Podoba Ci się ten blog? Chcesz być na bieżąco z nowościami - subskrybuj kanał RSS... Co to jest RSS?

wtorek, 14 grudnia 2010

Pięć słabych punktów Strategii Błękitnego Oceanu


Strategia Błękitnego Oceanu, choć wielu wydaje się wyśmienitą alternatywą dla klasycznych strategii niszowych, nie jest pozbawiona wad. Jakie to zagrożenia czekają na inwestora i biznesmena w błękitnym oceanie? Jak im przeciwdziałać? A może, skoro 'nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło' – da się skorzystać na słabości Błękitnego Oceanu?

Jeśli masz zamiar wejść w spółkę stosującą SBO i wynik analizy metodą Kanwy jest dla Ciebie zadowalający powinieneś zdać sobie sprawę z zagrożeń, jakie stoją przed Twoją inwestycją. A jeśli to Ty chcesz pozyskać inwestora masz teraz możliwość 'szukania dziury w całym' i poznania przeszkód, jakie przed Tobą stoją. Powinieneś też zastanowić się, czy Twoja inwestycja jest odpowiednio przygotowana na ich neutralizację. Pamiętaj: na rynku nie ma 'wiecznych zwycięzców'...

Zagrożenie pierwsze: tanie substytuty
Największym zagrożeniem dla firmy jest zaistnienie substytutów, które oferują podobną jakość za niższą cenę. Nawet jeśli jesteś dostawcą produktów i usług opartych na efekcie snoba (większa cena = większy popyt), oznacza to kłopoty. Efekt snoba zniknie, kiedy proponowane przez Ciebie usługi i produkty staną się elementem stylu życia pospólstwa - a do tego właśnie prowadzi istnienie taniego substytutu.

Jak się bronić przed substytutami?
Prewencją. Jeśli tylko Twój biznes na to pozwala skopiuj strategię 'drugiej linii'. Wiele firm oferuje kilka marek w różnych przedziałach cenowych. Korzystając z chwilowego monopolu, przy odpowiednich nakładach, jesteś w stanie zająć wszystkie segmenty rynku.

Zagrożenie drugie: nowe wejścia
Nowe wejścia kroją rynkowy tort, który stworzyłeś, i częstują się Twoim kosztem. Jeśli nie przygotujesz zawczasu odpowiedniej wartości marki i nie przywiążesz do niej klientów - Twój biznes plan możesz zamienić na papier toaletowy. Szansę mają biznesy o wysokich kosztach wejścia, niestety firmy SBO takie nie są. Najlepiej to widać na trójkącie Groupon - Gruper - CityDeal. Serwisy te pojawiły się jeden po drugim bezlitośnie tnąc rynek, bo podstawowy model biznesu /sprzedaż zniżek przez internet/ jest wybitnie łatwy do skopiowania.

Jak się bronić przed nowymi wejściami?
Pierwsza możliwość to strategia cen i marki premium. Druga to ustawienie bariery technologicznej (inwestuj w rzeczy bardziej skomplikowane niż kolejny portal posadzony na Joomla!). Trzecia możliwość obrony przed nowymi wejściami jest najbardziej kosztowna, ale też najskuteczniejsza - konkurencyjną firmę należy wykupić!

Zagrożenie trzecie: szantaż dostawców / podwykonawców
Czułym punktem większości firm są dostawcy półproduktów i usług. Outsourcing jest przydatny, jednak i niebezpieczny. Jeśli opierasz się na jednym, (bądź jednorodnej grupie) grupie dostawców / podwykonawców spodziewaj się szybkich renegocjacji cen. Drugi sposób, w jaki dostawcy mogą przeszkodzić Twojemu biznesowi, to bardzo częste zachowanie hurtowników, którzy obok sprzedaży hurtowej prowadzą również sprzedaż detaliczną (najczęściej przez internet).

Jak się bronić przed dostawcami / usługowcami?
Po pierwsze dywersyfikuj! Oczywiście każdy kusi rabatem proporcjonalnym do wielkości zamówienia, jednak pamiętaj o własnym bezpieczeństwie. Po drugie - szukaj nowych dostawców i usługodawców. Nowe firmy często ustalają na początek ceny, które są wręcz prośbą o zakup; często też dają wyjątkowo atrakcyjny rabat, po to tylko, aby zbudować portfolio na pierwszym wielkim kliencie. Jeśli zaś chodzi o hurtowników, którzy jednocześnie sprzedają w detalu – nie ma rady, musisz stać się swoim własnym hurtownikiem.

Zagrożenie czwarte: klienci
Dziwne? Oczywiście Twoi klienci, szczególnie Ci pierwsi, mogą skopiować Twój pomysł. Jeśli prowadzisz biznes niszowy to właśnie fanatycy (geeks) będą Twoimi pierwszymi klientami i recenzentami. Ale możesz też liczyć, że ocenią Twoją marżę i atrakcyjność biznesu... O ile bariera wejścia na rynek jest cechą ogólną, to zagrożenie wynikające z charakteru klienta i dopasowania Twojej oferty do jego preferencji (także cenowych) dotyczy wyłącznie odbiorców. W końcu jeśli klient może 'sam se zrobić' i mu się to opłaca, to będzie się mu opłacało 'zrobić se i innym' i jeszcze na tym zarobić.

Jak bronić się przed przedsiębiorczymi klientami?
Odpowiednią strategią cenową. Prowadząc biznes korzystasz z efektu skali, a stosując Strategię Błękitnego Oceanu również z efektu pierwszeństwa. Możesz więc zaproponować odważnym wojnę cenową (głupota - nie polecam!), lub też, poza wspomnianą już strategią marki premium, możesz wprowadzać usługi dodatkowe / cross seling - czyli poszerzać ofertę. Klienci otrzymają więcej korzyści w jednym miejscu, a Ty zwiększysz sprzedaż (uwaga: wnikliwe śledź rentowność każdego ruchu!).

Zagrożenie piąte: Duży Gracz
Już we wpisie o Kanwie Błękitnego Oceanu ostrzegałem przed 'dużą' konkurencją. Jeśli w fazie planowania duży gracz na lewo od Twojej firmy nie planował wejścia na stworzony przez Ciebie rynek nie łudź się, że tego nie zrobi. Najczęściej robią to gracze średniego poziomu cenowego: Allegro poszerzyło ofertę o rynek nieruchomości, rynek pracy, rynek zleceń, rynek wycieczkowy, rynek porównywarek cen, etc. Jeśli Duży Gracz zechce skrzyżować szable w wojnie cenowej - nie masz szans...

Jak bronić się przed Dużym Graczem?
Jeśli bardzo chcesz się bronić - strategia ugruntowanej na rynku marki jest jak najbardziej przydatna. Ale jest moim zdaniem lepsze rozwiązanie: duży gracz najczęściej wyraża wolę odkupienia całego Twojego biznesu za 'jednym zamachem'. Jeśli dobrze poprowadzisz negocjacje możesz zostać udziałowcem Dużego Gracza; lub szefem spółki-córki Dużego Gracza; możesz też po prostu zainkasować niezłą sumkę i zacząć opracowywać kolejny pomysł na biznes do sprzedania.

Jak to się ma do inwestowania w stylu Aniołów Biznesu?
Kanwa Błękitnego Oceanu jest dowodem na to, że nie zawsze warto inwestować w hiper-innowacyjne pomysły. Po to Unia Europejska już komuś zabrała pieniądze, żeby ludzie z kosmicznymi pomysłami mogli się po nie zgłaszać. Z analizy typowych zagrożeń widać wyraźnie: biznesy 'internetowe', jeśli nie oferują czegoś trudnego do skopiowania, są wysoce ryzykowne. Biznesplany takich przedsięwzięć najczęściej są stuningowane jak marzenie, idealnie pasują też do Kanwy - dlatego też wielu inwestorów decyduje się na swój wkład w takie przedsięwzięcia. 

Najważniejszy jest czas
Dokładniej: chwilowy monopol związany z SBO. To jak firma wykorzysta ten czas i zarobione pieniądze zadecyduje o przyszłości. FaceBook zdążył zbudować tak silną markę, że ani Microsoft nie jest w stanie go wykupić, ani Google z nim konkurować (ś.p. Orkut)...

-
Nota edytorska ;).
W tym wpisie zrezygnowałem już z pisania na przemian z perspektywy inwestora i perspektywy właściciela firmy. Powoduje to tylko 'słowotok', tak samo jak pisanie 'produktu / usługi' w co drugim zdaniu...
-


Czy to już wszystkie zagrożenia, jakie czekają na młode firmy? Czy można się przed nimi bronić inaczej?


poniedziałek, 13 grudnia 2010

Fundusze Celowe dla studenta


Podstawą stabilnych finansów według większości doradców i blogerów jest Fundusz Awaryjny. Ma on pomóc okiełznać wszelkie losowe wydatki, których wcześniej nie udało nam się przewidzieć. Jak prawidłowo zbudować i jak zarządzać takim funduszem? A może zamienić go na fundusze celowe?


O FA napisano już setki artykułów na blogach i w książkach. Że powinien Ci pozwolić przeżyć rok bez pracy, że powinien być w miarę łatwo dostępny i przeciętnie oprocentowany. Tylko jaki ma to sens w przypadku studentów (szczególnie na początku studiów), którzy w większości utrzymują się z dotacji od rodziców?

Przewidziane wydatki
Większość wydatków studenckich jest stała i bardzo przewidywalna. Kserówki, ze zwiększonym natężeniem w trakcie sesji, rachunki jako dodatek do czynszu co kilka miesięcy, czy też przejazdy do domu, imprezy i jedzenie. Na to wszystko potrzebny jest tylko dobrze przemyślany system funduszy celowych.

Wydatki nieprzewidziane
Trafiają się raczej jako sytuacje awaryjne i rzeczywiście nie dadzą się przewidzieć o wiele wcześniej, np. konieczność wykupu warunku. W większości jednak sytuacja skrajnie awaryjna wymaga przede wszystkim powrotu do domu i rozsądnej rozmowy z rodzicami. Student nie jest samotną wyspą, i o ile wszyscy dążymy do finansowej niezależności, od rodziców w pierwszej kolejności - o tyle też nie powinniśmy zapominać, że są naszą największą podporą.

Studencki Fundusz Awaryjny
  • Jego podstawą powinna być ilość pieniędzy potrzebna do bezpiecznego powrotu do domu (np. z kilkoma przesiadkami)
  • zakupu kilku posiłków po drodze
  • i ewentualnego podstawowego doposażenia garderoby (gdyby np. złodziej wyczyścił Ci stancję/akademik nawet ze skarpetek).
  • powinien przede wszystkim dawać możliwość dostępu do pieniędzy z każdego bankomatu w Polsce (a nawet na świecie, jeśli podejmujesz wakacyjne prace za granicą)
  • powinien też być powiązany z innymi ułatwieniami co do korzystania ze zgromadzonych środków (transakcje zbliżeniowe czy Visa CashBack)


Rzeczowy Fundusz Awaryjny
Jest w życiu studenta równie ważny, co finansowy FA, z tą jednak różnicą, że wymaga co najmniej półrocznej aktualizacji i sprawdzania:
  • przede wszystkim domowa apteczka: leki na zimę, maści inne specyfiki na letnie urazy 'sportowe'
  • płyny eksploatacyjne do samochodu (i napompowana dojazdówka)
  • zapas benzyny do samochodu i zestaw do odmrażania zamków
  • zestaw kluczy i śrubokrętów do mniejszych napraw na stancji (w akademiku problem odpada)
  • spora powierzchnia dyskowa w chmurach na pliki backup
  • bardziej szalejącym studentom trzeba pewnie przypomnieć o 2KC i prezerwatywach ;)


Fundusz Rodzinny
W zasadzie nie wiedziałem jak go nazwać, bo dla studenta powinien się nazywać 'wpadkowy'. Niestety, ale to właśnie niespodziewany przyrost liczebny rodziny jest powodem największych kłopotów studentów. Fundusz Rodzinny przyda się każdemu, bo w naturalnej kolei rzeczy przejdzie od 'wpadkowego' do 'weselnego', potem dalej w 'dziecięcy' i w końcu w fundusz na dofinansowanie kształcenia dzieciaków. I oby 'wpadkowy' nie był Ci nigdy potrzebny...

Przeżyć rok bez pracy
To jest podstawowy cel istnienia klasycznego F Awaryjnego. Jednak w wydaniu studenckim nie jest Ci potrzebny taki fundusz. Będąc młodą osobą możesz pozwolić sobie na agresywniejsze inwestowanie i na intensywne uczenie i dokształcanie się, a odłożone pieniądze dadzą Ci więcej możliwości. Oczywiście każdy może zadać pytanie: a co po studiach? Ten rok spokoju może być bardzo potrzebny do skutecznych poszukiwań wymarzonej pracy...

Fundusz Wyjścia
Jeśli wiesz kiedy i w jakiej wysokości będziesz potrzebował pieniędzy, to nie jest to już Fundusz 'Awaryjny'. Warto przemyśleć własną przyszłość, pogadać z rodzicami i ustalić moment, w którym zejdziesz im z 'garnuszka'. Zastanów się ile potrzebujesz czasu na znalezienie pracy, może też mieszkania w nowym mieście etc. Ile Cię to będzie kosztowało? Już wiesz jakiej wielkości fundusz będziesz zbierał przez te 5 lat.

Witamy w życiu
Tak zbudowany system funduszy: celowych, awaryjnego w dwóch postaciach, rodzinnego i funduszu wyjścia daje studentowi spokój startu w 'dorosłe' życie i odrobinę spokoju w niepewnych czasach 'absolwenckich'. Daje też możliwość rozsądnego inwestowania i w siebie, i w różne inne instrumenty...



Czy Ty też uważasz, że studenckie Fundusze powinny być podzielone na kilka kategorii i powinny brać pod uwagę ewentualna pomoc rodziców? Czy jednak najważniejsze jest oderwać się od matczynej spódnicy i odkładać na niepewne czasy?


niedziela, 12 grudnia 2010

Książka na weekend II: Dlaczego chcemy, żebyś był bogaty

Robert T. Kiyosaki (po lewej)
i Donald J. Trump

"(...) Zawsze bardzo polecałem koncentrowanie się, ponieważ jest ono jednym z podstawowych elementów radzenia sobie z problemem, tak jak świadomość jest pierwszym krokiem do postępu. Bo przecież jak możesz rozwiązać problem, którego nie widzisz? My skupiliśmy się na identyfikacji tych trudnych kwestii tak, abyś Ty mógł szybciej odnaleźć możliwe rozwiązania - tak na płaszczyźnie indywidualnej, jak i zbiorowej..."
Donald J. Trump & Robert T. Kiyosaki, 'Dlaczego chcemy, żebyś był bogaty.'


Dzisiaj przybliżę Ci kolejną moją weekendową czytankę: książkę, która zadziwiła mnie już na sklepowej półce...

Takie to dziwne?
Od kilku lat podziwiam Donalda Trumpa. Za osiągnięcia, za tupet, za charakter, za Midasowy dotyk i przerażającą szczerość. Ale książkę, którą czytałem dzisiaj, Trump dyktował razem z innym współczesnym krezusem: Robertem Kiyosakim. Dwa autorytety, mój - Trump, i większości Polaków związanych z ideą niezależności finansowej - Kiyosaki... we wspólnej pracy!

Autorzy:
Donald J. Trump - właściciel The Trump Organization, największy na świecie przedsiębiorca na rynku nieruchomości luksusowych, host programu 'The Apprentice' w NBC, współwłaściciel największych na świecie konkursów piękności, autor 10 książek i właściciel Trump University Online... Najbardziej znany z powiedzeń 'Think big!' i 'Your'e fired!' :)
Robert Kiyosaki - autor serii książek 'Bogaty Ojciec' i najpopularniejszej na świecie gry ekonomicznej CasFlow, założyciel Rich Dad Company i najbardziej znany na świecie propagator idei niezależności finansowej i budowania przychodów pasywnych.

Część I: dlaczego Donald Trump i Robert Kiyosaki napisali tę książkę?
Pierwsza część książki nie porywa. Każdy rozdział zbudowany jest z dwóch części: pierwsza to treść Kiyosakiego; fabularyzowana i rozciągnięta do granic możliwości forma przypowiastek. Druga część to wypowiedź Trumpa: krótsza, za to bogatsza w treść - choć też przepełniona przechwałkami i cytowaniem samego siebie jako autorytetu (za to gościa lubię, ale wiem, że w Polsce zaraz znajdą się malkontenci gotowi go ściągnąć z piedestału). Tak też jest w pierwszej części - bajki przechwałki, podszyte polityką (Trump odgraża się, że będzie kandydował na prezydenta USA - historia jednak nie sprzyja bogaczom z takimi zamiarami). Ogólnie motywacja obu panów, poza $, to takie powszechnie znane problemy jak: zanik klasy średniej, problemy z zadłużeniem, niepewność rynków, deficyt wymiany zagranicznej... Część, którą zdecydowanie można sobie odpuścić.

Część II: Trzy rodzaje inwestorów
I zaczyna się 'miodzio' :). W drugiej części książki autorzy przekonują nas, że istnieje patent na bogactwo i szczęście. Najważniejszym stwierdzeniem jakie spotkałem jest to o znaczeniu inwestowanego czasu. Kiedy stracisz pieniądze zawsze możesz zarobić nowe. Jeśli stracisz czas - to na prawdę go 'tracisz', i już nigdy go nie odzyskasz. Znajdziemy tu też rozważania na temat zaangażowania, emocji i kreatywności w zarządzaniu swoimi finansami. A na koniec spotkamy się z jedną z podstawowych dla Trumpa kategorii biznesowych - rozwojem samoświadomości.

Część III: Decydujące chwile: aby nie ograniczać się tylko do wygrywania i przegrywania
Ta część książki jest nieco autobiograficzna, nieco autorefleksyjna... Trump i Kiyosaki opowiadają o swoich doświadczeniach życiowych i o umiejętności czerpania wiedzy z sukcesów i porażek własnych i cudzych. Uczą, jak rozumieć wpływ, jaki nasze otoczenie na nas wywiera, jak znaleźć swoje miejsce na świecie. Podpowiadają, co ich zdaniem pomogło im dostać się na szczyt.

Część IV: Co byś zrobił, gdybyś był na moim miejscu?
Droga na skróty - powiedz mi, jak zostać bogatym, i to szybko! Ta część to 5 rozdziałów z poradami dla ludzi w konkretnych sytuacjach życiowych. Autorzy starają się oddać to, co uznają za najważniejsze w finansach dla ucznia, osoby pracującej na etacie, prowadzącej własny biznes, ale też dla 60-latków. W tym rozdziale Ci, którzy nie lubią słów MLM dowiedzą się, dlaczego powinni zmienić swoje nastawienie (Kiyosaki bardzo ściśle współpracuje z korporacją Amway)...

Część V: Po prostu zacznij działać!
Twój biznes jest jak lustro - pokaże Ci kim jesteś. W ostatniej części książki znajdziemy opowieść o tym, na czym panowie znają się najlepiej: MLM, edukacji i nieruchomościach. A na zakończenie poczytamy kilka rad o przywództwie w wykonaniu dwóch ludzi, których słuchają tysiące (jeśli nie miliony) na całym świecie.

Materiały dodatkowe
To w amerykańskich książkach lubię. Na ostatnich stronach książki znajdziemy kilka tabel i zestawów pytań, które mają w założeniu pomóc Ci w zbliżeniu się do finansowej samoświadomości i niezależności. Ale ciekawszy dodatek otrzymasz po zarejestrowaniu się na stronie książki - są to wypowiedzi obu autorów w plikach audio rozszerzające niektóre tematy podjęte w książce. Dodatkowo firma Rich Dad udostępniła kilkanaście filmów na Youtube, na których obaj panowie omawiają różne aspekty finansów osobistych i biznesu. Oto jeden z tych filmów:


Czy warto?
Książka wydana została przez Instytut Praktycznej Edukacji: 380 stron, twarda okładka z obwolutą i całkiem przyzwoity papier - za 79 złotych. Kupiłem z przyjemnością, mogąc czytać Trumpa po Polsku. Jeśli nie znasz Donalda i nigdy nie czytałeś jego książek - warto zacząć od tej, tym bardziej, że już w pierwszych rozdziałach zauważysz jego przewagę na Robertem. Tak - jestem stronniczy. Czy książka będzie się podobała miłośnikom Kiyosakiego? Oczywiście! Większa część treści pochodzi od Roberta, on też nadaje publikacji tempo i kieruje tematami, odsłaniając kolejne meandry swojej filozofii :). Książkę polecam szczególnie, ze względu na jej staranne wydanie, jako prezent.

Czytałeś 'Dlaczego chcemy, żebyś był bogaty'? Poleciłbyś ją innym? A może i Kiyosaki, i Trump to tylko dwóch cwaniaków, którzy znaleźli kolejny sposób na wyciąganie kasy od ludzi?



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...