. nie licytował, on przelicytował o tyle ile ta wartość przesyłki wynosi i inne zmienne).
Właściwość ustawowa jest następująca: 'utarło się' nie ma mocy wiążącej, jeśli jest sprzeczne z pisaną umową zgodną z ustawą. W praktyce oznacza to, że jeśli w aukcji, na stronie 'o mnie' bądź w mailu napiszesz „Jeśli licytowałeś na kilku moich aukcjach skontaktuj się ze mną w celu ustalenia kosztu łącznej przesyłki” - to 'utarło się' służy do podcierania tyłka. Można takiemu klientowi od razu zwrócić pieniądze i wystawić towar od nowa, ponieważ złamał warunki umowy.

Tyle w kwestiach prawnych. Oczywiście szkoda szargać sobie nerwów cwaniakami dopóki nie przynosi to poważnych szkód w portfelu. Tak czy inaczej – zarobisz na takim kupującym.
Teraz pytanie czy to 7% to w skali roku czy miesiąca? I od jakiej sumy. Mnie by tyle z 20tys obrotu (jeśli taki jest możliwy w miesiąc regularnie) by w pełni zadowoliło, i często myślę czym by tu obracać by te głupie 500-1000zł zarobić/dorobić.
Skarbówką zapachniało ;). Jeśli chodzi o 'te głupie' 500 pln – to 40% już zarobisz na samej wysyłce :D. Do tego pomyśl o multiplikacji: Świstak,  Aukcjusz... Nie jest to może powalający obrót (choć Aukcjusz w mojej branży dobija do Allegro), ale odczuwalny w sakiewce.
Nierobów takich jak ja :) Pewnie dużo. Choć Allegro to nie taki łatwy chleb, bo ciągle nie mam na to siły :P

Co byś proponował z moim kapitałem w Allegro? 
Ciuchy ciągle są podstawowym towarem na aukcjach. Defensywnie można na przykład wejść w dealerkę srebra (ciężko na tym stracić). Handel chińską elektroniką ciągle daje zarobić (i wykpić się z odpowiedzialności)... Poszperaj na eBay lub na Alibaba.com...

W zarabianiu najważniejsza
jest wiedza...
(www.sxc.hu)
Niezależnie od tego, co robisz – najpierw pasuje uruchomić kilkanaście prywatnych aukcji dla znajomych, dzięki którym w krótkim czasie nazbierasz sporo dobrych komentarzy / punktów. Zadbaj też o jakiś szablon (jeśli nie chce Ci się: pytaj na forach, np. Gimpuj.info, ale unikaj takich wtop).

I zainwestuj w 'Psychologię Ekonomiczną' pod redakcją Tadeusza Tyszki (nudna, ale zawsze przydatna). Minimum: w ciągle aktualnego e-booka Tomasza Piotrowskiego 'E-biznes od podstaw' (to będzie kolejna Książka na weekend). 


I tym sposobem dotarliśmy do końca kolejnego stutysięcznika... W zasadzie powinienem teraz podziękować Marcinowi za współautorstwo – co też czynię :). Oczywiście wszystko, co napisałem powyżej, tyczy się mojej strategii, skoncentrowanej przede wszystkim na rynku kolekcjonerskim. Jeśli masz jakiekolwiek doświadczenie na innych rynkach, lub chcesz się podzielić swoją strategią – wszyscy będziemy co najmniej zadowoleni i wdzięczni za Twój komentarz...


sobota, 17 grudnia 2011

Telemarketer vs. Klient: jak zarobić, i jak nie dać się nabić w butelkę.


Nie taki telemarketer straszny...

Przez telefon można zarabiać co najmniej na kilka sposobów: 0-700, ankiety, konkursy, umawianie spotkań, aż do prowadzenia telefonicznej sprzedaży. Profesjonalny telemarketer jest w stanie wykonać około 200 rozmów i zamknąć kilkadziesiąt sprzedaży jednego dnia. Nic więc dziwnego, że sprzedaż telefoniczna jest tak często wybieraną przez firmy formą prezentacji klientom ofert.

Telemarketing sprzyja też manipulacjom. Ba, w sytuacji, w której niejako z natury rzeczy okłamuje się ludzi nie 'prosto w oczy' – kłamać łatwiej. W tym wpisie poznasz moje doświadczenia po obu stronach słuchawki w przypadkach poszukiwania partnerów dla własnych przedsięwzięć, jak i przy masowej kampanii dla dużej firmy.

Technikalia
Praca przy użyciu dobrych narzędzi i w sprzyjającym środowisku wydaje się tak oczywista... A jednak, nawet najbardziej wyluzowani i bezczelni zapominają o takich bzdurach, jak rozgrzanie narządu mowy. Stres działa na nas zdradziecko i niespodziewanie, przyśpiesza wymowę, ściska szczęki, odbiera oddech. Dlatego warto zawsze zacząć od rozgrzewki, nawet przed jedynie 60-minutową sesją (czasami 60 minut to jedna rozmowa!).

Podczas rozmowy wszystkie ważne informacje powinieneś mieć przed oczami. W profesjonalnych boxach dla telemarketerów są dwa monitory, na których wyświetlana jest pusta umowa, przegląd ofert, słowa kluczowe i dane klientów. Jeśli wykonujesz rozmowy w ramach własnego przedsięwzięcia pamiętaj o rozłożeniu tych papierów przed sobą lub skomponuj sobie ważne informacje w formie tapety na pulpit – to naprawdę pomaga!

Baza danych
W przypadku własnego biznesu istnieją co najmniej trzy drogi do zdobycia bazy danych. Pierwszy, oszczędny, ale wymagający też wiele pracy, to szperanie w Panoramie Firm i Yellowpages. Mój drugi biznes był rozkręcany właśnie tą metodą. Ma ona ogromną przewagę nad bazami kupionymi – zazwyczaj jesteś w stanie dosyć dobrze poznać firmę, zanim w ogóle nawiążesz z nią kontakt.

Drugi sposób to zakup profesjonalnie przygotowanej bazy danych na płytach DVD (ostatnio też on-line). W Polsce i Europie jest kilka firm, które przygotowują bardzo dobre i często uaktualniane bazy danych. Kosztują one sporo (około 10 000 pln, w zależności od pojemności rekordu i ewentualnych aktualizacji), ale przy działalności zakrojonej na szeroką skalę są rozwiązaniem godnym przemyślenia.

Trzeci sposób to budowanie własnej bazy danych na zasadach podobnych do budowania baz mailingowych. Jest to najpopularniejszy legalny, ale i żmudny, sposób na budowanie bazy klientów indywidualnych. Oczywiście w całym kraju kwitnie nielegalny handel danymi, ale tego z oczywistych względów zabraniam ;).


Nastawienie
Telemarketer powinien skórę z tyłu czaszki mieć spiętą spinaczem – jego podstawowym obowiązkiem jest uśmiechanie się do monitora w trakcie rozmowy. Po kilku telefonach (i odmowach) stres mija, i opanowanie różnych odruchów przestaje być problemem. Warto wtedy właśnie zaprzyjaźnić się z powietrzem przed własnym nosem, uśmiechać się do niej, modulować głos, etc...

Innym ważnym elementem jest nastawienie do samych treści. Telemarketerów tłamsi się na różne sposoby: firma manipuluje, Ty tylko przekazujesz. Albo: ludzie są głupi, a Ty wchodzisz na wyższy poziom świadomości (władza i komplementy świetnie działają na ludzi z niskim IQ). Ostatecznie zawsze przypomina się o zarobkach...

Jeśli zaś sprzedajesz własne produkty/usługi, a nie jesteś przekonany o ich wartości i wartości Twojej pracy – prawdopodobnie nie powinieneś być przedsiębiorcą. Ostatecznie niepewnym pomaga NLP, nic nie jest tak efektywne, jak skuteczna auto-manipulacja.

Standardowy scenariusz rozmowy sprzedażowej
Jeśli już masz bazę danych, informacje o produkcie w głowie i zdążyłeś nabawić się odpowiedniego nastawienia – słuchawka w dłoń (ewentualnie – do Skype)! Różne firmy precyzują dokładniej elementy takiej rozmowy, ale z racji 'ogólności' bloga zaprezentuję tutaj szkielet, który powinieneś dostosować do swoich potrzeb.

A. Wstęp
1. Nie zastrzegaj numeru. Dzisiaj dzwoni się na komórki, bo daje to oczywistą skuteczność dotarcia do odpowiedniej osoby. Każdą rozmowę rozpoczyna się od przedstawienia się, a Twój numer to wizytówka, którą podałeś komuś do ręki zanim jeszcze otworzyłeś usta – świadczy choćby o otwartości i pozytywnych zamiarach.

2. Wymawiaj swoje imię i nazwisko wyraźnie, tak samo nazwę firmy. Kiedyś dzwonił do mnie telemarketer, który przedstawił się '...sz-p'ada'. Do końca życia zapamiętam, że z Netii dzwonił do mnie Szpada :).

3. Małpuj klienta. NLP nazywa to budowaniem 'raportu'. Dostosuj głośność, tempo mówienia i poziom oficjalności do tego, który reprezentuje rozmówca. Poza samą treścią możesz manipulować tylko tymi czynnikami, dlatego ważne jest tutaj zbudowanie podobieństwa, które obniża poziom psychicznych 'barier' u rozmówcy.

4. Skanuj klienta. Dzisiaj Rafał ma 45 lat, Wanda 19. Często jedyne co wiesz o kliencie to imię i adres, a czego innego w późniejszej części rozmowy będzie oczekiwała 19-letnia kurewka, czego innego 45-letni ksiądz. Dlatego staraj się z języka, jakim operuje dana osoba wywnioskować o niej jak najwięcej. To bardzo trudne zadanie, ale często decyduje o sukcesie sprzedaży.

5. Jeśli to możliwe, staraj się przewidzieć dobry moment na telefon. Tutaj akurat profesjonaliści boxach niewiele mogą zrobić, choć grafiki przewidują zmiany typu targetu w zależności od godziny.

6. Przygotuj się nie tylko na odmowy, ale też na bluzgi, groźby, niesmaczne żarty...

7. Przy połączeniach z numerami stacjonarnymi upewnij się, czy rozmawiasz z osobą decyzyjną. W firmach oczywiście dodzwonisz się do sekretariatu, w domach klientów indywidualnych do przygłuchej babci czy rozgadanej uczennicy podstawówki.

B. Prezentacja oferty, czyli mięso

1. Po przedstawieniu się należy przedstawić powód rozmowy. Tutaj jak ognia unika się słów związanych ze sprzedażą, klient powinien spodziewać się wszystkiego, tylko nie transakcji. Więc wszelkie 'oferta', 'zakup', a nawet 'prezentacja' odpadają.

2. Przygotuj więc swój zestaw pozytywnych słów kluczowych: nowa możliwość – zwiększyliśmy zasięg, ulepszyliśmy metodę, cokolwiek sensownego... 

3. Zgodnie z prawem musisz zapytać o możliwość zaprezentowania klientowi stojących przed nim nowych możliwości ;). Najczęściej stosowana jest tutaj technika 3x 'tak': Prowadzi Pan firmę zajmującą się X? (tak), to pewnie chciałby Pan zwiększyć zyski / obrót, zmniejszając koszty? (kto by nie chciał), więc opowiem Panu jak zwiększyć zyski zmniejszając koszty... 

4. Powyższa technika jest wpleciona w inny ważny element każdej sprzedaży – badanie potrzeb. W badaniu potrzeb pierwsze pytania muszą być trafne! Nie tylko ze względu na skuteczność '3x tak'. Klient, którego zapytasz o niewłaściwe potrzeby od razu uzna, że będziesz mówił o czymś, co mu się nie przyda...

5. Poziomy prezentacji produktu – istnieją 3, jak poziomy trudności /zaawansowania.
Pierwszym jest opis produktu: Piotr, który pytał o telemarketing kilka postów temu powiedziałby 'Mam stronę X, o instrumentach, 3 000 unikalnych użytkowników dziennie'.
Drugi to prezentacja cech produktu: analogicznie 'Moja strona przyciąga 3 000 użytkowników dziennie, jest często aktualizowana i atrakcyjna wizualnie'.
Trzecim jest prezentacja korzyści: 'Dzięki tej reklamie zyska Pan przekierowanie kilku tysięcy unikalnych użytkowników dziennie, zwiększy pozycję w wyszukiwarkach, ilość wejść i sprzedaż'. Używaj prostego języka, nie każdy wie, co to konwersja...

6. Zadawaj pytania w celu potwierdzenia Twojego punktu widzenia i wciągnięcia rozmówcy w interakcję (utrzymania jego poziomu zaangażowania w rozmowę). Telemarketing bazuje na prostym schemacie: mam extra produkt, tak? > tak > czyli opłaca się, tak? > tak > to bierzesz pan? > klient okazałby się głupcem, gdyby nie wziął (i znów 3x 'tak')...

7. Porównując ceny z konkurencją pamiętaj o asymetrii: oni dają JEDYNIE za AŻ, my dajemy AŻ za JEDYNE! 

8. Przy swojej ofercie znów pamiętaj o pozytywnym słowniku: żadnego 'koszt', 'cena'...

9. Stwórz wrażenie wyjątkowości oferty: 'dzwonimy TYLKO do klientów, którzy...', 'WŁAŚNIE do Pana...',' TYLKO dzisiaj...'.

10. Rozwiewanie wątpliwości: po ostatnim pytaniu (Twoim celem nie musi być sprzedaż, może nim być na przykład tylko umówienie spotkania!) klient ma 3 możliwości: tak, nie, zastanowię się. W dwóch ostatnich przypadkach ważne jest ustalenie przyczyn obiekcji inne niż niezbyt grzeczne 'dlaczego? Nad czym Pan się zastanawia?'.
Przygotuj zestaw odpowiedzi na każdą standardową obiekcję, tak, abyś rozwiał ją natychmiast. Najbardziej efektowny jest sposób zwany w erystyce 'retorsio argumenti', czyli odwrócenie kota ogonem: uczynienie z 'minusa' prezentowanego przez klienta 'plusa' naszej oferty.

11. Cena. Zasadą podstawową jest: nie obniżać ceny! Firmy uznały, że klienta trzeba 'tresować' (w korpo-slangu: edukować), że cena dobra X wynosi Y i koniec (ma to znaczenie na przykład dla negocjacji przy przedłużeniu / ponownej sprzedaży). Jeśli klient nie akceptuje propozycji ze względu na cenę dodaje się gratisy lub przechodzi do prezentacji innej, tańszej pozycji z oferty. Z punktu widzenia klienta wygląda to jak obniżka, jednak pamiętaj, że gratisy firma kupuje w hurcie, a klient rozważa je w cenie detalicznej (weź to pod uwagę konstruując własną ofertę). Bardzo rzadko też w telemarketingu prezentuje oferty rzeczywiście wyjątkowe, najczęściej są to standardowe pozycje z cennika.

12. Przy finalizacji należy pamiętać o ustaleniu jej elementów od najłatwiejszych, do najtrudniejszych, tak, by klientowi trudno było zrezygnować ze względu na poświęcony rozmowie czas...

13. Na koniec zawsze przypomnij swoje imię i nazwisko oraz podaj numer, pod którym klient może się z Tobą skontaktować. Prawdopodobieństwo, że z tej opcji skorzysta jest niewielkie, ale ważne jest tutaj potwierdzenie zaangażowania i przekonanie, że 'klient nasz pan' i 'do usług'...

C. Po rozmowie

Po rozmowie warto zanotować swoje spostrzeżenia na temat klienta: jakie korzyści do niego przemawiają, jakie miał obiekcje, o której godzinie rozmawialiście, w jaki dzień tygodnia. To wszystko cenne informacje, które pomogą Ci (bądź innym pracownikom) przy okazji powtórnego kontaktu z tą osobą.

Druga strona medalu: jak rozmawiać z telemarketerem

Przede wszystkim (dla niektórych: 'jednak') kultura osobista obowiązuje! Telemarketing to po prostu praca. Stresująca, ciężka i często słabo płatna. Jeśli uważasz się za mądrzejszego, postępuj jak mądrzejszy, nie jak wsiowy cwaniak.

Po pierwsze, co chyba widać z powyższego skryptu: nigdy nie akceptuj pierwszej propozycji. Na tym tracisz.

Po drugie: nie daj się wciągnąć w 3x 'tak', zadawaj własne pytania, choćby najgłupsze. Jeśli już dasz się wciągnąć, a chcesz jednak odmówić, posłuż się domową wersją złego gliny: muszę zapytać żonę / mamę / psa... Większość telemarketerów po takiej odpowiedzi skreśla kontakt. A nawet jeśli ponowią ofertę, będziesz wiedział co odpowiedzieć (najpopularniejsza metoda w firmach: no ja bym chciał, ale księgowa...).

Po trzecie: jeśli wiesz, że dzwoni osoba decyzyjna – negocjuj. Ja już wiem, jak za darmo uczyć się Chińskiego w Lublinie. Najprostsze negocjacje: ilu klientów muszę Wam znaleźć, żeby X dostać za friko?

Po czwarte: zamień myśliwego w zwierzynę. Pod koniec rozmowy poproś o ponowny kontakt za jakiś czas i sprawdź oficjalny cennik firmy i konkurencji. Jeśli dany produkt jest dla Ciebie przydatny i faktycznie atrakcyjny (i możesz na nim sporo zyskać) drugą rozmowę zaczynasz od razu od ataku: 'wezmę, tylko … , bo Pan(i) nic mi tutaj specjalnego nie zaproponował(a) / bo konkurencja daje za X'... W ten sposób wywalczyłem w mBanku atrakcyjną kartę Master Card w cenie ich karty podstawowej. Telemarketer, który ma klienta mówiącego 'wezmę' już jest w ogródku, już wita się z gąską...

Po piąte: wyprzedzaj zawsze, kiedy kończy Ci się umowa. Znów – ze znajomością cennika. Oczekuj rabatu za 'wierność', bardzo często taki dostaniesz (ludzie już się przyzwyczaili do takich rozmów przy wygasającym abonamencie telekomunikacyjnym).


Po szóste: ostatecznie pamiętaj, że jeśli rzeczywiście dany produkt jest dla Ciebie przydatny, to dzwoniący najczęściej jest w tanie zaproponować Ci satysfakcjonujące rozwiązanie.

Bus(y)iness
Sprzedaż jest dzisiaj tak powszechna jak oddychanie. Zauważ, że codziennie miliardy sklepów sprzedaje miliardy miliardów produktów, miliony telemarketerów sprzedając miliony milionów produktów i usług. Z drugiej strony rozmowa jest podstawą rozwoju człowieka, jest też podstawą biznesu. Telemarketing przenosi te dwie prawidłowości na wyższy poziom skuteczności, z czego tak naprawdę wszyscy korzystają.

Niestety sprzedaż 'na słuchawce' to niemal zawsze cold-call (o networkingu pisałem daaawnooo temu). Skąd Pani z banku może wiedzieć co ja robię z moją dziewczyną, kiedy akurat dzwoni o 21.00, tracąc głos i nerwowo zjadając 'końcówki'? To chyba podstawowy powód dla którego kłamliwych telemarketerów lubimy mniej, niż kłamstwa na opakowaniach produktów kupowanych w markecie...

A może jednak Ciebie nie wkurzają nocne 'wyjątkowe' oferty?




sobota, 19 listopada 2011

150% zysku w miesiąc bez ryzyka, czyli magia zginania kręgosłupa ;)


(www.demotywatory.pl)
Zarobić 150% w miesiąc bez ruszania tyłka sprzed komputera – to możliwe? Pewnie tak. Bez ryzyka? no... Mi niestety się nie udało, musiałem się ruszyć, wyjść na zewnątrz – ba, nawet zrzuciłem kilka kilogramów. Biorąc pod uwagę, że ta gimnastyka trwała raptem godzinę dziennie: nie żałuję.

W podsumowaniu października pisałem, że rozpoczynam swój projekt wyprzedaży 'śmiecia' na Allegro. Od tamtego czasu sprzedałem ponad 100 przedmiotów. Kilka ze stukrotnym zyskiem, kilka za 2 złote... Sto to niewiele, ale poznałem już kilka typów ludzi, nauczyłem się podstaw allegrowej manipulacji. O tym wszystkim postaram się Ci dzisiaj napisać jak najwięcej (tak, znów będzie stutysięcznik).

Allegro – tygodniowy plan start-upa
Żeby zacząć handel na Allegro nie trzeba kosmicznych nakładów czasu czy pieniędzy. Nadchodzący świąteczny tydzień i około 20-50 pln wystarczy w zupełności ;).

  1. Jednego dnia zapoznasz się z regulaminem portalu i informacjami na forach prawniczych dotyczącymi gwarancji, zwrotów, kosztów przesyłki, etc.
  2. Drugiego ściągniesz z sieci darmowy program GIMP i poświęcisz kilka godzin na przerobienie tutoriali z forum gimp.info.
  3. Trzeciego dnia przy pomocy kolejnego darmowego kursu HTML z netu zapoznasz się z regułami tworzenia tabel i wstawiania zdjęć – wieczorem będziesz miał już gotowy własny szablon
  4. Czwartego dnia poszukasz w internecie podpowiedzi jak za 20 pln zrobić namiot bezcieniowy (light tent) i wybierzesz się na zakupy
  5. Piątego dnia pożyczysz od znajomego aparat i przygotujesz fotki i opisy aukcji – zdjęcia wrzucisz na darmowy photobucket
  6. Szóstego dnia jak wiadomo należy się odpoczynek :), przy okazji można przejrzeć aukcje konkurencji i zanotować ceny już sprzedanych i niesprzedanych przedmiotów z Twojej kategorii
  7. I w niedzielę wieczorem wystawisz aukcje...


Dokładnie tyle zajęły mi przygotowania.

Klucz do sukcesu: analiza konkurencji
Jeśli już się uczyć, to od najlepszych. Większość drzwi w każdym biznesie zostało już wyważonych – znajdź tego, który to zrobił najlepiej i... Nie, nie kopiuj – ulepszaj. Czytając regulaminy na aukcjach zawodowych handlarzy poznasz wszystkie problemy i bolączki tej branży.

Poznasz też dane o średniej sprzedaży, cenie, wpływie ilości komentarzy na jedną i drugą statystykę. Ocenisz poziom merytoryczny opisów, jakość przygotowania szablonów i wszystko inne, nad czym będziesz się zastanawiał pisząc we własnej głowie mini biznes-plan.
(www.demotywatory.pl)

Najlepszy zarobek
to oczywiście... wysyłka. Na początku postąpiłem opisaną wyżej drogą: koszty przesyłki dla poszczególnych towarów ustaliłem na poziomie innych aukcji. W praktyce okazało się, że są zawyżone nawet o 100%! Najwyraźniej marzeniem alle-sprzedawcy jest sprzedawanie powietrza – 7 pln polecony ekonomiczny.

Nawet nie trzeba bardzo oszczędzać na pakowaniu – tournée po osiedlowych sklepikach dostarczy Ci odpowiedniej ilości dobrej tektury, a w hurcie koperty bąbelkowe są śmiesznie tanie.

150% zysku kalkuluje się banalnie: zdecydowana większość wystawionych przeze mnie przedmiotów to aukcje z kategorii 'kolekcje'. Kolekcje kupowane we Francji na vide-greniers za 0,1 eur sztuka. Cena minimalna – 1 pln :). Średnia oszczędność na przesyłce – dodatkowe 2,23 złotego. Najtańszy przedmiot poszedł za 2 pln, najdroższy – X00 pln.

Kilka trików
Wystawiam wszystko od 1 pln bcm. To zdecydowanie skuteczniej angażuje licytujących, tworzy wrażenie 'tanizny' i 'okazji'. Dobra – w zasadzie nie od 1 pln, a od 1,47 – taka cena znów wyróżnia przedmiot, kiedy ktoś skorzystał z wyszukiwarki i sprawdza ceny. Niska cena wywoławcza sprzyja też samej finalizacji – czyli uruchamia natychmiastowy obrót.

Nazwa aukcji powinna zawierać wszystkie korzystne słowa kluczowe powiązane bezpośrednio z przedmiotem – w ten sposób vinylowe figurki postaci z mangi wyświetlają się nie tylko miłośnikom modelarstwa (prawidłowa kategoria), ale też miłośnikom gier i komiksów. A święta nadchodzą...

Nie przesadzaj z pstrokacizną i szczegółowymi opisami. Każdy twierdzi, że to bardzo ważny element aukcji i czyta opisy bardzo uważnie. Napisałem w swojej aukcji czcionką 28ppt, że nie przyjmuję płatności 'płacę z Allegro' – zgadnij ilu kupujących zauważyło tę 'drobnostkę'? Dwóch. Na stu.

Bądź milszy, niż potrzeba. Nie wystawiłem od razu wszystkiego co mam do sprzedania. Osobom, które kupiły towaru za ponad 40 pln dodawałem drobne gratisy, ale zawsze z innych kategorii. Po pierwsze pozwala to budować relację z klientem, po drugie często jest przyczyną otwarcia nowej kolekcji, która da Ci w przyszłości zarobić.

Pozwól apetytom rosnąć. Przedmiotów z tej samej kategorii o większej wartości nie wystawiam jednocześnie. Po pierwsze – przesyłka. Po drugie: większość z nich jest na tyle unikatowa, że po sprzedaży pozwalam ludziom odetchnąć na tydzień, po czym wystawiam drugi przedmiot – z reguły osiąga lepszą cenę niż pierwszy, okazja przecież może się nie powtórzyć.

'Pozycjonuj' aukcję poza allegro: najlepsze są do tego przeróżne fora internetowe.

Kiedy masz wystawić kolejny przedmiot z danej kategorii najpierw zaproponuj sprzedaż bez udziału portalu ludziom, którzy już coś od Ciebie kupili. Zyskasz stałych klientów (a maile i telefony już masz).

Cwaniacy i kretyni
Mam kilku znajomych, którzy zajmują się handlem przez internet. Żaden z nich nie sprzedaje przez allegro – twierdzą, że mają dość tamtejszego chamstwa i cwaniactwa. Minął raptem miesiąc, a i ja natknąłem się już na swojego chama i swojego cwaniaka.

Pierwszy – oczywiście – warszawianin (kto nie zna różnicy między Warszawiakiem, a warszawianinem niech zapyta kolegów z prowincji). Kupił przedmiot na aukcji za 70,- pln, godzinę później taki sam (pozornie) przedmiot sprzedano za 40,-. Wpłacił 41,- + przesyłka i dzwoni w niedzielę wieczorem, że on więcej nie da, skoro na tamtej aukcji poszło tak tanio. Łaskawca...

Drugi – też znamienne – konto z 'teczką' (firmowe). Kupił 5 przedmiotów, z czego 3 mogłem wysłać tylko paczką gabarytową 'B', w sumie 4 kilo badziewia. Przelewa po 5 minutach (oczywiście 'płacę z Allegro') kasę z doliczoną przesyłką... polecony ekonomiczny.

O tych, co to czytać nie potrafią, to już nawet szkoda pisać... Denerwować się też szkoda :).

(www.demotywatory.pl)
Pierwsza zasada marketingu
mówi bowiem klient = kretyn. Jeśli coś można zrobić bezmyślnie, bezsensownie, wbrew regulaminowi, instrukcji, etc – na pewno tak zrobi. Potem jest płacz, bo się samo zepsuło, bo mnie oszukał sprzedawca taki to a taki. 

Druga zasada mówi – tę wrodzoną tendencję do oszczędzania szarym komórkom wysiłku należy wykorzystać. To właśnie stąd pomysły na tutki na penisa ;). Właśnie wczoraj robiąc mini-podsumowanie mojej kampanii allegrowej zauważyłem, że mi też udaje się wykorzystywać to gapiostwo kupujących – i to zupełnie niechcący. Na początku w złości korespondencję z kupującymi zaczynałem od... wyliczenia im ile punktów mojego regulaminu złamali.

Skuteczny nieprofesjonalizm
Na pierwszy rzut oka – co najmniej nieprofesjonalne zachowanie z mojej strony, większość kupujących jest przyzwyczajonych do obsługi 'klient nasz Pan'. Ale w połączeniu z 'niech się Pan już tym nie przejmuje', dobrym zabezpieczeniem przesyłek i nadawaniem ich jeszcze w dniu wpłaty wszystko tworzy klarowny przekaz: Ty być względem ja nie o.k. - ja względem Ty być o.k.

Kończy się to jakimiś nieproporcjonalnie przychylnymi komentarzami, mailami z podziękowaniami i posypywaniem głów popiołem, etc. Ludzie czują potrzebę zadośćuczynienia, za te, znikome przecież, 'przewinienia'.

Pięć lat studiów manipulacji (bo tym jest w gruncie rzeczy politologia) rechocze we mnie – tak żałośni jesteśmy.

Czy będzie z tego 'biznes'?
Zysk jest, to już wiadomo. Czy da się z tego wyżywić państwo, czyli założyć firmę? Zusik, vacik, dochodowy, ewentualne cło dla produktów spoza UE, międzygalaktyczne przeloty do Francji i takież paczki – licząc obecne wpływy zysk z całej operacji wyniósłby jakieś 7%, czyli tyle, co na lokacie.

Ale za to ilu nierobów byłoby usatysfakcjonowanych :)...

Szansa na rozwój tego wiecznie jednoosobowego przedsiębiorstwa istnieje wyłącznie przy intensyfikacji działań, ale nie jest moim celem w tym momencie zostać allegrowym sprzedawcą...

Da się jednak znaleźć masę przedmiotów, którymi można handlować z rozsądną 'przebitką'. Poza wszelkiego rodzaju 'chińszczyzną' warto przejść się do lokalnego Buchmann'a i porównać ceny komiksów z tymi oferowanymi na sto razy wymienionym tutaj portalu. Można też pofatygować się do najbliższego szmatexu...

Start do start-upa
Mimo wszystko uważam, że allegrowy handel lepiej rozpatrywać jako krótkoterminowy projekt, który da finansowe podstawy do rozpoczęcia czegoś naprawdę zyskownego – niż jako pomysł na 'swoją firmę'...


Ciągle się uczę, więc ja i moi czytelnicy będziemy bardzo zadowoleni, jeśli podzielisz się z nami swoimi spostrzeżeniami na temat e-handlu :).


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...