Podoba Ci się ten blog? Chcesz być na bieżąco z nowościami - subskrybuj kanał RSS... Co to jest RSS?

wtorek, 26 kwietnia 2011

Mały Anioł Biznesu: W co inwestować? cz. I

Kilka tygodni temu przedstawiłem Ci pokrótce co można zainwestować jako Anioł Biznesu. Dzisiaj nadszedł czas na kolejny krok: jeśli wiesz już co możesz zainwestować zastanówmy się nad podstawową strategią. Będziemy szukać możliwości pomnożenia Twoich pieniędzy i zdobycia satysfakcji we wszystkich ogólnych kategoriach rynkowych. Na szczegóły przyjdzie czas później.

Kiedy zaczniesz poszukiwać ciekawych firm, w które mógłbyś zainwestować, prawdopodobnie dostaniesz od razu kilka propozycji od ludzi, którym wydaje się, że wiedzą jak zagospodarować Twoje pieniądze. W tym wpisie postaram się Ci podpowiedzieć jak stworzyć ogólne sito, przez które oddzielisz tych, którzy widzą w Tobie trzecie 'F', od tych, którzy proponują Ci deal mający szanse powodzenia.

Miara wszechrzeczy
Ponoć jest nią człowiek. Klasyczna literatura twierdzi, że AB inwestują albo w ludzi, albo w produkt. Moim zdaniem w ludzi inwestuje się zawsze, w produkt tylko czasami. Pomagając komuś prowadzić własną firmę inwestujesz w jego biznesowe doświadczenie i 'obycie', wiedzę i konkretne umiejętności. Ale skoro Twój kandydat nie ma wiedzy ani umiejętności, to po czym poznać, ze jest wart Twojego zaangażowania? Po pewnych cechach charakteru:

Chciwość
Z grubej rury, nie? W procesie socjalizacji wszyscy wmawiają nam, że to jedna z najgorszych cech. Ale są ludzie, jak John Stossel, którzy twierdzą, że to ona popycha świat w dobrym kierunku. Jeśli ktoś przychodzi do mnie z propozycją inwestowania w jego firmę, to powinien sam wiedzieć, że prowadzi ją dla zysku, którego części oczekuję. Jeśli chce chronić wieloryby czy badać tożsamość Kuby Rozpruwacza – trafił nie do tego 'F', którego szukał.

Najlepsza inwestycja
Oczywiście chciwość nie jest jedyną cechą dobrej inwestycji AB. Liczy się choćby chęć nauki czy doświadczenie w dziedzinach, w których nie możesz pomóc. Jednak kiedy Twoje podejście skoncentruje się na człowieku, w którego inwestujesz – istnieje wielka szansa na zwrot inwestycji nawet przy niepowodzeniu przedsięwzięcia. Dlaczego?

Ludzie chciwi rzadko poprzestają na jednej próbie. Udoskonalają model biznesowy i produkt, szukają niszy, uczą się rynku i klienta. W końcu tego potrzeba, żeby zarobić więcej. I próbują jeszcze jeden raz, i jeszcze jeden – nie odpuszczają. I wracają. Oczywiście nie wszyscy, ale nieudacznikami szkoda zawracać sobie głowę – takie już ryzyko Anioła Biznesu.

Produkt
lub usługa. Najważniejsza cecha dobrej inwestycji to skalowalność. Budowa systemu partnerskiego czy franczyzowego, międzynarodowy reseller, możliwość sprzedania licencji czy sieć MLM – najlepiej jeśli wszystkie opcje są możliwe równocześnie. Druga ważna cecha to wyłączność geograficzna, niszowa etc. - do jej analizowania posłuży Ci kanwa błękitnego oceanu.

Produkt jest w pewien sposób bardziej przewidywalny niż człowiek. Ale zawsze może trafić się 'zły dzień', i nawet najlepsza inwestycja nie obroni się sama. Inwestowanie w produkt jest formą zabezpieczenia się przed niepewnym człowiekiem. Tematowi bezpieczeństwa inwestycji poświęciłem już jednego posta...

Przemysł
Produkt przemysłowy, jeśli jest innowacyjny, można przede wszystkim opatentować. Później sprzedaży podlega sam produkt, jak i patent/licencja. Patent gwarantuje wyłączność praw, więc warto mieć w nich swój udział. Prawda jest jednak taka, że producent nie będzie chciał się podzielić patentem choćby dlatego, że jest on potencjalnym źródłem pasywnego dochodu.

Co z produkcją, która nie jest innowacyjna? Cóż, z pomocą znów przychodzi kanwa błękitnego oceanu i Twoja głowa :). Trzeba poświęcić trochę czasu na badanie rynku, poszukiwanie przewagi konkurencyjnej lub tworzenie drobnej innowacji. Ostatecznie sprawa zawsze jednak sprowadzi się do handlu.

Rozważając inwestycję w przemysł warto myśleć właśnie o prawach majątkowych i dochodzie pasywnym. 5% udziału w prawach 'Mody na sukces' jest dzisiaj warte więcej niż niejedna Kiyosakowska nieruchomość, a do tego nie wymaga żadnych wydatków na utrzymanie. Pierwsi 'Aniołowie' inwestowali właśnie w Hollywoodzkie produkcje...

Handel
Sprzedaż jest tak naprawdę clue biznesu, bez niej nie ma firmy. Odpowiednikiem patentu, o wiele mniej trwałym, jest wyłączność. Może być geograficzna, czasowa, bądź na określony rynek (na przykład B2B). Dosyć ciężko tutaj ze skalowalnością, o ile firma nie stara się o kreowanie nowych rynków lub poszerzenie asortymentu. Przewagą inwestycji w handel jest niemal natychmiastowy obrót, który daje możliwość 'mnożenia' inwestycji.

Nie polecam natomiast w zasadzie w ogóle interesować się handlem internetowym, jeśli marże nie wynoszą minimum 120% - a takie są przy niewielu produktach. Dlaczego? Wszystkie rynki z niższymi marżami są 'zepsute' przez wujków Józków dorabiających do etatu towarem zgromadzonym w garażu. Dla niedopieszczonego etatowca dodatkowy 1 000 złotych miesięcznie to marzenie, dla inwestora to niewart uwagi ochłap.

Usługi
to bardziej lifestyle niż biznes. Niskie bariery wejścia, łatwość skopiowania i bardzo zmienny rynek z trudną do zidentyfikowania średnią jakością to największe wady tego typu przedsięwzięć. Istnieje zawsze coś, co nazywa się system franczyzowy, jednak zbudowanie solidnych podstaw takiej inwestycji zajmuje sporo czasu. Co jednak może zwrócić uwagę inwestora w usługach?

Po pierwsze wąsko wyspecjalizowane usługi dla konkretnej grupy odbiorców, wymagające drogich maszyn. Przykładem niech będą usługi czyszczenia kanalizacji za pomocą zdalnie sterowanych robotów. Wąski rynek i duże nakłady na uruchomienie inwestycji dają przynajmniej chwilową przewagę nad konkurencją.

Inną wartą zainteresowania usługą jest ta, która wymaga nietypowej, trudno osiągalnej wiedzy – czy to interdyscyplinarnej, czy specjalistycznej. To właśnie ten poziom wiedzy pozwala zabezpieczyć poważną część, a czasami nawet cały rynek. Dzisiaj ciężko w zasadzie o dobrą obsługę inwestycji w raju podatkowym bez udziału kogoś z 'wielkiej czwórki'...

Pomysł
Na ten temat będzie kolejny wpis MAB... W pomysły inwestują hazardziści i fundusze Venture/Seed, te drugie mają przynajmniej własne metody ich wyceny.

Cz. II
W następnym wpisie, który pojawi się za jakiś czas (:P) zajmiemy się dokładniej pojedynczymi cechami, na które należy szczególnie zwrócić uwagę szukając dobrej inwestycji.


Specjalnie w zasadzie przemilczałem rynek internetowy, bo chciałbym na początek poznać Twoją opinię na jego temat...


piątek, 22 kwietnia 2011

Old school hacking, czyli 'współpraca' z urzędami od kuchni.

Nie mogłem się powstrzymać...
Demot by zolty_75
Mali i średni przedsiębiorcy najczęściej narzekają na panującą ich zdaniem biurokrację, ZUS, US, i inne 'biura'. Jest w tym wiele racji, ale też należy pamiętać, że boisko w tej grze jest niemal dla wszystkich takie samo. Ludzkość od zawsze radziła sobie z dziczą z 'innego świata' na dwa sposoby: kijem i marchewką. Ta zasada obowiązuje również w urzędowej dżungli. Dzisiaj opowiem Ci jak przeprowadzać badanie rynku za pomocą ludzi, którym płacisz od dnia swoich narodzin.


Mistrzowie hackingu, jak Kevin Mitnick, twierdzą, że łatwiej jest łamać ludzi, niż hasła. Doświadczenie mówi, że mają rację (wspomnijmy choćby przygody pana Krauzego). Wielcy i średni inwestorzy mogą sobie pozwolić na takie działania, w końcu networking to ich podstawowe źródło przychodu. Jednak 'ustawodawca' pozostawił nam, skromnym szarakom, możliwość. Ta prymitywna możliwość przez hackerów nazywana jest 'brutalną siłą' (brute force)...

Biurwa też klient
Rozmowy z biurokratami to ciekawy sport. Prędzej czy później zaznasz tej przyjemności, dlatego jak w każdej wojence lepiej jest uderzyć jako pierwszy. Podstawą badania rynku przy pomocy networkingu z urzędnikami jest znajomość ich psychiki. Tutaj niewątpliwie przydają się studia humanistyczne i znajomość choćby takich zachowań jak 'wyuczona nieudolność'.

Urzędnicy mają swoje strachy, swoje potrzeby i ambicje. Nieważne jakimi przymiotnikami je dookreślisz. Potraktuj urzędnika jak swojego klienta. Musisz mu dostarczyć jakąś wartość, coś, za co będzie gotów udzielić Ci informacji lub innego wsparcia.

Miej strategię
Zacznij od znajomych, są nie tylko świetnym źródłem kontaktów w urzędach (przy obecnej ilości zatrudnionych tych instytucjach nie można chyba nie znać żadnego urzędnika), ale też świetnym tematem na otwarcie rozmowy. Postaraj się tylko nie 'obrabiać komuś d**y'. Umów spotkanie zaraz po pracy, ale daleko od jej miejsca. Atmosfera urzędu wpycha siano w buty Twojego rozmówcy, a Ciebie może przytłoczyć.

Biurwy lubią druki, druczki, tabele, więc nie targaj ze sobą laptopa – drukuj. Lubią być traktowani jak eksperci, nie pytaj więc o zgodę, pytaj o opinię. Urzędnicy lubią mówić 'nie', więc jeśli już pytasz nieformalnie o zgodę pytaj 'czy nie ma pan nic przeciwko?' (metoda Michela Marbot'a). Na koniec – nigdy nie proponuj korzyści majątkowych; ba, jeśli rozmówca dwukrotnie odmówi Ci 'przyjemności' zapłacenia za jego rachunek – odpuść. Możesz narazić się na oskarżenie o łapownictwo, jeśli biurwa zechce zabłysnąć przed szefem i miejscową sitwą.

Doświadczenie a polityka
W szczególności poszukuj kontaktu ze starszymi biurokratami. Część z nich wykazuje zrozumienie i chętnie pomaga. Inni znów tak świetnie pasują do wszystkich stereotypów, że nie będziesz miał problemu ze znalezieniem przycisku 'play' w ich myśleniu. Starsi urzędnicy nazywają doświadczeniem wiedzę o tym kto, z kim, i pod kim dołki kopie. A nade wszystko – po której stronie stanąć zawczasu. Gdyby tego nie wiedzieli, nie byliby na swoim stanowisku.

Tutaj dochodzimy do kwestii 'powiązań' biznesu i polityki. Prawda jest taka, że nie da się robić sporych pieniędzy bez udziału polityki (przypominasz sobie romans pana Foltyna z PSL?). Jeśli starasz się pracować z daleka od polityki ta sama się upomni o Twoje pieniądze i kontakty. Rozważenie kwestii konformizmu czy etyki pozostawiam Tobie, ja sam nie lubię kłócić się z rzeczywistością.

Wczesne ostrzeganie
Gdybym musiał Cię przekonywać, że warto utrzymywać dobre kontakty z miejscowymi urzędnikami przytoczyłbym przede wszystkim słowa człowieka, którego uważam za jednego ze swoich mentorów – biurwy to najlepszy na świecie system wczesnego ostrzegania. Niemal pół roku przed wyborami samorządowymi wiedziałem kto w Lublinie będzie wice-prezydentem, ile to kosztuje, kogo pobłogosławi Palikot, etc.

Dowiesz się jakie zmiany prawa się szykują, jakie inwestycje, remonty, ograniczenia w ruchu drogowym (cholernie ważne!), kto składa jakie wnioski o pozwolenia. Ale to i tak niewiele – poznasz mnóstwo ciekawostek na temat przetargów, konkursów, zamówień, 'partnerstwa' publiczno-prywatnego, o funduszach skradzionych mieszkańcom 'unii' nie wspominając...

Dzieciaczku... czyli siłą
Moja historia stosowania socjo-techniki opisanej wyżej nie jest tak skuteczna, jak w wykonaniu bogatszych i starszych znajomych. Tak, kwestia wieku i rodzaju inwestycji są kluczowe. Nie dość, że jestem młody, to wyglądam jak gówniarz. Jeśli rozmawiam z kobietami-urzędniczkami najczęściej wszystko jest ok – panie bardzo lubią mi 'matkować'. Ale pracownicy urzędów ozdobieni penisami, kiedy tylko zaczynamy rozmowę, rzucają spojrzenie pod tytułem 'co ty ku**a wiesz o biznesie, masz bogatego ojca, czy co?'.

Dlatego też o wiele częściej jestem zmuszony odwoływać się do metody brutalnego przypominania urzędnikom, że są opłacani z mojej kieszeni. Po wielu ciekawych procesach i wpadkach nasz oświecony 'ustawodawca' wpadł na pomysł napisania niedoskonałej jak zawsze ustawy... I Bogu dzięki. Od 6 września 2001 roku mamy możliwość żądania od urzędników udzielenia informacji na podstawie Ustawy o dostępie do informacji publicznej.

Ludzie listy piszą
Zgodnie z ustawą możesz zapytać o wszystko, co wie urząd, a co nie podlega ochronie informacji niejawnych lub ochronie danych osobowych. Choć nie do końca, jest pewna metoda wyciągnięcia z urzędu danych osobowych za pomocą tej ustawy, ale nie o tym ma być dzisiejszy wpis :). Pamiętaj tylko aby swoje pytania przygotować w jasnej i klarownej postaci, do każdego dołączając zastrzeżenie o dostarczeniu informacji zbieżnych z pożądaną w przypadku braku informacji pożądanej.

Wniosek/prośbę o udzielenie informacji wydrukuj w dwóch egzemplarzach i złóż w sekretariacie odpowiedniego urzędu. Na drugim egzemplarzu poproś o datownik, pieczątkę i podpis urzędnika, który przyjął od Ciebie dokument. Podziękuj i oczekuj na odpowiedź. Urząd musi odpowiedzieć na Twoje pytania; jeśli nie odpowie brak danych musi uzasadnić ewentualnie skierować do innego urzędu, który odpowiednie dane posiada.

Na skróty
Nie będę Cię uczył pisania listu urzędowego, ale podrzucę Ci wstęp i zakończenie takiego listu.
Wstęp:

Na podstawie art. 2 ust.1 ustawy o dostępie do informacji publicznej z dnia 6 września 2001 r. (Dz. U. Nr 112, poz 1198 z późn. zm) zwracam się z prośbą o udostępnienie informacji publicznych dotyczących:

Zakończenie:
Na podstawie art. 12 ust. 2 wyżej wymienionej ustawy proszę o przekazanie informacji w formie drukowanej na adres nadawcy, oraz w formie elektronicznej na adres: login@serwer.pl
Na podstawie art. 15 ust. 2 wyżej wymienionej ustawy proszę o rozpatrzenie mojego wniosku w terminie 14 dni.

Na koniec własnoręczny podpis i gotowe. Jeśli możesz, postaraj się znaleźć umocowanie prawne swojego pytania w innych ustawach. Ja na przykład, kiedy chcę otrzymać wyniki badań natężenia ruchu w danej lokalizacji powołuję się na art. 19 ust. 5 ustawy o drogach publicznych z dnia 21 marca 1985 r. (Dz. U. 04.204.2086 z późn. zm)...

Pamiętaj, że zgodnie z ustawą urzędnicy nie mają prawa uzależniać udostępnienia danych od podania powodu, dla którego o nie pytasz!

Praktyka
Ustawa działa przyzwoicie. Urzędnicy bardzo rzadko odpisują mailem (drogówka chlubnym wyjątkiem), za to listy w miejscu mojego adresu mają adres e-mail. Na szczęście koperty urzędnicy adresują prawidłowo. Termin 14 dniowy nie jest przestrzegany, ale w 3-4 tygodniu od złożenia wniosku powinieneś dostać odpowiedź.

Jak jest z trafnością odpowiedzi? Różnie. Najczęściej jednak jeśli nawet nie dostanę wprost tego, czego chciałem, to jestem w stanie dosyć szybko wydobyć dane z bełkotu samodzielnie. Ciężko spodziewać się, że urzędnicy będą dla Ciebie zarywać noce, aby tylko znaleźć Twoje wymarzone dane. Otrzymasz wypis z tego, co już jest, obróbka należy do Ciebie.

Po co to wszystko?
Chociaż w ustawie jest mowa o tajemnicy przedsiębiorcy, to tajemnica ta nie jest w żaden sposób sprecyzowana. Domyślnie też można żądać wszelkich danych rejestrowych prowadzonych w celach statystycznych. Dlatego też podczas badania rynku nigdy nie spotkałem się z odmową udostępnienia informacji na temat konkurencji (choćby wyciągów z raportów z Monitora B).

Pierwszy przykład praktyczny jest banalny, ale i ważny: natężenie ruchu i charakter tego ruchu ma ogromne znaczenie w poszukiwaniu dobrego miejsca pod biznes usługowy, ale też i pod reklamę (billboard czy akcję ambientową).

Przedszkolny case
Drugi przykład będzie bardziej skomplikowany. Moja dziewczyna od jakiegoś czasu rozmyśla w temacie biznesów przedszkolnych. Badanie rynku polega na zapytaniu do Urzędu Stanu Cywilnego o ilość małżeństw zarejestrowanych w kolejnych latach na terenie osiedla/dzielnicy i ilość zarejestrowanych przez nie noworodków. W rejestrze REGON/KRS pytamy o adresy istniejących przedszkoli, a Sanepid, kuratorium i urząd miejski podpowiedzą gdzie szukać odpowiednich aktów prawnych i obowiązującej ich interpretacji.

Wystarczy dane liczbowe nanieść na mapę, aby zidentyfikować to 'bogate' osiedle w Lublinie, na terenie którego największa ilość dzieciaków w wieku przedszkolnym nie ma odpowiedniej opieki. Kilka telefonów do placówek w pobliżu (aby zbadać ich 'pojemność') potwierdzi przypuszczenia. Po przestudiowaniu kilku ustaw można zabierać się do poszukiwania lokalizacji i budowania wstępnego budżetu.

Voila!

Co zrobić, kiedy nie odpisują?
Niestety, zrobić można niewiele. Można złożyć kolejny wniosek z przeformułowanymi pytaniami, lub pytać w innym urzędzie, ale grozi to uznaniem za natręta i upierdliwca, co skutecznie zminimalizuje szanse na sukces. Wtedy należy po prostu szukać innych źródeł informacji lub zlecić badanie na przykład wywiadowni gospodarczej (co słono kosztuje).

Zawsze można zwrócić się do instytucji, które prowadzą nadzór bądź badania statystyczne w szerszym zakresie. Warto też pamiętać o informacjach zawartych w Biuletynie Informacji Publicznej i na stronach:


P.S. Szansa za każdym rogiem
Kilka dni temu w moim domu zawitał rachmistrz spisowy. Bieżący spis powszechny będzie prawdziwą kopalnią informacji przydatnych w trakcie badań rynku do biznesplanu. Ja akurat będę poszukiwał w nim informacji o rynku emerytów ze średnich miast, bo uważam, że przed firmami oferującymi osobom starszym odrobinę niezależności i komfortu stoi świetlana przyszłość. Szczególnie patrząc na naszą tragiczną piramidę wiekową (choć rząd i ZUS starają się to światło gasić)...


A jaką receptę na użycie biurokracji w biznesie Ty znalazłeś?

-
Proszę, zawsze samodzielnie sprawdzaj aktualny stan wspominanego przeze mnie prawa, aby uniknąć nieporozumień...
-

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Drugi zjazd KP ASBIRO – relacja i garść przemyśleń

Miniony weekend obfitował w emocje za sprawą Alternatywnej Szkoły Biznesu. Zaczynając od pomyłki z budzikiem i trzyminutowego sprintu za autobusem, na pomyłce z biletami PR/TLK kończąc – było ekstra :D. I to nie tylko ze względu na 'wykładowców', ale i na uczestników. Rozkręciła nam się integracja, oj rozkręciła... A w maju integrujemy się w Żywcu, strach pomyśleć ;).

Tak jak ostatnio relację napiszę w zestawie: najpierw info o faktach, później moje opinie. Sobotę zaczęliśmy od premierowego pokazu nowego roll-upa ASBIRO, po czym na scenę (czy jak to tam się nazywa) wkroczył

Jacek Chmielecki
Czego człowiek turlający się latami po korporacjach IT może nauczyć przedsiębiorców? W zasadzie chyba nikt nie wiedział czego się spodziewać po tym wystąpieniu. Ale wszyscy byliśmy zaskoczeni. Wystąpienie Jacka miało dwie części: pierwsza koncentrowała się na strategiach inwestycyjnych dotyczących rynku nieruchomości. Odrobina Kiyoskiego i całkiem sensowna lista podpowiedzi dotyczących dwóch sfer: konstruowania umowy z najemcą i negocjowania ze sprzedającym.

Druga część była w zasadzie warsztatem dotyczącym skutecznej rekrutacji. Eksperyment chyba się powiódł – po małej 'dramie' okazało się, że 90% z nas zatrudniłoby kłamcę na sprzedawcę, 'bo sprzedawca powinien świetnie umieć kłamać'. Jak to mówią – wyszło szydło z worka ;). Jacek po swoim świetnym przede wszystkim aktorsko wystąpieniu otrzymał długie brawa. A po przerwie obiadowej słuchaliśmy człowieka, który wie czym jest skuteczny networking.

Jacek rozkręca aktualnie firmę związaną z produktami inwestycyjnymi - dostała nam się promocyjna oferta, w której można dostać w prezencie 1000 złotych...

Grzegorz Turniak
Szef polskiego Business Network International opowiadał o... networkingu w kontekście kariery, poszukiwania pracy i poleceniach jako metodzie zdobywania klientów. A ten ostatni temat szczególnie w odniesieniu do biznesów usługowych.

Poznaliśmy prywatną wersję słynnego już kwadrantu przepływu pieniądza i opinię pana Turniaka na wiele tematów. Ale chyba najważniejsze co usłyszeliśmy to praktyczne wskazówki dotyczące tworzenia własnej strategii networkingowej i etyki. To bardzo ważna i przydatna wiedza: jak nie zrobić z siebie agresywnego i bezczelnego automatu do rozdawania i zbierania wizytówek. Wydaje mi się, że przydała by się kilku zagorzałym MLMowcom ;).

O sobotniej integracji napiszę kila słów później, w niedzielę natomiast mieliśmy emocjonalny roller coaster, który zaczął się od wystąpienia prezesa niszczonej regularnie przez bank PeKaO SA MALMY.

Michel Marbot
Urodzony we Włoszech Francuz, który rozwijał (między innymi) greckie banki... aby przeprowadzić się do Polski, zrealizować tutaj pierwszą prywatyzację i z małego malborskiego zakładu zrobić producenta najlepszego rankingowo makronu na świecie. Jak wiadomo 'mały prężny' szybko podpada 'większym'. O negocjacjach, roli rodziny i prawa – o tym odpowiadał szef Malmy.

Poznaliśmy też wiele ciekawostek z zakresu rozwoju biznesu przemysłowego, jak i intencjonalnego oddziaływania na ludzi. Wystarczy powiedzieć, że pracownicy Malmy przez rok pracowali bez wynagrodzeń i nie uciekli od swojego szefa. W zasadzie ogląd sprawy uzyskasz choćby w oświadczeniu Stowarzyszenia Przejrzysty Rynek.

W tym wystąpieniu poza merytoryką w oczy raził... optymizm. Zrozum związkowców, zrozum sędziów, zrozum biurwy, polityków – wygrasz.

Jan Piński
I optymizm się kończy. Szef Agencji Informacyjnej TVP i publicysta ekonomiczny Wprost (ujawnił 'Taśmy Oleksego') mówił jak rozszyfrowywać język mediów, dlaczego warto odpuścić sobie czytanie Pulsu Sedesu, i jak złapać dziennikarza za 'pióro'. Słuchaliśmy o burdelu panującym w każdym medium, bankowo-komórkowej supremacji reklamowej nad każdym naczelnym i innych rzeczach oczywistych dla wielbicieli teorii spiskowych.

Ale dla przedsiębiorców najważniejsze były te części wystąpienia, w których pan Piński przedstawił PR od kuchni. Kogo się śledzi, jak się śledzi, jak się go niszczy. Za co płacić, jak płacić, ile płacić. Żeby nie było tak 'obskurnie' dowiedzieliśmy się też jak się bronić przed takim atakiem i jak podejmować współpracę z dziennikarzami w przyjaznej formie.

I oczywiście – ile Rubik zarabia na 'muzyczce' z Wiadomości, kto pisze 'artykuły' Kaczyńskiego i Tuska...

Spóźnialska sobota
Teraz czas na odrobinę opinii. W sobotę najbardziej drażniły mnie nie zamykające się drzwi. Kultura kulturą, ale kilkugodzinne spóźnienia potrafią wyśmienicie zepsuć przyjemność z wykładu tym, którzy wykładowców, organizatorów i współ-słuchaczy szanują.

W wystąpieniu Jacka dla mnie akurat najbardziej wartościowym elementem był pomarańczowy bonus na końcu sali – w postaci jego żony, Renaty. 'W kuluarach' przekazywała nam doświadczenie inwestora i pośrednika na tacy i z wielką chęcią pomocy. Dowiedziałem się choćby tego, jak zabezpieczyć sobie w umowie możliwość bezproblemowego eksmitowania wynajmującego.

Pana Turniaka udało mi się poznać ponad rok temu w lubelskiej grupie BNI. Nie byłem (inni byli) zachwycony tą postacią. Nie lubię agresywnych 'amerykańskich' akwizytorów. Podczas sobotniego spotkania poznałem kolejną twarz szefa Business Network International Polska. Tym razem był to nieźle intelektualizowany i racjonalizowany wykład w stylu akademickim.

Śmieszył mnie choćby z tego powodu, że widziałem praktykę w wykonaniu tego człowieka skrajnie różną od treści przedstawianych na prezentacji. Było to jednak jakiś czas temu, więc może i w samym networkingu coś się zmieniło?

Malmowa niedziela
Muszę zacząć przede wszystkim od tego, że bardzo lubię i szanuję Francuzów, jestem bardzo związany z ich krajem choćby przez osobę mojego ojca. Szef Malmy potwierdził w mojej głowie wszystkie pozytywne stereotypy na temat tej nacji. Optymizm człowieka, który wszystko postawił na firmę i ludzi, którzy w niej pracują. Który walczy z polityczno-korporacyjnym potworem pamiętając o tym, że ważne jest w życiu mieć do kogo wracać.

Po raz setny okazuje się, że w biznesie to nie konkurencja szkodzi Ci najbardziej.

Popołudniowe wystąpienie Jana Pińskiego również bardzo mi się spodobało. Było nieco 'kontestacyjne', ale też miało wyraźnie taki cel. Co do wiedzy praktycznej nie dowiedziałem się czegoś niesamowicie odkrywczego (współ-moja pierwsza firma jest do dzisiaj agencją PR; studiuję dziennikarstwo), ale sposób prezentacji i dobór argumentów naprawdę zasługuje na pochwałę.

Najweselszym elementem układanki jest sytuacja, w której pan Piński odmówił powtórzenia wystąpienia na moim uniwersytecie, kiedy go o to poprosiłem. Cóż, uniwersytet – lewacka dola.

Przemyślenia, czyli Kamil Cebulski i niańdzia niańdzia
Pierwsze moje przemyślenia dotyczyły warsztatów zatrudniania PH. 90% zatrudniło kłamcę, argumentując, że sprzedawca B2B przecież musi umieć kłamać i 'dobrze się sprzedać'. To, że tak właśnie wygląda polski rynek B2B wcale nie przekonuje mnie, że powinno tak pozostać. Pomyśl:


  • czy, jako klient chcesz, żeby obsługiwał Cię sprzedawca-kłamca?
  • czy uważasz, że Twoją grupą docelową są ludzie ulegli, kretyni i debile?
  • czy sądzisz, że uzyskasz wiernego i zadowolonego klienta przy pomocy kłamstwa?
  • o wiarę i chęć zawierania win-win deal aż wstyd pytać...


Cieszę się, że znalazłem się w grupie 10%, którzy kłamcy by nie zatrudnili. Wierzę w prawdę i jakość (i pewnie to jest jeden z moich słabych punktów).

Drugi zestaw myśli dotyczy naszej integracji i osoby Kamila Cebulskiego, któremu wyrwałem w sobotni wieczór kilka godzin z życiorysu. Z dnia na dzień nabieram coraz większego szacunku do Kamila. Nie tylko dlatego, że 'podarował' mi wjazd na zajęcia z Tadem Witkowiczem w trakcie MBA, ale przede wszystkim za godną podziwu spójność myśli, słowa i działania w jego wykonaniu.

Najmłodszy milioner w Polsce jeździ dziesięcioletnim Megane na gaz, sypia z nami w hostelach po 25 złotych za łóżko, i cieszy się życiem. Opowiada z prawdziwą fascynacją o tym, co robią ludzie dookoła niego, o polskich misjach w Afryce (stąd niańdzia niańdzia), o logice i sprawiedliwości. Wszystko szczerze i wprost. Otoczony od kilku lat prezesami-pozerami napinającymi wizerunki do granic możliwości jestem pod ogromnym wrażeniem tej osobowości. Wielki szacunek.

Ostatnie spostrzeżenia dotyczą przedsiębiorców jako 'stada'. A dokładnie tego, że stada nie ma. Przedsiębiorcy jako grupa są jednym z klasycznych przekrojów społeczeństwa: tak samo trafiają się wśród nich chamy, prostacy, oszuści, cwaniacy i pozerzy jak i ludzie, których należałoby nazwać przede wszystkim 'pozytywistami'. Pamiętasz 'pracę organiczną'? To właśnie o takich... Powoli leczę się z szanowania ludzi tylko dlatego, że zarobili kupę kasy i rządzą wielkimi przedsiębiorstwami. Naiwny jestem, nie? ;)

Cóż mogę jeszcze dodać? Tony materiałów wideo już są na serwerach ASBIRO, hasło dostał kto pytał :). W te święta będę miał co oglądać/słuchać (materiały można ściągać w .flv i .mp3). I jestem już pewien, że będę studentem MBA, kiedy? – zależy od zasobności portfela, pewnie za rok, w końcu absolwenci KP mają zniżkę :)...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...