Podoba Ci się ten blog? Chcesz być na bieżąco z nowościami - subskrybuj kanał RSS... Co to jest RSS?

niedziela, 6 lutego 2011

Mały Anioł Biznesu: bezpieczeństwo inwestycji




Co jakiś czas dostaję maile, których autorzy bardzo chcieli by się dowiedzieć, na czym polega mój projekt MAB. Dzisiaj zdecydowałem się 'uronić rąbka tajemnicy', choćby dlatego, że to żadna tajemnica ;). Przy odrobinie wysiłku i użytkowania szarych komórek wymyślisz pewnie jeszcze lepsze sposoby. Dzisiaj chciałbym Ci przedstawić moje przemyślenia na temat form prawnych i bezpieczeństwa inwestycji 'wspólnika do wynajęcia'.

Jakkolwiek Aniołowie Biznesu są inwestorami (nawet po angielsku: Angel Investors), są też wspólnikami w swoich inwestycjach. Można stworzyć modele inwestycji zbliżonych do AB i nie będących spółkami (mi też się takie trafiają), jednak osobiste doradztwo i uczestnictwo w procesie decyzyjnym jest clue działalności Aniołów Biznesu różniącym ich od banków czy funduszy VC. Dzisiaj nie będę pisał o spółkach kapitałowych, jakie są najpowszechniejszą formą inwestycji - będę pisał o tym, co może 'Mały' Anioł Biznesu...

Nielegal
Większość ludzi ma niewątpliwą zdolność do pakowania się w tzw. 'ciche' spółki. Ciche, czyli nigdzie nie zgłaszane. Jeden ze wspólników rejestruje najczęściej jednoosobową działalność gospodarczą, a firma działa jak klasyczna spółka. Daje to oszczędność na państwowym zdzierstwie. Ale ma też swoje minusy: od czyszczącej konto kontroli biurwokratycznej, do najzwyklejszego w świecie braku uczciwości wspólnika. No i jest 'nielegalne'.

O ile nad kwestią rozbojów 'na utrzymanie tej hydry nienasyconej, ich dzieci, żon i matek...' nie chcę się rozwodzić, o tyle trzeba przyznać, że oszczędność na ZUSie i reszcie bandy Słońca Peru niezbyt często się opłaca. W razie 'focha' ze strony wspólnika mamy problemy z dochodzeniem swoich praw: 'cichy' wspólnik nie ma na nic papieru, a więc i do niczego nie ma praw. Jeśli zaś 'cichy' wpadnie na pomysł wypłacenia sobie pensji według własnego 'widzi mi się' osoba prowadząca JDG w zasadzie nie jest w stanie donieść na policję, nie donosząc na samego siebie.

Pożyczka
Piszę o pożyczce na umowę lub weksel - dokładnie takiej, jak za pośrednictwem serwisów 'social lending', tyle tylko, że z możliwością sprawdzenia, czy po drugiej stronie kabelka nie siedzi przypadkiem 'Michalinka' z brodą i 90-kilową nadwagą szukająca kretyna, który licząc na kokosy, odda kasę za dobry copyletter na 'kokosie'. Umowa pożyczki i przelew to podstawowa forma inwestycji w firmę, której nie ma w obiegu giełdowym. Choć Anioł to to jeszcze nie jest ;).

Oczywiście w takiej formie inwestycji zmienne są dwie: czas i procent. O ile kwestie czasu są raczej proste i wynikają z biznesplanu, o tyle oprocentowaniu należy poświęcić chwilę uwagi. Należy przede wszystkim rozważyć dynamiczny model oprocentowania: x% powyżej inflacji, x% razy zmiana kursu waluty, etc. Przy negocjacjach dobrze też zbadać wiarygodność kredytową i dostępne dla Twojej inwestycji propozycje kredytowe. Na bajki o 20% z kokosa nie masz co liczyć: ta pożyczka musi się opłacać obu stronom, nie możesz więc być droższy niż bankowy kredyt inwestycyjny.

Kredyt kupiecki
Tak nazywa się w rozliczeniach między firmami oddanie towaru 'w komis'. Jeśli firma prosi o inwestycję, którą przeznaczy na towar do sprzedania, to towar można kupić samemu, i jedynie 'zlecić' (umowa o współpracy, agencyjna, k kupiecki - metod jest wiele) odsprzedaż tej firmie z odpowiednim narzutem. W przypadku inwestycji w sprzęt w grę wchodzi na przykład umowa odpłatnego użyczenia. W razie wpadki zostaje Ci towar lub użyczony sprzęt / lokal etc...

Inną formą wspomagania firmy przez Twoją działalność gospodarczą jest maksymalne odraczanie terminów płatności faktur - oczywiście naliczonych z odpowiednio wyższą marżą rekompensującą ewentualne ryzyko straty towaru. Ale te formy to też jeszcze nie Anioł Biznesu: można je nazwać poszerzonym wsparciem dla różnych firm i ludzi.

W inwestycjach AB chodzi przede wszystkim o współpracę, wspólne podejmowanie decyzji i prowadzenie firmy, oczywiście z rozsądnym położeniem środka ciężkości między wspólnikami.

Spółki osobowe
Są więc 'najniższym' w hierarchii biznesów sensownym rozwiązaniem. Są też najgorszym (z jednym wyjątkiem). Wspólne odpowiadanie za zobowiązania całym majątkiem nie ma w sobie nic z inwestycji. Co by to było, gdyby posiadacz akcji bankrutującej spółki musiał pozbyć się telewizora na aukcji komorniczej, dla pokrycia jej zobowiązań? Nawet gdybym dostał propozycję zainwestowania w FaceBooka w formie spółki cywilnej nigdy nie podjąłbym takiego wyzwania.

Jeśli na nowo powstające firmy patrzysz jak na okazję inwestycyjną musisz brać pod uwagę plajtę i jej skutki. Dlatego też fundusze VC czy Aniołowie Biznesu wchodząc w spółki dają tak na prawdę większość budżetu, za mniejszość udziałów. To działanie pozwala korzystać z efektu skali przy rozliczaniu zysków, jak i ograniczać straty przy wpadce. Zdaniem wielu takie ograniczenie możliwe jest tylko przy spółkach kapitałowych: z ograniczoną odpowiedzialnością i akcyjnej. Przykre - bo to jest bzdura!

Komandor Komandyt
Istnieje rodzaj spółki osobowej, w której jeden ze wspólników nie ponosi pełnej odpowiedzialności za jej zobowiązania. Dokładniej: komandytariusz w spółce komandytowej ponosi odpowiedzialność jedynie do wysokości kwoty komandytowej. W zamian reprezentuje spółkę i zaciąga zobowiązania w imieniu spółki jako pełnomocnik. Więcej plusów? Ułomna, ale jednak osobowość prawna, oraz, co chyba najważniejsze po możliwości ograniczenia odpowiedzialności - niemal zupełna dowolność kształtowania stosunków między wspólnikami!

Wspólnik, który podejmuje decyzje i odpowiada całym majątkiem nazywa się 'komplementariuszem'.

Minusy? Jest jeden tragiczny - księgowe. Komandyt jest popularny np. w Niemczech, ale nie u nas. Jak wiadomo dobra księgowa na pytanie 'ile to będzie tego podatku?' zasłania okna i w ciszy na karteczce z notesu pisze 'ile ma być szefie?'. Z rozliczaniem komandytu jest niestety problem - opisana powyżej sytuacja raczej nie nastąpi, księgowe o ile wiedzą jak rozliczać, to nie bardzo potrafią. A na pewno nie chcą, kiedy tylko złożysz taką propozycję od razu usłyszysz dziesiątki powodów, żeby zoo, żeby cywilną, tylko nie ten komandyt.

Drugi poważny minus to przedspółka - SK może zacząć działać dopiero po wpisaniu do KRS. Jeśli więc pali Ci się z uruchomieniem firmy musisz wcześniej zostać wspólnikiem w owej bolesnej spółce cywilnej :(.

Komandytowo-Akcyjna
To już jeden kroczek dalej. Ciągle spółka osobowa, ale komandytariusz jest... akcjonariuszem. Nie odpowiada za zobowiązania spółki (chyba, że sam je zaciągnął w jej imieniu). Spółka ma prawo emitowania akcji w celu dokapitalizowania - jest to świetna forma prowadzenia spółki o zaawansowanej (pełnej) księgowości, z jednej strony na własny rachunek (pełna odpowiedzialność), a z drugiej z obecnością zewnętrznego kapitału.

W zasadzie spółka komandytowo-akcyjna, biorąc pod uwagę logikę, jest jednym z możliwych, a rzadko branych pod uwagę, stadiów pre-ipo. Jej minusem jest kwota potrzebna do rejestracji w KRS, równa kwocie rejestracyjnej spółki akcyjnej. Można się wtedy rzeczywiście zastanawiać: skoro SA kosztuje tyle samo, to po co zakładać SKA? Odpowiedź jest prosta: komplementariusz(e) bronieni są przed wrogim przejęciem i są w stanie samodzielnie podejmować większość decyzji dotyczących spółki.

Niestety jeszcze nie miałem okazji być zamieszanym w SKA, więc więcej nie mam co pisać. Wydaje mi się, że jest to idealna forma dla biznesów przeznaczonych do odsprzedaży właśnie w stadium pre-ipo.

To i tak nie ma znaczenia
Z mojego doświadczenia wynika, że jak ktoś chce Cię oszukać, to i tak mu się uda. A nawet jeśli nie chce oszukać, a po prostu okaże się, że biznes pada - również stracisz pieniądze i czas. Tak to już jest z wszystkimi inwestycjami, pomimo przewag inwestycji Aniołów Biznesu nad klasycznymi formami inwestowania ryzyka nie da się wykorzenić. Znam ludzi pracujących długie lata i z powodzeniem w cichych spółkach, jak i takich których spółki akcyjne nie przetrwały roku.

Bo w inwestowaniu AB nie chodzi o biznesy, pomysły, modele organizacji zarządczej czy prawnej. Chodzi o ludzi, z którymi (było, nie było) wiążesz swoją przyszłość, w których inwestujesz. A do nich trzeba po prostu mieć zaufanie.


Znasz inny sposób na inwestowanie w firmy nie notowane na giełdzie? Chętnie poczytamy :D


środa, 2 lutego 2011

Jak inwestują wielcy V: Ron Conway & Mike Maples Jr.



Mike Maples Jr. - po lewej
Ronald Conway - po tej drugiej ;)...

Gowalla, Napster, Twitter, Mint.com, Digg, TweetDeck, FaceBook, Photobucket, Google, PayPal - to tylko niektóre firmy, w jakich maczał palce Ronald Conway - jeden z największych Aniołów Biznesu, zaliczany do grupy 'Super Angels'. Mike Maples Jr., drugi z prezentowanych dzisiaj inwestorów, również pomógł rozwinąć się platformie Digg, Gowalla, Twiterrowi czy np. Business Connect China.
 Dzisiaj chciałbym Ci pokazać ich spotkanie 
ze studentami Stanford University.

Ronald Conway
Ron jest znany z niezwykłego 'nosa' do ludzi. W przypadku Anioła Biznesu ma to chyba decydujące znaczenie, w końcu inwestuje się właśnie w ludzi, nie w firmy... Zaczynał w latach 90tych, słynnej dot-com era. Pierwszy rok przyniósł mu 700% zwrotu kapitału, kolejny już tylko 150%. Obecnie inwestuje przede wszystkim w pomysły internetowe: w latach 2005-2009 objął 'opieką' ponad 100 firm-stron www. Znany jest też z niezłomnej postawy etycznej. Pół roku temu w poklepującym się po plecach światku ludzi ze sztucznym uśmiechem wywołał oburzenie pewnym listem, którego treść znajdziesz tutaj.


Mike Maples Jr.
Mike również inwestuje w pomysły internetowe. Zaczynał od tworzenia geir na komputery IBM, skończył z MBA i doktoratem Stanfora. Pierwszym jego sposobem na zarabianie był fundusz Venture Maples Investment. Dzisiaj prowadzi Floodgate Fund, w którym jesgo wspólniczką jest Ann Miura-Ko, również doktor ze Stanford U, specjalistka od bezpieczeństwa internetowego. Szacuje się, że inwestycje Floodgate wynoszą ponad 5 miliardów $.


Film trwa około 35 minut i pochodzi ze strony Stanford University's Enterpreneurship Corner, został nagrany 23 stycznia 2008 roku. Miłego oglądania!














Czy Ty też jesteś przekonany o różowej przyszłości internetowych biznesów?


wtorek, 1 lutego 2011

Wartość netto: styczeń 2011 (+17%) koniec cudów

Styczeń był dla mnie raczej udanym miesiącem. Pomimo dużej liczby wydatków i, nazwijmy to ładnie: nieporozumień z klientami, udało mi się powiększyć stan posiadania o ponad 3 500 złotych... Inwestycje mają się dobrze, projekt 'Małego Anioła Biznesu' bardzo dobrze na siebie zarabia, blog się rozwija, a ja w międzyczasie zdecydowałem, że to mój ostatni raport o wartości netto.


Miesiąc wydatków
Moja wartość netto w tym miesiącu skoczyła do:


Co jest wynikiem zadowalającym. Niezadowalający jest natomiast stosunek zarobione/wydane, który wynosi 1,31 i jest najniższy od 4 miesięcy. Udało się oszczędzić te 3,5k ale mnie to nie cieszy. Po pierwsze plus pochodzi przede wszystkim z projektu MAB, po drugie dwóch klientów drugi miesiąc z rzędu zalega z fakturami. Chyba będę się musiał pobawić w windykację.

Z większych ruchów w portfelu należy przypomnieć dziwaczną sprzedaż Ciecha i zakup Simple po oszałamiającej cenie 13,90 za akcję... Strata niewielka, dzisiaj na zamknięciu cena 13.89 podnosi na duchu po dosyć wyraźnej korekcie. Powoli wplątałem się w kolejny projekt MAB, na szczęście na razie bardziej praco- niż kapitało-chłonny. W najbliższym czasie mam zamiar rozpocząć szukanie kolejnej okazji do inwestycje w akcje (dywersyfikacja).

W styczniu, jak można się domyślić po zarobione/wydane ratio, miałem trochę wydatków. Niestety zatrzymywanie starzenia się kosztuje: łysienia już nie powstrzymam, za to zabrałem się za walkę ze ślepotą. Bryle murowane :(.

Wyzwania
W kwestii finansów wyzwanie zebrania 30 000 pln wartości netto jest śmieszne. Z racji sesji (uniwersalne wytłumaczenie studenckie) nie przemyślałem jeszcze kolejnych celów do osiągnięcia, ale chyba nawet nie będę tego robił.

W kwestii rozwoju osobistego też zaszły wielkie zmiany, dlatego całą podstronę usunąłem. Moje otoczenie zmienia się szybciej, niż nadążam się dostosowywać. Dzisiaj (w zasadzie to już wczoraj) po egzaminie dostałem drugą w swoim życiu propozycję realizowania doktoratu pod przyjaznymi skrzydłami. I tym razem chyba nie odmówię, choć ostatecznego słowa jeszcze nie powiedziałem w tej kwestii

Studencki Portfel
W drugim miesiącu istnienia: 1960 wyświetleń, ponad dwa razy więcej niż w grudniu. Fajnie. RSS się powoli odbudowuje. Podczas sesji przeszedłem na tryb wpisywania postów co dwa dni i wyświetleń nie ubyło, dlatego też zachowam na kolejne dwa miesiące tę częstotliwość pisania. Choć pomysłów na wpisy mam już dziesiątki...

W najbliższym czasie bloga czekają zmiany. Muszę przemyśleć układ, widgety, ewentualne podstrony. Być może zamienię tło na jasne i trochę pozmieniam topa. Muszę dodać jakąś politykę komentarzy po tym co się dzieje pod postem o DaVinci Capital. Współczuję ewentualnie oszukanym bądź też ewentualnie pomówionemu, ale cudzy blog to nie konfesjonał ani matczyna sukienka. Przynajmniej ja mam jakieś takie nieczułe podejście.

Inne blogi i buxy
Koncepcja na blogi jest, domeny i serwery są, wstępne elementy grafiki też. Ale z contentem nie zdążę ruszyć od początku lutego. Powody są dwa: sesja i zawirowania życiowe kolegi, z którym miałem współpracować. O ile już jestem po egzaminach, o tyle koledze zejdzie trochę z uporządkowaniem życia :(.

Co z buxami? Nie chce mi się pisać osobnego posta: 'co i jak' widać po prawej. W onbux pierwszy zakup poleconych jest bardzo udany. Jedna podmiana i w ciągu tygodnia zarobili 1$. Neobux za to ciągle robi co może, żebym nie zarobił. Ogólny bilans jest taki, że na bieżąco zarobiłem na 55 klikaczy + 5$ + na wymiany nieaktywnych po 4 dnaich. O ile jeszcze jakoś to działało niedawno, to od 4 dni sytuacja wygląda tak, że refferale nie są w stanie pokryć wymiany nieaktywnych, czyli tracę. Czekając też tracę, więc teraz przetestuję taktykę wymiany po 3 dniach bez kliknięć.

Wartości netto już nie będzie
Raczej :). Przemyślałem sprawę: publikuje się ją, jeżeli jest jakimś elementem 'celu' (np. uzbieranie konkretnej sumy), lub dla potwierdzenia słuszności swojej drogi inwestowania opisywanej na blogu. Ja ani jednego, ani drugiego warunku nie spełniam, więc uznałem, że nie ma sensu na stałe wpisywać NV na bloga. Może znajdę dla niej jakieś inne zastosowanie?

Kolejny miesiąc minął - szybko, zimno i smutno. Powoli zaczynam planować wakacje... :)


A jak Tobie minął styczeń 2011?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...